Dubieniecki: Nie wyobrażam sobie, jak piloci mogli być pod presją

36. Pułk Specjalny latał tylko z prezydentem, prezydent latał tylko z tym pułkiem. Ci ludzie byli ze sobą związani, o żadnej presji nie mogło być mowy - stwierdził w TVN24 Marcin Dubieniecki, mąż i pełnomocnik Marty Kaczyńskiej. Dubieniecki w programie ?Piaskiem po oczach? komentował raport MAK i śledztwo smoleńskie.
- Czy raport MAK-u rozproszył pana podejrzenia, że 10 kwietnia w Smoleńsku doszło do zamachu na życie prezydenta? - pytał Konrad Piasecki. - Nie, w żadnym stopniu nie rozwiał moich wątpliwości - odpowiadał Dubieniecki, podkreślając, że raport "jest dokumentem nierzetelnym i jednostronnym". - Uważam, że z teorii zamachu do dnia dzisiejszego nie można się wycofać i rząd polski tez nie powinien tego robić - dodał.

To wieża informowała pilotów

Mąż Marty Kaczyńskiej zauważył, że wieża lotów informowała polskich pilotów, że są na właściwym kursie i ścieżce. - Załoga kierowała się wszystkimi wskazaniami z wieży, także trudno tutaj mówić o błędzie pilotów - stwierdził, dodając, że "żadnego błędu pilotów nie widzi".

- Trudno uwierzyć w to, że raport MAK nie był pisany pod dyktando rządu rosyjskiego - zauważył Dubieniecki. Jego zdaniem polska prokuratura powinna kontynuować śledztwo, chociaż "jest zależna od Rosjan".

Dubieniecki podkreślił też, że "wybór konwencji chicagowskiej to nie było złe rozwiązanie, ale narzucone nam przez Rosję". - Jarosław Kaczyński w sytuacji gdyby był premierem na pewno w taki sposób nie zdał się na stronę rosyjską, jak zrobił to rząd polski. (...) Na pewno prowadziłby postępowanie na arenie międzynarodowej - zaznaczył.

"Są zeznania świadków o mgle"

Mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy, stwierdził wcześniej, że są dowody na to, że mgła w Smoleńsku nie była naturalna. - Ja wiem o czym mecenas Rogalski mówi, będzie mi się trudno odnieść na antenie z racji tego faktu, że są to zeznania określonych świadków, które są w tej części tajnej. (...) Są określone zeznania świadków, które w jakiś sposób sugerują powstanie mgły w przeszłości - skomentował to Dubieniecki.

"Presji na pilotów nie mogło być"

- Ja sobie nie wyobrażam presji na załogę, dlaczego ona by miała pochodzić, a już insynuowanie, że miałaby ją rzekomo wywierać obecność prezydenta na pokładzie jest kuriozalnym stwierdzeniem. 36. Specjalny Pułk latał tylko z prezydentem, prezydent latał tylko z tym pułkiem, w związku z tym ci ludzie byli ze sobą w jakiś sposób związani. (...) Żadnej presji ze strony prezydenta nie mogło być - mówił Dubieniecki o tezach raportu MAK.

Mąż Marty Kaczyńskiej odniósł się też do słów pilotów, według których ktoś miał "się wkurzyć". - Każdy, kto wykonuje jakąś swoją pracę stara się ją najlepiej wykonywać przed swoimi przełożonymi, w związku z tym takie myśli mogą się pojawiać. To nie oznacza, że istnieje jakaś presja - stwierdził.

"Pozorne" zjednoczenie po 10 kwietnia.

Dubieniecki uważa, że 10 kwietnia po katastrofie smoleńskiej Polacy byli "umownie zjednoczeni". - To była trauma całego społeczeństwa, bo katastrofa, która się zdarzyła na skale światową nigdy się nie zdarzyła - podsumował. Jego zdaniem społeczeństwo polskie nie było i nie będzie naprawdę zjednoczone.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM