Sikorski: "Szanowaliśmy żałobę, teraz mówimy dość"

- W czasie żałoby wszyscy byliśmy delikatni. Nie odpowiadaliśmy na skandaliczne zaczepki. Teraz trzeba zakreślić granicę tego, co dopuszczalne w dyskursie społecznym - mówił szef MSZ Radosław Sikorski w programie "Tomasz Lis na żywo".
Sikorski najpierw odniósł się do kwestii zamiany tablic pamiątkowych w Smoleńsku, która była szeroko relacjonowana w polskich mediach i wzbudziła żywiołowe relacje. Pierwsza tablica została zawieszona przez wdowy smoleńskie, m.in. Zuzannę Kurtykę, wdowę po prezesie IPN. Tablicę zamienili Rosjanie w przeddzień wizyty prezydentów.

"Tablica to prowokacja"

- Tablica to jest klasyczna prowokacja, chwycenie rządu w pułapkę - mówił Sikorski. - Tutaj wdowy miały prawo nie wiedzieć jakie jest prawo rosyjskie. Ale sprawa wygląda tak: gdyby konsul powiedział, że ta tablica jest nie do obrony, to by został oskarżony, że jest rzecznikiem Rosji. Gdyby MSZ próbował namówić stronę rosyjską do tego, żeby sprawę odłożyć, to jesteśmy niekompetentni. Nie można wygrać. To jest klasyczna metoda eskalowania żądań, żeby potem krzyczeć "zdrada, zaprzaństwo" - mówił szef MSZ.

Komu nie zależy na pojednaniu Polski i Rosji?

- Umówmy się: niektórym nie zależy na tym, żeby Polska i Rosja dążyły do pojednania. W Polsce są politycy, którzy chcą prowadzić politykę zagraniczną, tak jak prowadzą politykę krajową, tzn. poszukać wroga, a potem jednoczyć swój obóz polityczny na zasadzie atakowania tego wroga - powiedział Sikorski.

Szef MSZ skomentował w ten sposób "Raport o stanie państwa" Jarosława Kaczyńskiego i jego wcześniejsze słowa o bifinlandyzacji, kondominium rosyjsko-niemieckim i zaprzaństwie. - To jest jasny wybór między strategiami rządzenia, między zachowywaniem się jako stateczny, coraz ważniejszy europejski kraj, a wywoływaniem awantur nie tylko w kraju, ale także z sąsiadami - stwierdził Sikorski.

"Ci, którzy teraz walczą z komunizmem, wtedy nie mieli odwagi"

Tomasz Lis pytał Sikorskiego o to, czy czuje się w potrzasku oskarżeń o zdradę i służenie niepolskim interesom. - Mam tę satysfakcję, że wtedy, gdy walczyłem ze Związkiem Radzieckim, nie tylko piórem, to ci, którzy dzisiaj są tacy odważni w słowach, siedzieli cicho. Wtedy był czas walki, dzisiaj jest czas budowania. I ja mam satysfakcję z tego, że Polska każdego roku idzie wyżej w swojej wadze gatunkowej -stwierdził Sikorski. - Ja walczyłem z komunizmem wtedy, kiedy on istniał, a dzisiaj walczą z nim ci, którzy nie mieli wtedy tej odwagi - dodał.

"Rodziny katyńskie mają największe moralne prawo, a nie politycy"

Szef MSZ odniósł się też do ostatnich słów prof. Romana Kuźniara o tym, że zbrodni katyńskiej nie można kwalifikować jako ludobójstwa.

- To jest ważna dla wszystkich Polaków sprawa, ale skomplikowana. Jeżeli chcemy użyć słowa, które wyrazi naszą odrazę do tej zbrodni, to nie ma się co dziwić, że używamy najcięższych słów. Ale jeżeli używamy go w sensie prawnym, to najwyższa władza w Polsce: Sejm, dwa lata temu, jednogłośnie uznał, że jest to zbrodnia wojenna ze znamionami ludobójstwa - tłumaczył.

Sikorski przypomniał, że stało się tak na prośbę rodzin katyńskich. - Myślę, że rodziny katyńskie mają najsilniejsze moralne prawo, żeby się w tej sprawie wypowiadać, a nie politycy, którzy eskalując retorykę próbują zbić na tym kapitał polityczny - ocenił.

"Jeśli się ze mną nie zgadzasz, to jesteś zdrajcą"

Szef MSZ komentował również ostre wypowiedzi polityków PiS. - To jest narracja opozycji: "jeśli się ze mną nie zgadzasz, to jesteś zdrajcą". To jest, jak ujęła to pani minister Pitera, monolog autorytarny. (...) To wyłącza ze społeczności patriotów, i to kogo: prezydenta, premiera, partię, która wygrała wybory. To tworzenie państwa podziemnego w sytuacji, w której mamy demokrację. Drogą do władzy jest wygranie wyborów - mówił.

"Nie odpowiadaliśmy na te skandaliczne zaczepki. Teraz mówimy dość"

Jak powiedział Sikorski prezydent i premier "właśnie mówią dość". - W czasie żałoby wszyscy byliśmy delikatni i z szacunku dla rodzin ofiar. Oczywiście większość rodzin ofiar ten swój ból niesie z godnością i bez upolityczniania. Ale uznając to, że prezydent był związany bardziej z PiS-em i największa ilość parlamentarzystów PiS-u zginęła szanowaliśmy to. I na tego typu skandaliczne zaczepki staraliśmy się nie odpowiadać. Ale wydaje mi się, że trzeba gdzieś zakreślić granicę tego co dopuszczalne w dyskursie społecznym.

- To jest powiedzenie "dość" upolitycznianiu Katynia, upolitycznianiu Smoleńska do celów politycznych. Bardzo zgadzam się z tym, co powiedział w weekend Stanisław Żelichowski z PSL - mówił szef MSZ.

"Można albo pomagać, albo żerować na strachu"

- Uważam, że ci, którzy dzielą społeczeństwo, nie pomagają odnaleźć się w nowej cywilizacyjnie sytuacji w ciągu jednego pokolenia od PRL-u do kraju członkowskiego UE. (...) Można albo pomagać, albo żerować na strachu. Martwi mnie to, że część naszej klasy politycznej wzmaga w społeczeństwie strach i gra na tych gorszych stronach naszych cech narodowych - zakończył rozmowę z Lisem Sikorski.

DOSTĘP PREMIUM