Agent Tomek: Nie czuję się dobrze będąc 34-letnim emerytem

Niczego nie żałuje. Nawet, gdybym kilka lat wcześniej wiedział, że tak zakończę swoją pracę nie zawahałbym się iść tą samą drogą - wyznał Tomasz Kaczmarek opowiadając o pracy jako agent Tomek. W Polsat News bronił się przed zarzutem, że uwodził rozpracowywane kobiety. - To one składały mi propozycje korupcyjne - zapewniał.
Tomasz Kaczmarek w telewizyjnym wywiadzie przyznał, że źle się czuje jako 34-letni emeryt. Dalej bowiem chciałby pracować jako agent Tomek.

"Chciano mnie przenieść do pracy biurowej"

- Zostałem jednak zmuszony do odejścia z CBA. Cały czas sobie zadaje pytanie, co takiego się stało, że obecni przełożeni Biura do tego mnie zmusili - powiedział i chwalił się, że wcześniej pracując jako policjant był wynagradzany i chwalony przez swoich szefów.

- Chciano mnie przenieść z pierwszej linii walki z korupcją do pracy biurowej. Musiałbym przerzucać spinacze z jednego końca biurka na drugie. To nie jest odpowiednie, żeby funkcjonariusz z takim doświadczeniem wykonywał takie zadanie - zauważał Kaczmarek.

"Pani Sawicka jeśli płakała to sama sobie jest winna"

Były funkcjonariusz CBA odniósł się także do roli jaką odegrał w sprawie Beaty Sawickiej, byłej posłanki PO i Weroniki Marczuk. Zapewniał, że obu pań nie uwodził i nie namawiał do przestępstw. - To te osoby składały mi propozycje korupcyjne. Zachowywałem się profesjonalnie - mówił.

- Pani Sawicka jeśli płakała to sama jest sobie winna, że do tego doszło - stwierdził. - Ja bardzo bym chciał, żeby szersza publiczność zobaczyła cały materiał zebrany w tych sprawach - dodawał i tłumaczył, dlaczego musi bronić teraz swojego imienia.

- Niektóre media, niektórzy z dziennikarzy wytoczyli wobec mnie frontalny atak, wręcz linczując mnie. Jako funkcjonariusz CBA nie mogłem nic zrobić, nie mogłem się bronić. Liczyłem, że zrobią to przełożeni, ale nic obecne szefostwo nie zrobiło - żalił się agent Tomek.

DOSTĘP PREMIUM