Kowal wspomina 10.04.10: Nie zakładam złej woli Donalda Tuska

- Nie zakładam złej woli Donalda Tuska. Dla premiera wszystko wyglądało dobrze. Putin był miły. A z punktu widzenia naszej delegacji, która stała pod bramą smoleńskiego lotniska, wyglądało to inaczej - mówi w dzienniku ?Polska. The Times? Paweł Kowal, dzisiaj europoseł PJN, w czasie katastrofy smoleńskiej, polityk PiS.
Kowal opowiada o przygotowaniach wylotu Jarosława Kaczyńskiego do Smoleńska. - Trzeba było powiadomić ambasadora w Moskwie, ale wtedy jeszcze sądziłem, że Bahr nie żyje, zadzwoniłem do szefa wydziału konsularnego.(...) Chyba nawet powiedziano nam potem, że przejedziemy tym razem wszyscy bez wiz - opowiada.

Tłumaczy, dlaczego na lotnisku czekała na polityków pierwsza żona Przemysława Gosiewskiego. - Ktoś wpadł na pomysł, aby ona też poleciała. Że powinna. Była związana z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Była jego doradcą. W Mińsku czekał na nas autokar, kanapki i oddzielna limuzyna dla Jarosława Kaczyńskiego - mówi.

"Mówiłem, że nie będę się już zajmował polityką"

Kaczyński jednak nie wsiadł do samochodu. - Chciał pewnie, żebyśmy byli razem. Myśmy podczas tej podróży więcej milczeli, ale myślę, że było mu z nami lepiej. Zapamiętałem go, jak siedzi na fotelu, sam, ze wzrokiem utkwionym w okno. Tak, jak robią to często ludzie pogrążeni w głębokich myślach - opowiada Kowal, mówi też o swoich odczuciach. - Miałem wtedy moment słabości. Mówiłem, że wszystko się skończyło. Że teraz wszystko już będzie inaczej. Że nie będę się już zajmował polityką. On (Stanisław Kostrzewski - red. ) mówił, że tak nie będzie, że jest dla mnie miejsce w życiu publicznym, że wszystko się jeszcze ułoży. To naturalne. Kiedy ginie patron, to jest koniec.

Jednak Kowal przyznaje. - Wszystko jest inaczej. Nie jestem w PiS, jakoś brakło miejsca... Nawet wewnętrznie czuję się dziś w innym miejscu niż moja była partia dzisiaj.

"Gdy autokar zwolnił, myślałem, że to przypadek"

Kowal opowiada, że autokar z delegacja nagle mocno zwolnił. - Byliśmy już po stronie rosyjskiej. Najpierw myślałem, że to przypadek. Kiedy podniósł się szum, uspokajałem kolegów. Ale w końcu zorientowałem się, że rzeczywiście jedziemy bardzo powoli, jakieś 30 kilometrów na godzinę. Zapytałem kierowcę, Białorusina, dlaczego tak wolno jedziemy. Powiedział, że nie wie, że zwykle jeździ się tu szybciej. Zadzwoniłem do ludzi z otoczenia premiera Donalda Tuska.(...).Wiedziałem, że premier jest już na trasie i zrozumiałem, że przed nami. Starałem się ich powstrzymać. Kilkakrotnie do nich dzwoniłem, prosząc, aby tego nie robili, mówili że nie mają na to wpływu. Zdawałem sobie sprawę, że jeśli nas wyprzedzą, a my będziemy czekali, to pozostawi bardzo zły ślad w relacjach polsko-polskich. Nie myliłem się. Ale to gorzka satysfakcja. Pewnie, gdy na lotnisku w Smoleńsku trwała konferencja Władimira Putina z Donaldem Tuskiem, staliśmy pod bramą - mówi Kowal.

"To było 10 minut, które trwało jak wieczność"

Zdaniem konsul RP w Moskwie Longiny Putki było to jednak, mniej niż 10 minut. - Jeśli nawet to byłoby 10 minut, to trwało jak 10 wieczności. Szczególnie, kiedy ma się świadomość, że za bramą odbywa się polityka. To było zderzenie polityki z majestatem śmierci - przekonuje Kowal.

Dziennikarska "Polski" przywołuje słowa Putki, która zarzuciła, że stojąc, pod bramą lotniska, nie zobaczyła dramatu ludzi, ale politykę. "Mówiliście, że służby OMON specjalnie was nie wpuszczają, że to spisek Tuska, rozgrywka polityczna". - Naturalnie, emocje były bardzo silne, może ona usłyszała jakieś rozmowy, które jej się wydały niestosowne. Moim zdaniem tak nie było. Zresztą nie rozliczałbym nikogo za słowa, jakie wtedy, przy tak wysokim poziomie napięcia, padły. Niezależnie od tego, jakie interpretacje do tego dorobimy, faktem było, że na teren lotniska nie mogliśmy wejść - mówi Kowal.

"Nie zakładam złej woli Donalda Tuska"

Zdaniem Kowala nie chodziło o to, by dla wizerunku premier Tusk był w Smoleńsku, przed Jarosławem Kaczyńskim. - Nie sądzę, żeby Donald Tusk myślał wówczas o wizerunku. Nie znam intencji premiera, więc nie chcę go osądzać. Problem polegał chyba na tym, że nikt mu nie pokazał innej perspektywy, jak to będzie wyglądało z naszej strony. Jestem absolutnie przekonany, że gdyby ktoś mu wytłumaczył to, co ja tłumaczyłem telefonicznie jego współpracownikom, że to będzie miało daleko idące skutki, sytuacja wyglądałaby inaczej. Nie zakładałem złej woli Donalda Tuska. Natomiast nie mam wątpliwości, że to był poważny błąd. Dla premiera Tuska wszystko wyglądało dobrze. Putin był miły. A z punktu widzenia tej delegacji, która stała pod bramą smoleńskiego lotniska, wyglądało to inaczej. Muszę jednak przyznać, członkowie naszej delegacji zachowywali się powściągliwie. Opinia publiczna dowiedziała się o tym wszystkim później.

- Uważam, że powinni byli powiedzieć stronie rosyjskiej, że nie chcą przyspieszać tego spotkania z Putinem. Że Jarosław Kaczyński jest już w drodze do Smoleńska i lepiej będzie, żeby przyjechał pierwszy, tak jak wyjechał. To by wiele rozwiązało. Ale komuś zabrakło refleksu.

"Prezydent nie leżał w błocie"

Kowal dementuje informacje, jakoby ciało prezydenta leżało w błocie. - Leżał na noszach, był przykryty jasnym płótnem. Było je widać z daleka, a ja stałem kilka metrów za Jarosławem Kaczyńskim - opowiada.

Premier Władimir Putin nie chciał od razu wydać ciała prezydenta. Ekipa PiS czekała na decyzję premiera Rosji w hotelu.

- Obsługa przyjęła nas bardzo życzliwie. To, co wzięto w Polsce za spontaniczną reakcję Rosjan, nie jest dla nich niczym szczególnym. Oni przez całą historię XX wieku są szalenie blisko śmierci i wojny. W naturalny sposób wiedzą, co się w takiej sytuacji robi. To było wzruszające, ale irytowało mnie, że w Polsce wywoływało to zdziwienie. Bo co się robi, jak ktoś umrze? Pyta się, w czym można pomóc, pomaga się w codziennych sprawach. I oni to zrobili. Przygotowali pokoje w hotelu, nie chcieli za to pieniędzy. Zdjęcia pary prezydenckiej ozdobili kwiatami, wywiesili obok polską flagę. Zachowywali się jak wspaniali, dobrzy sąsiedzi - ocenia Kowal.

"Putin przejął kontrolę, zaprosił nas do namiotu"

- Do hotelu przyjechał Jerzy Bahr z informacją od Putina, że nie jest możliwe abyśmy zabrali ciało prezydenta, bo musi nastąpić oficjalne pożegnanie go przez stronę rosyjską. Postanowiliśmy, że pojadę z Jerzym Bahrem do Putina z ogólnymi dyspozycjami, żeby pożegnanie odbyło się jednak w Smoleńsku. Żeby nie przewozić ciała prezydenta do Moskwy. (...) Putin pozostał w Smoleńsku, osobiście przejął kontrolę nad wydarzeniami. Zaprosił nas do namiotu. Był on prawie pusty, stały tam tylko ławy. Zrobiło to na mnie wrażenie teatralnej scenerii. Wyglądało, jakby odbywała się tam jakaś narada, ale żadnych papierów nie było. To było moje pierwsze, takie dłuższe spotkanie z Putinem - opowiada i dodaje. - Putin był profesjonalny. Zależało mu na tym, aby uroczystości pożegnania ciała prezydenta przebiegały w godnej atmosferze. Okazywał, że dużo wie o sytuacji zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej. Na pewno nie był nadto chłodny. Ale nie był też specjalnie wylewny - mówi Kowal.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (3)
Kowal wspomina 10.04.10: Nie zakładam złej woli Donalda Tuska
Zaloguj się
  • adalbert.13

    Oceniono 6 razy 6

    kowal to bohater przygód dywizjonu 304€ - ślicznie nim wyciera gębę salon24 (chichot losu).
    terraincognita.salon24.pl/294771,hetera-304-euro

  • barbarakos

    Oceniono 5 razy 5

    Pan Kowal sadzil, ze amb. Bahr nie zyje?
    Pan Kowel wie tez na pewno, ze Jaroslawowi Kaczynskiemu proponowano, zeby lecial do Smolenska samolotem z delegacja rzadowa. Samolot opoznil lot, bo czekali na te decyzje. I Kaczynski uwazal (takoz jego otoczenie), ze powinni byc pierwsi na miejscu katastrofy? W Rosji (i pewnie nie tylko) delegacje oficjalne maja pierwszenstwo przed innymi. Co w tym dziwnego (ze zacytuje JK z innego dzis cytowanego wywiadu)?

  • andre951

    Oceniono 1 raz 1

    To, co mówi kowal, jest ŻAŁOSNE !!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX