Sikorski ostro o Assange'u: "Ogranicza wolność słowa", "będzie ciągnął ten spektakl"

Panowie z WikiLeaks nie dotarli do tajemnic Korei Północnej czy Iranu, a jakby dotarli to założę się, że by nie opublikowali - mówił Radosław Sikorski w "Kropce nad i". Minister spraw zagranicznych komentował ujawnienie przez portal WikiLeaks depesz amerykańskich dyplomatów, które od wczoraj są komentowane na całym świecie.
- Nie nazwałbym tego przeciekiem, to bardziej tsunami przecieków. Rzeczywiście to rzecz bez precedensu - mówił Sikorski o danych opublikowanych przez WikiLeaks. Minister podkreślił, że dostęp do depesz był możliwy, bo po zamachach 11 września zniesiono niektóre ograniczenia dostępu, po to, by "właściwi ludzie" mieli dostęp do "istotnych informacji dot. bezpieczeństwa".

"Assange ogranicza wolność słowa"

Sikorski nie uciekał od ostrej oceny publikacji WikiLeaks i szefa portalu - Juliana Assange'a. - Wydaje mi się, że to doprowadzi do tego, że wszyscy się będziemy bardziej pilnować. Tak jak już teraz w domenie publicznej nie można powiedzieć niczego ciekawego czy nie daj boże dosadnego, bo jest to potem powtarzane w kółko w innym kontekście, i się potem dziwimy, że zapanowała poprawność i stało się to wszystko wtórne i nudne. Zdaje się, że to samo czeka świat dyplomacji. Nie wiem czy z korzyścią. Czyli "pan WikiLeaks", pan Assange, deklarując, że działa na rzecz wolności słowa właśnie ją ogranicza - stwierdził Sikorski.

"Orwell do kwadratu"

- Mamy już Orwella do kwadratu. Za chwile trudno będzie prowadzić jakąkolwiek rozmowę z sojusznikami. I proszę zauważyć, że to nie dotyczy krajów dyktatorskich. Jakoś panowie z WikiLeaks nie dotarli do tajemnic Korei Północnej czy Iranu, a jakby dotarli to założę się, że by nie opublikowali, bo wiemy co by się im przydarzyło. To jest cios w wolny świat i w świat społeczeństw otwartych, uważających wolność słowa za wartość nadrzędną. To jest cios w wolność słowa - ocenił Sikorski.

"USA to opoka wolnego świata"

Minister przyznał zarazem, że wyciek może być kłopotliwy dla USA. - Faktem jest, że tyle ambarasu nie buduje prestiżu Stanów Zjednoczonych. (...) To na pewno nie buduje potęgi i zdolności przewodzenia wolnemu światu. Nie jest to coś, z czego powinniśmy się cieszyć. Bo Stany Zjednoczone są nie tylko naszym najważniejszym sojusznikiem, są opoką wolnego świata - stwierdził.

Sikorski zbagatelizował zainteresowanie wyciekiem i przywiązywaniem nadmiernej uwagi do ujawnionych depesz dyplomatycznych. - Te depesze nie są jedynym źródłem prawdy o świecie. Ja w jednej depeszy, którą mam, doszukałem się już trzech błędów. To, że coś jest tajne, nie znaczy, że jest prawdziwe. (...) Depesze odzwierciedlają też ludzkie osądy i ludzkie błędy - mówił - Te materiały wymagają interpretacji, to jest surówka. Można z niej wyciągnąć różne smakowite kąski, ale to są kąski i nie dają nam zrozumienia polityki amerykańskiej - dodał.

"Jakie to sensacje?"

- W ogóle w tych materiałach póki co nie znalazłem niczego zaskakującego. Akcja powstrzymywania Iranu, także z pomocą krajów Zatoki Perskiej i Arabii Saudyjskiej, ma już kilkanaście lat. Jaka to sensacja jest? - mówił o ujawnionych danych.

Sikorski ocenił też dosadne określenia światowych przywódców, jakie pojawiają się w depeszach. - Nasi ambasadorowie też mają dobre pióro i niektóre depesze bywają okraszone - stwierdził. Minister dodał, że niektórzy liderzy mogą cieszyć się z przypisywanych im cech, np. premier Rosji Władimir Putin z miana "samca alfa".

Jakie informacje o Polsce? "Spektakl WikiLeaks rozłożony na akty"

Sikorski powiedział, że dyplomacja USA "na różnych szczeblach" uprzedziła Polskę o wycieku WikiLeaks. Zdaniem ministra w materiałach na razie nie ma nic co mogłoby zaszkodzić pozycji Polski. - Jak rozumiem WikiLeaks będzie ten spektakl ciągnęło jeszcze przez wiele dni i jest on rozłożony na szereg aktów - mówił o danych na temat naszego kraju, które mogą znaleźć się w kolejnych partiach wycieku.

Minister kilka razy podkreślił, że zbieranie "różnego rodzaju informacji" należy do obowiązków dyplomaty. Nie chciał jednak spekulować dlaczego zlecono śledzenie sekretarza generalnego ONZ. - Proszę się zwrócić do rzecznika Departamentu Stanu - odpowiedział krótko.

Sikorski zaznaczał, że sam dostaje depesze, sylwetki różnych osób, z którymi się spotyka i inne materiały od polskich placówek. Czy wśród nich była także depesza dot. wizyty Macierewicz i Fotygi w USA? - pytała Monika Olejnik. - No, to była tak istotna depesza, że chyba miała taką klauzulę, do której nie jestem uprawniony - zakończył z ironicznym uśmiechem Sikorski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM