"Sprawa dotyczyła drobnego przestępstwa". Sasin o ułaskawieniu przez L. Kaczyńskiego

Gdyby prezydent znał okoliczności ułaskawienia Adama S. to nie podjąłby decyzji w jego sprawie - zapewnia Jacek Sasin. - Kiedy Adam S. był ułaskawiany, to nie był jeszcze wspólnikiem Dubienieckiego - mówił w TOK FM b. minister kancelarii Lecha Kaczyńskiego. - To akcja inspirowana i prowadzona przez polityków Platformy - dodał w "Kontrwywiadzie" RMF FM.
Były zastępca szefa kancelarii Lecha Kaczyńskiego zapewnia, że gdyby prezydent znał okoliczności ułaskawienia Adama S. to nie podjąłby decyzji w jego sprawie. - Kiedy Adam S. był ułaskawiany, nie był jeszcze wspólnikiem Dubienieckiego - mówił w Poranku Radia TOK FM Jacek Sasin. Polityk PiS bagatelizował też całą sprawę. Jego zdaniem dotyczyła ona "drobnego przestępstwa".

Jacek Sasin utrzymuje, że prezydent Kaczyński nie miał świadomości, że ułaskawia znajomego i wspólnika Marcina Dubienieckiego. Gdyby to wiedział, na pewno nie byłoby tego ułaskawienia. - W momencie kiedy wniosek o ułaskawienie wpływał do kancelarii prezydenta i był procedowany, Adam S. nie był wspólnikiem Marcina Dubienieckiego. Ten fakt zdarzył się tuż przed decyzją i jestem przekonany, że ani prezydent, ani żaden z urzędników nie miał świadomości, że to jest znajomy pana Dubienieckiego - podkreślał Jacek Sasin w TOK FM.

- Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby ten fakt był znany panu prezydentowi, to on tej decyzji by nie podjął - przekonywał Sasin. - Pracowałem przez kilka lat z panem prezydentem Kaczyńskim i był to człowiek, który kierował się zasadami pełnej uczciwości w swoich działaniach i na pewno takiej decyzji by nie podjął, gdyby wiedział, że mógłby być posądzony o działanie w sprawie kogoś kto jest współpracownikiem członka swojej rodziny - mówił polityk PiS.



Drobne przestępstwo, rutynowa sprawa

Sasin utrzymuje, że sprawa była "rutynowa". - Rutynowa? To było w trybie nadzwyczajnym, a było tylko 18 spraw w takim trybie - dziwiła się Dominika Wielowieyska. - Ja nie mam, oczywiście, wiedzy na temat zawartości tych akt i nie dziwie się też ministrowi Dudzie, który mówi, że tej sprawy nie pamięta, bo przez jego ręce przeszło ponad tysiąc spraw i trudno pamiętać każdą sprawę dokładnie - odpowiadał Jacek Sasin. - Sprawa była o tyle rutynowa, że dotyczyła bardzo drobnego przestępstwa. Pan prezydent Lech Kaczyński wprowadził jasną zasadę, że nie zajmuje się ułaskawieniami osób, które popełniły przestępstwa ciężkie np. morderców - mówił.

- Tutaj mieliśmy do czynienia z człowiekiem który oszukał PFRON. W wyniku tego został skazany na wyrok więzienia w zawieszeniu i na grzywnę. Grzywnę zapłacił, zwrócił pieniądze, które wyłudził. A to ułaskawienie dotyczyło skrócenia okresu zawieszenia kary. Nie było więc tutaj mowy, że ktoś wyszedł z więzienia - przekonywał w TOK FM Sasin.

- Wyklucza pan sytuację, że któryś z urzędników kancelarii usłyszał, że to jest osoba wspierana przez zięcia Lecha Kaczyńskiego i na własną rękę taki wniosek przygotował? - pytała swojego gościa Dominika Wielowieyska. - Oczywiście nie mogę tego wykluczyć, mogę mówić za siebie, trudno mi za każdego ręczyć - odpowiadał Jacek Sasin. - Nie znam okoliczności jakie tej sprawie towarzyszyły i nie wiem jakie okoliczności powodowały, że ta sprawa była przyspieszona - zapewniał poranny gość TOK FM.

Jarosław Kaczyński uważa, że prezydent Komorowski rozpoczął kampanię przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. - Tonący brzytwy się chwyta, wyraźnie widać spadek sondaży PO. Platforma i PiS zaczynają się w tych sondażach zbliżać do siebie i w tym momencie mamy tę sprawę, który ma służyć rzuceniu podejrzenia na Lecha Kaczyńskiego i formację polityczną, z której wyszedł - komentował Sasin. - Mamy również wypowiedź prezydenta Komorowskiego, który sugeruje, że nawet w wypadku zwycięstwa PiS może nie powołać kandydata PiS na premiera. To wszystko pokazuje dużą nerwowość w obozie PO - mówił.

Spółka z Adamem S.

Jak ujawnił dziennik "Polska" Marcin Dubieniecki założył spółkę ze skazanym za wyłudzenie Adamem S. Potem w "trybie nadzwyczajnym" prezydent Lech Kaczyński ułaskawił Adama S. Wspólnik Dubienieckiego przez blisko osiem lat oszukiwał urząd skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Adam. S. za podpisywanie się pod fikcyjnymi listami obecności wypłacał kilku niepełnosprawnym po 100-200 zł. W ten sposób poświadczał ich rzekomą pracę w jednej z jego firm w Kwidzynie. Wyłudził z PFRON ponad 120 tys. zł, a Skarb Państwa stracił co najmniej 30 tys. zł. W śledztwie i przed sądem interesy Adama S. reprezentował Marek Dubieniecki, ojciec Marcina.

Ta sprawa jest wykorzystywana w walce politycznej - uważa Sasin. - Biorąc pod uwagę jak zmieniają się sondaże i jak traci w nich Platforma i jak bardzo prawdopodobne jest, że PiS wygra wybory parlamentarne, jest to próba skompromitowania osoby zmarłego prezydenta. Uderzenia w formację polityczną z której on pochodzi - mówi Sasin. I dalej wprost wskazuje, kto "za tym stoi".

- To akcja inspirowana i prowadzona przez polityków Platformy. Prezydent Komorowski nie jest niezależnym bytem. Realizuje w tej sprawie scenariusz napisany zupełnie gdzie indziej - mówił z kolei w RMF FM Sasin. Były urzędnik kancelarii prezydenta nie dziwi się Andrzejowi Dudzie, który mówi, że tej sprawy nie pamięta, przez jego ręce przewinęło się ponad tysiąc spraw. - Rozmawiałem z Andrzejem Dudą na ten temat. On to bardzo boleśnie przeżywa, bo jest człowiekiem wielkiej uczciwości. On jest prawnikiem dla którego przestrzeganie prawa jest czymś niezwykle ważnym. I stąd pewnie to milczenie - mówił Sasin.

"Szwagier to nie rodzina". O związkach Dubienieckiego z PiS



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM