"Stan wojenny staje się narzędziem bieżącej polityki" - dyskusja w TOK FM

- Nie chodzi o to, żeby wsadzić generała Jaruzelskiego do więzienia, tylko o to, żeby dopowiedzieć do końca, że nie było tak, że komuniści i "Solidarność" ręka w rękę walczyli o demokrację - stwierdził w TOK FM Tomasz Wróblewski, red. naczelny "Dziennika Gazety Prawnej". - To jest karykatura, wyostrza pan! - odpowiadał Seweryn Blumsztajn, red. naczelny "Gazety Stołecznej". Dzisiaj mija 29 lat od wprowadzenia stanu wojennego.
Unikatowe taśmy z 1980 roku dziś w Radiu TOK FM i na Tokfm.pl>>

Dzisiaj mija 29 lat od wprowadzenia na mocy dekretu Rady Państwa stanu wojennego na terenie całego kraju. W niedzielę 13 grudnia 1981 r. o godz. 6 rano Polskie Radio nadało wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którym informował on Polaków o ukonstytuowaniu się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) i decyzji Rady o wprowadzeniu stanu.

"Stan wojenny jest przedmiotem bieżącej polityki"

Wczoraj w nocy przed domem generała Wojciecha Jaruzelskiego na warszawskim Mokotowie ok. 200 osób manifestowało w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Wśród zebranych był m.in. poseł Ludwik Dorn. Po raz pierwszy od lat nie było kontrdemonstracji zwolenników generała.

- Jestem bardzo krytyczny wobec protestujących przed domem Jaruzelskiego - komentował w Poranku TOK FM Wojciech Maziarski, redaktor naczelny "Newsweek Polska". - W tym roku jednak protest miał szczególny charakter - po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie do przyjścia pod dom wezwali przedstawiciele głównego nurtu prawicowej publicystyki. Wzywali znani, rozpoznawalni publicyści. Uderzyło mnie, że głównym powodem, dla którego do wezwanie zostało sformułowane było zaproszenie przez Bronisława Komorowskiego Jaruzelskiego do Rady Bezpieczeństwa Narodowego - dodał. Maziarski podkreślił, że mamy już do czynienia z sytuacją, w której stan wojenny staje się narzędziem bieżącej polityki.

"Każdy ma prawo protestować"

- Zgadzam się, że każdy obywatel ma prawo domagać się rozliczenia Jaruzelskiego. Martwi mnie, że to się odbywa pod prywatnym domem Jaruzelskiego - kontynuował redaktor naczelny "Newsweeka". - Ja dziś mam poczucie, że wygrałem wojnę z Wojciechem Jaruzelskim. Ta wojna już się skończyła i nie chcę jej dalej prowadzić - podkreślił.

Przeciwnego zdania jest redaktor naczelny "Dziennika Gazety Prawnej" - Tomasz Wróblewski. W jego opinii to jest właśnie urokiem demokracji, że "ktoś, dla kogo jest to ważne, przychodzi i protestuje". Dodał, że można zrozumieć tych, którzy "nie chcą się poddawać pewnemu relatywizmowi, że do tego, aby była demokratyczna Polska, to trzeba było wszystkich, w tym generała Jaruzelskiego". - Ja się osobiście nie zgadzam z taką interpretacją - kontynuował Wróblewski. - Ale są osoby, które chcą przypomnieć, jak przebiegał dawny podział: że część społeczeństwa występowała przeciwko komunistycznej dyktaturze, a część broniła tamtego systemu. Trudno teraz mówić, że wspólnie stworzyliśmy demokratyczny kraj - podkreślał Wróblewski. I dodał: - Nie chodzi o to, żeby wsadzić generała Jaruzelskiego do więzienia, tylko o to, żeby dopowiedzieć do końca, że nie było tak, że komuniści i "Solidarność" ręka w rękę walczyli o demokrację, że nie było tak, że dzięki Jaruzelskiemu, który przeszedł długą drogę trwania w PRL-u, mamy demokrację. - To jest karykatura tego sporu! Wyostrza pan w drugą stronę i wychodzi karykatura - zaprotestował Seweryn Blumsztajn, redaktor naczelny "Gazety Stołecznej".

Zaznaczył, że dzisiaj "Solidarność" i cały dorobek opozycji czczą wszystkie strony, włącznie z lewicą. - Nie ma sporu, czy komunizm był zły, czy opozycja miała rację. Jeżeli spór jest, to o to, czy należało zawierać kompromis, czy czekać, aż komunistom się zawali - mówił Blumsztajn. Dodał, że nie można było mieć pewności, czy "komunistom się zawali". Zwrócił też uwagę, że z pokolenia na pokolenie spór, który jego zdaniem dotyczy zgody z "kompromisem III RP", trwa i powiela się.

Kliknij, by zobaczyć zdjęcia

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM