Rząd angażuje się w kampanię samorządową. A za czyje jeździ po kraju? - pyta opozycja

Kto finansuje wyjazdy premiera i jego ministrów oraz marszałka Sejmu po kraju w ramach wspierania kandydatów PO w wyborach samorządowych? Platforma przyznaje, że nie płaci za nie komitet wyborczy ani partia, a lewica domaga się wyjaśnień w tej sprawie od Donalda Tuska i Państwowej Komisji Wyborczej. - Jeśli jeżdżą na konwencje za pieniądze z budżetu rządu to powinni je zwrócić - uważa Sojusz.- Tak samo robili Jarosław Kaczyński i Leszek Miller - tłumaczy dr Norbert Maliszewski z UW.
Przewodnik: Jak głosować? | Wybory: Serwis specjalny

Sprawdziliśmy: do opłacenia kampanijnych podróży premiera i marszałka Sejmu nie przyznaje się komitet wyborczy PO ani samo ugrupowanie. Małgorzata Kidawa - Błońska, rzecznik prasowa sztabu wyborczego Platformy wyjaśnia:

- Wyjazdy po kraju są organizowane w ramach obowiązków premiera czy marszałka. To prawda, że spotykają się z kandydatami w wyborach, ale to trwa tylko kilka, kilkanaście minut. Odbywa się to przy okazji innych spotkań czy otwierania nowych inwestycji, dróg - wskazuje Kidawa - Błońska.

SLD: Za przejazdy premiera powinien płacić komitet, a nie podatnik

Ale spore zastrzeżenia co do tego ma opozycja. SLD zamierza jeszcze w tym tygodniu wystosować specjalne oficjalne zapytanie do Donalda Tuska w sprawie jego podróży po kraju w czasie kampanii wyborczej - dowiedziało się TOK FM od polityków lewicy. Chcą oni wiedzieć: kto konkretnie płaci za wyjazdy premiera, jego ministrów oraz marszałka Sejmu w ramach kampanii.

Domagać się będą także by sprawę zbadała Państwowa Komisja Wyborcza, bo jeśli potwierdzi się, że wyjazdy pokrywane są z pieniędzy rządu - według Sojuszu - może to oznaczać złamanie prawa wyborczego. - W takim przypadku Platforma powinna zwrócić te pieniądze do budżetu. Powinni zrobić to nawet teraz, honorowo - twierdzi Tomasz Kalita, rzecznik Sojuszu.

Dodaje, że takie wyjazdy to w praktyce duże sumy. - To są przejazdy, przeloty. Za to powinien płacić komitet wyborczy, a nie polski podatnik - mówi Kalita. Zauważa, że w przypadku jego partii za wyborcze przejazdy Grzegorz Napieralskiego i towarzyszących mu funkcjonariuszy BOR-u płaci komitet SLD.

Podobne deklaracje słyszymy w Prawie i Sprawiedliwości. Wyjazdy prezesa Jarosława Kaczyńskiego po kraju w ramach kampanii finansowane są z budżetu partii i dlatego wśród polityków PiS też słychać głosy oburzenia wyborczymi wyjazdami premiera, ministrów i marszałka Sejmu.

- Opozycja szuka dziury w całym - odpowiada Małgorzata Kidawa - Błońska i zapowiada, że jeśli będzie taka potrzeba to Kancelaria Premiera odpowie na zarzuty formułowane przez SLD.

Premier i marszałek w ciągłej podróży. "To problem każdego rządu"

Rzeczywiście: Donald Tusk i Grzegorz Schetyna na finiszu kampanii pokazują się z liderami list PO i kandydatami na prezydentów w największych miastach. Premier w ramach kampanii samorządowej był już na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, będzie jeszcze w Małopolsce. Marszałek Sejmu z kolei był na spotkaniach wyborczych m.in. na Śląsku i Pomorzu.

Na konwencjach wyborczych PO pojawiają się także ministrowie. Choćby Bydgoszczy pojawił się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, a w Łodzi minister zdrowia Ewa Kopacz.

Dr Norbert Maliszewski z Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje jednak, że oddzielenie rządzenia od kampanii to problem każdego polskiego rządu. W czasie wyborczych kampanii po Polacy jako premierzy jeździli: Jarosław Kaczyński w rządzie PiS czy Leszek Miller w czasie, kiedy u władzy była lewica.

- PO powinna jednak zrobić wszystko, żeby nie było takich sytuacji, w których byłaby przyłapana na finansowaniu kampanii ze środków budżetowych. Polacy nie lubią tego, gdy działania wizerunkowe rządu realizowane są z ich portfeli - zauważa dr Maliszewski.

DOSTĘP PREMIUM