''Rano zadzwonił Radek Sikorski. Powiedział: Szykuj się''

Właśnie jedli śniadanie w swoim domku w Budzie Ruskiej, gdy zadzwonił Radosław Sikorski z wiadomością o wypadku prezydenckiego samolotu. Kilka minut później zadzwonił drugi raz: "szykuj się", bo zaszła okoliczność przewidziana w konstytucji. Anna i Bronisław Komorowscy w rozmowie z Teresą Torańską opowiadają o pierwszych dniach po katastrofie prezydenckiego Tu 154. Wywiad ukazał się w weekendowej "Gazecie Wyborczej"
Pierwsza wiadomość, o wypadku samolotu przekazana przez Radosława Sikorskiego, pochodziła od ambasadora w Moskwie Jerzego Bahra. Nie było w niej żadnych informacji o ofiarach. Komorowscy włączyli radio. Ale nie podawało jeszcze żadnych informacji o katastrofie. Kto ze znajomych czy przyjaciół był na pokładzie? Tego Komorowscy nie wiedzieli. Lista osób zmieniała do ostatniej chwili przed odlotem. Ówczesny marszałek Sejmu wiedział tylko, że polecieli wicemarszałkowie i przedstawiciele klubów parlamentarnych.

Drugi telefon od szefa MSZ nie pozostawiał wątpliwości, że prezydent Kaczyński nie żyje. Komorowski wziął konstytucję. - Po raz kolejny przeczytałem, że "Marszałek Sejmu tymczasowo, do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej, wykonuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej" w razie jego śmierci - opowiada obecny prezydent. - Ten zapis w konstytucji wydawał mi się - trzy lata wcześniej, kiedy obejmowałem funkcję marszałka - kompletną abstrakcją, czystą teorią. Żachnąłem się nawet wtedy na autorów konstytucji, że widocznie zwariowali i wypisują takie bzdury chyba tylko po to, by uzasadnić tezę, iż marszałek jest drugą osobą w państwie - mówi Bronisław Komorowski.

Powrót do Warszawy

Komorowscy wsiedli w samochód i zaczęli wracać do Warszawy. Prowadziła Anna. Marszałek cały czas rozmawiał przez telefon. - Jeszcze między jednym a drugim telefonem zastanawiałem się, czy dam radę łączyć dwie funkcje - marszałka i głowy państwa - z jednoczesnym kandydowaniem w wyborach prezydenckich. Wahałem się - opowiada prezydent.

Dwie decyzje personalne uznał za najważniejsze. Powołanie nowego szefa Kancelarii Prezydenta i szefa BBN. Do Jacka Michałowskiego Komorowski zadzwonił jeszcze przed wyjazdem. Zgodził się pełnić funkcję szefa kancelarii do wyborów. Decyzje podjął natychmiast. Po drodze uzyskał zgodę generała Stanisława Kozieja na powołanie na szefa BBN.

Rosjanie mieli decydować jak długo Polska będzie bez głowy państwa?

Pełniący obowiązki prezydenta zaprosił do siebie ministrów Kancelarii Prezydenta. - Przyszło czterech: pani Borys-Socha, Andrzej Duda, Maciej Łopiński i pani Małgorzata Bochenek. Usiedliśmy w moim gabinecie przy okrągłym stole. Trudna rozmowa, dla nich i dla mnie. Poinformowałem, że z mocy konstytucji przejąłem odpowiedzialność także za Kancelarię. Przedstawiłem im Michałowskiego. Powiedziałem o nominacji Kozieja - opowiada Komorowski. Ministrowie chcieli lansować na stanowisko szefa kancelarii Jacka Sasina. Komorowski, jak mówi, nie mógł się na to zgodzić.

Po spotkaniu minister Andrzej Duda mówił w mediach, że marszałek powinien poczekać z przejęciem obowiązków prezydenta do uzyskania oficjalnego aktu zgonu. - Czyli przez co najmniej kilka dni Polska miała zostać bez głowy państwa - skomentowała Anna Komorowska. - To było dla mnie nieprawdopodobne. Bo co by to oznaczało? Że państwo rosyjskie zadecyduje, kiedy nastąpi w Polsce rozwiązanie kryzysowej sytuacji? - mówił prezydent.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM