Kaczyński nie był na debacie. "Nie będę tracił czasu. Treść przemówień mogę przewidzieć"

- Siedziałbym i wysłuchiwał przemówień, których treść jestem w stanie przewidzieć. Nie będę tracił czasu - tak swoją nieobecność na debacie poprzedzającej głosowanie nad wotum nieufności dla Jacka Rostowskiego tłumaczy prezes PiS Jarosław Kaczyński.
- Mam do zrobienia teraz wiele spraw. Krótko mówiąc, jest coś takiego jak ekonomia czasu, a tutaj bym siedział i tracił czas. Nie za to biorę pensję - mówił Kaczyński opuszczając Sejm.

Minister Jacek Rostowski nie musi jednak obawiać się o utratę stanowiska. Stoi za nim rządząca koalicja. Mimo to prezes PiS twierdzi, że wnioski opozycji nawet, jeśli przepadną, mają sens. - Nikt nam później nie zarzuci, że nie stawialiśmy tych spraw, a ci, którzy tych panów podtrzymają (na stanowiskach - red.) wezmą - po raz kolejny zresztą - za to pełną odpowiedzialność. Mają teraz okazję ich nie podtrzymywać - mówił Kaczyński w TVN24.

- Nie wszyscy ludzie się nadają do tego, by być ministrami - dodał prezes PiS.

Debata "przebiła filmy Barei"

- W Polsce zastosowano ukryty pakiet stymulacyjny. Zrobiono to za pożyczone pieniądze i zrobiono to w stylu Gierka. To jest przecież rzecz zupełnie oczywista. Tak właśnie działał (...) Edward Gierek, przy czym za jego czasów przynajmniej troszkę różnych rzeczy zbudowano - ocenia Kaczyński.

Uzasadniając wniosek o wotum nieufności dla ministra Rostowskiego, poseł SLD Sławomir Kopyciński mówił o "polskiej biedzie". - Pan premier Tusk trzy lata temu był specjalistą od cen i rachunków - podkreślił na początku z SLD. I zaczął wyliczać długą listę zarzutów wobec ministra finansów: "brak walki z drożyzną, pogłębiające się obszary biedy i nędzy, do których prowadzi blokowanie progów dochodowych do świadczeń, eksplozję zadłużenia państwa i obniżającą się wiarygodność Polski za granicą".

DOSTĘP PREMIUM