Po przeciekach WikiLeaks. "Trzeba zmian w dyplomacji. Klauzula tajności? Często nie ma sensu"

- W tych depeszach jest mnóstwo zupełnie nieistotnych rzeczy. Czytanie ich jest jak szukanie perły w śmietniku - mówił Adam D. Rotfeld, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, w Poranku Radia TOK FM. Jak dodał, przecieki pokazały, że w dyplomacji potrzebne są zmiany. - To co było kiedyś uważane za tajne, teraz nie jest w ogóle tajne i opatrywanie tego klauzulami tajności jest bez sensu - uważa.
Przecieki WikiLeaks - raport>>

Wnioski z przecieków WikiLeaks? - Musi zmienić się sposób sygnalizowania o istotnych sprawach - powiedział Adam Rotfeld. - Dyplomacja jest najbardziej konserwatywną służbą jaka w ogóle istnieje. W założeniu dyplomaci mają reprezentować państwa i chronić je. Służba dyplomatyczna nie jest nastawiona na innowacje. Takie służby przez kilkaset lat się sprawdzały, jednak teraz ich praca wymaga radykalnych zmian, ponieważ świat się zmienił - przekonywał prof. Rotfeld. O jakie zmiany chodzi? - Uświadomienie sobie, że to co było kiedyś uważane za tajne, nie jest w ogóle tajne i opatrywanie tego klauzulami tajności jest bez sensu - odpowiadał poranny gość TOK FM.

- Często politycy, dyplomaci nie uwzględniają faktu, że nowe technologie wymagają radykalnej zmiany myślenia - podkreślał były szef MSZ. I tłumaczył: - W odniesieniu do depesz należałoby oczekiwać raczej syntez, zwartych ocen i wniosków, niż opisywania rzeczywistości, która i tak jest dostępna przez tysiące innych mediów.

"Ocenianie ludzi władzy wymaga dyskrecji"

Ewa Wanat: Rewolucja XXI wieku zaczęła się od WikiLeaks?

Jacek Żakowski pytał swojego gościa o efekt przecieków WikiLeaks z punktu funkcjonowania dyplomacji globalnej. - To jest zderzenie technologii z tradycyjnym ukrywaniem dyplomacji. Są trzy bezpośrednie efekty przecieków - odpowiadał prof. Rotfeld. I wymieniał: - Pierwszy to zderzenie pozwala społeczeństwu spojrzeć na stopień profesjonalizacji tych służb. Amerykańska służba dyplomatyczna wystawia sobie świadectwo niskiej próby.

- Drugim elementem jest to, że dowiedzieliśmy się przy okazji, że w Stanach Zjednoczonych 100 tysięcy osób miało dostęp do tajnych informacji - zauważył Adam D. Rotfeld. - Otóż jeżeli 100 tysięcy osób ma dostęp do tajnych informacji, to dziwne, że to dopiero teraz wybuchło - dodał. - I wreszcie jest element trzeci: opublikowanie tych depesz podważa zaufanie rozmówców do siebie. Kiedy się daje ocenę ludziom, którzy sprawują władzę, to to wymaga pewnej dyskrecji, nawet w stosunkach międzyludzkich, co dopiero międzypaństwowych.

- W USA zostanie fundamentalnie zmieniony system przekazywania informacji, dostępu do tych informacji i zmiana podejścia co jest rzeczywiście tajne - mówił Rotfeld. I podsumował: - W sumie nie sądzę, żeby efekt był druzgocący i żeby to stanowiło jakąś rewolucję.

"Depesze z Polski wystawiają nam dobre świadectwo"

Bartosz Arłukowicz mówił w TOK FM o PiS-owskim nastawieniu ministra Sikorskiego, jeśli chodzi o relacje z Rosją. Chodziło o depeszę, wg. której po wojnie w Gruzji Polska spodziewała się zagrożenia ze strony Rosji w ciągu 10-15 miesięcy. - Bardzo często w rozmowie z dyplomatą używa się pewnych chwytów, które mają na celu zasygnalizowanie potrzeby jakiegoś rozwiązania i wtedy się dramatyzuje tę sytuację. Przecież to nie miała być informacja, tylko chodziło o wywarcie nacisku na Stany Zjednoczone - odpowiadał Rotfeld. - W moim przekonaniu tej ujawnione depesze z Polski wystawiają raczej dobre świadectwo Polsce - mówił Adam D. Rotfeld w Poranku TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM