Artykuł Tuska pełen "niby-konkretów", Kaczyńskiego jak "rozprawka ucznia"

- Artykuł Tuska ma charakter programowy, gospodarczo-polityczny. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego to tekst przede wszystkim ironiczny, gdzie jest masa metafor i odniesień do literatury - mówił w TOK FM Paweł Lisicki, red. naczelny "Rzeczpospolitej". Publicyści w Poranku oceniali ostatnie publikacje liderów największych partii w Sejmie.
Serię publicystycznych tekstów partyjnych liderów rozpoczął premier Donald Tusk swoim artykułem opublikowanym na łamach "Gazety Wyborczej". W pierwszej części, która ukazała się przed tygodniem, premier próbował przekonywać, że jego rząd "przeprowadza głębokie reformy". W drugiej - z minionej soboty - przedstawiał cele, które stawia sobie i swojemu gabinetowi na kolejną kadencję.

W odpowiedzi na część sformułowanych tez swoje repliki na łamach "Rzeczpospolitej" opublikowali kolejno: Grzegorz Napieralski - lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Jarosław Kaczyński - szef Prawa i Sprawiedliwości.

''Fundamentalne tezy'' czy ''niby-konkrety''?

- Zaczęło się od tego, że najpierw opublikował swój fundamentalny tekst Donald Tusk w "Gazecie Wyborczej", a potem napisał jeszcze drugi odcinek. A Jarosław Kaczyński, wychodząc z założenia, że nie może stać z boku, kiedy Donald Tusk wygłasza fundamentalne tezy dotyczące państwa i jego przyszłości, również włączył się do tej dyskusji pisząc swój artykuł. Jeszcze przed nim swój tekst napisał też Grzegorz Napieralski - zaczął od podsumowania tekstów Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". - Charakter tych artykułów jest różny - podkreślił.

- W przypadku Tuska jego tekst ma charakter programowy, gospodarczo-polityczny. Jest tam masa liczb, wyliczeń i niby-konkretów, bo im więcej napakuje się liczb, tym bardziej wydaje się, że to solidny i rzetelny artykuł. W przypadku tekstu Jarosława Kaczyńskiego to przede wszystkim ironia, gdzie jest wiele metafor i odniesień do literatury. I wydaje mi się, że to całkiem sensowna odpowiedź, bo też nie bardzo wierzę, że teksty Tuska były powszechnie czytane i że ktoś rzeczywiście zadał sobie trud, żeby badać, czy wszystkie dane, które podaje premier, są prawdziwe, czy nie. W tego typu historiach raczej chodzi o pewnego rodzaju wrażenie, niż o bardzo gruntowną debatę - dodał Lisicki.

"Tekst Kaczyńskiego jak rozprawka ucznia"

- Gdyby rzeczywiście to, co napisał Donald Tusk, udało mu się dokonać chociaż w połowie po wygranych wyborach, bo oni nie zakładają innej opcji w Platformie Obywatelskiej, to by było wspaniałe - dodał Roman Imielski, szef działu zagranicznego "Gazety Wyborczej". - Pod tym względem artykuł Donalda Tuska mi się podobał - był programowy i były tam konkrety. Natomiast odpowiedź Jarosława Kaczyńskiego była ironiczna i to mnie trochę rozczarowało. Porównuję to z tekstem Napieralskiego, który jednak był dużo bardziej merytoryczny - dodał.

Zdaniem Imielskiego tekst Jarosława Kaczyńskiego nie był pisany językiem prezesa Prawa i Sprawiedliwości. - Był napakowany metaforami, odniesieniami do literatury, nie pisany językiem prezesa Kaczyńskiego. Po tekście Tuska było widać, że zastosowano język Donalda Tuska, natomiast w przypadku Jarosława Kaczyńskiego, to nie wiem, kto z jego otoczenia mu to pisał. Mnie się nie podobało, że w artykule szefa PiS nie było merytorycznej wymiany zdań, lecz próba obśmiania tego, co napisał Donald Tusk. Trochę przypominało mi to debatę publiczną w Polsce, gdzie mało rozmawia się o merytorycznych sprawach, a dużo bardziej o sprawach emocjonalnych.

Podobnego zdania jest Andrzej Stankiewicz z "Newsweeka Polska": - Tekst Kaczyńskiego czytało mi się jak taką rozprawkę ucznia, który przeczytał ileś lektur i chce za wszelką cenę dopasować cytaty, pokazać, że odrobił lekcje. Zabawnie, ale mało wiarygodnie pod piórem Kaczyńskiego brzmi np. wykład dotyczący porównania rządu do clubbingu i definiowanie clubbingu - podkreślił Stankiewicz.

- Zabrakło mi wizji szefa największej partii opozycyjnej. Brakowało mi odniesienia programowego i, jak sądzę, będzie to teraz - przy kolejnych tekstach, które Kaczyński zapowiada. Rzeczywiście lepszy był tekst Napieralskiego, jeżeli wyjmiemy z niego kilka idiotyzmów pt. "za Gierka żyło się Polakom lepiej", bo to akurat jest demagogia pierwszej wody - podsumował Stankiewicz.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM