Dubieniecki: Mogło dojść do zamachu na Lecha Kaczyńskiego

- Uważam, że mogło dojść do zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego - mówi zapytany przez ?Gazetę Wyborczą? o to, jaka była przyczyna katastrofy pod Smoleńskiem Marcin Dubieniecki, adwokat, zięć Lecha Kaczyńskiego. Przyznaje, że czyjkolwiek błąd podczas lądowania to ostatnia rzecz, jaką zakłada w tej sprawie.
Zięć Lecha Kaczyńskiego odniósł się w wywiadzie udzielonym "Gazecie Wyborczej" do przywództwa w Prawie i Sprawiedliwości. Ocenił, że "żaden Ziobro, żaden Kurski w duecie z Ziobrą nie są w stanie zastąpić Jarosława Kaczyńskiego". Dodał przy tym, że zdaje sobie sprawę, że nikt nie jest wieczny. - Trzeba się liczyć z tym, że kiedyś w naturalny sposób odejdzie, chyba że przy jakimś tajemniczym zbiegu okoliczności Jarosława Kaczyńskiego może spotkać coś przykrego w tym kraju - stwierdził.

Zapytany o przyczynę katastrofy pod Smoleńskiem, Dubieniecki przyznał, że jego zdaniem mogło dojść tam do zamachu na Lecha Kaczyńskiego. - Błąd to jest ostatnia rzecz, jaką zakładam w tej sprawie - mówi. Swoją tezę argumentuje tym, że wg niego Lech Kaczyński jako jedyny w Unii Europejskiej miał potrafić przeciwstawić się Rosjanom. - Wyeliminowanie go dawałoby Rosji swobodę w załatwianiu interesów w Europie, prowadzeniu różnych uzgodnień ze stroną niemiecka i innymi liczącymi się krajami UE ponad naszymi głowami - dodał.

"PJN nie ma prawa odwoływać się do spuścizny Lecha Kaczyńskiego"

- Jeżeli ktokolwiek ma polityczne prawo do odwoływania się do spuścizny po prezydencie Lechu Kaczyńskim, jest to Jarosław Kaczyński, a w sferze prywatnej - tylko i wyłącznie moja żona, bo ona jest głównym spadkobiercą - stwierdził Dubieniecki. Skomentował tym samym postawę stowarzyszenia Joanny Kluzik-Rostkowskiej Polska Jest Najważniejsza, które odwołuje się do "spuścizny" zmarłego prezydenta.

- To niesmaczne - ocenił zięć byłego prezydenta. Dodał, że uważa inicjatywę PJN powołania komisji do zbadania katastrofy uważa za zabieg marketingowy. - Chcą współrządzić z Platformą. Dla PJN zaskoczeniem był wynik PSL w wyborach samorządowych. W słabych notowaniach Waldemara Pawlaka upatrywali swojej szansy koalicyjnej w przyszłym rządzie PO. Teraz nie mogą już być tak pewni swego. W końcu się gdzieś przytulą - albo do PSL, albo do PO - podkreślił Dubieniecki.

Polityka? "Mam to w tyle głowy"

Dubieniecki przyznaje w wywiadzie udzielonym dziennikarkom Gazety Wyborczej, że jakby miał brać udział w czynnej polityce, to tylko na szczeblu krajowym, np. kandydując do parlamentu. Podkreśla równocześnie, że nie myśli o tym, do jakiej partii wstąpić, ponieważ "można również być w parlamencie, nie będąc członkiem żadnej partii".

Przyznaje też, że w PiS są osoby, które byłyby przeciwne jego wstąpieniu do partii, gdyż czułyby zagrożenie swojej pozycji.

DOSTĘP PREMIUM