Działajmy, bo przestaniemy istnieć - profesorowie na kongresie z prezesem PiS

Aby odzyskać suwerenność, Polacy muszą chcieć być Polakami. Polska w końcu może przestać istnieć. W Polsce nie ma prawdziwej władzy, a jedynie dyktat mocy - tak na alarm bili w sobotę uczestnicy kongresu "Polska - Wielki Projekt". Ich niepokojącym prognozom z pierwszego rzędu z uwagą przysłuchiwał się prezes PiS Jarosław Kaczyński. Oto ruszyła kampania wyborcza.
Sobota to przedostatni - i najważniejszy - dzień pięciodniowego kongresu "Polska - Wielki Projekt". Z odczytami w Arkadach Kubickiego Zamku Królewskiego w Warszawie wystąpili m.in. profesorowie Jadwiga Staniszkis, Zdzisław Krasnodębski i Ryszard Legutko. Na widowni z kolei brylowali kojarzeni z prawicą uśmiechnięci publicyści i czołowi działacze Prawa i Sprawiedliwości z prezesem na czele.

Politycy powtarzali niezmiennie, że Polskę trzeba postawić na nogi, że Polska to wielki projekt, nawiązując tym samym do nazwy kongresu. To kolejny krok na drodze udowodnienia wyborcom, że PiS nie jest partią tylko jednego tematu.

Mimo tego pani przy rejestracji zdecydowanie przekonuje, że inicjatywa Instytutu nie ma nic wspólnego z polityką, a tym bardziej - ze wzmacnianiem PiS-u w kampanii wyborczej. Na dowód deklaruje, że sama nie jest nawet zwolenniczką Jarosława Kaczyńskiego, a program kongresu jest bardzo zróżnicowany, a dyskusje merytoryczne.

Program jest zróżnicowany, bloki dyskusyjne logicznie ułożone, ale to nie zmienia faktu, że osobą, która na honorowym miejscu siedzi w pierwszym rzędzie tuż przed panelistami jest właśnie prezes PiS-u. Towarzystwa dotrzymują mu m.in. jego zastępczyni Beata Szydło, rzecznik partii Adam Hofman i wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński.

Legutko: Musimy zawalczyć z Europą

Zarówno Jarosław Kaczyński, jak i sami prelegenci kilkakrotnie przeciwstawili kongres XII Paradzie Schumana, która odbywała się w tym samym czasie nieopodal, w centrum Warszawy. Barwny korowód przeszedł przesz centrum miasta z flagami Polski i UE, a prezydent Bronisław Komorowski ku aplauzowi zgromadzonych mówił, że Polska może być dumna, bo jest inspiracją dla innych krajów członkowskich UE.

Tymczasem prelegenci kongresu "Polska - Wielki Projekt" wywoływali nie mniejszy entuzjazm wśród swoich słuchaczy mówiąc jednak coś zgoła innego. - Polską racją stanu w Unii Europejskiej jest to, aby Unia Europejska nie unieważniła polskiej racji stanu - oświadczył na wstępie swojego wystąpienia dr Krzysztof Szczerski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wywołując tym samym burzę oklasków wśród zgromadzonych. Za jego oświadczeniem stoi obawa, że Polska przestaje się liczyć na arenie międzynarodowej, a UE w obecnym kształcie doprowadzi do odebrania Polakom podmiotowości.

Wszyscy prelegenci panelu "Polska racja stanu" bez wyjątku wyrażali głębokie zaniepokojenie nie tylko kondycją państwa polskiego, ale i właśnie Unii. Eurodeputowany PiS, prof. Ryszard Legutko, zwracał uwagę m.in. na niebezpieczne jego zdaniem dążenie Europy do ujednolicenia obowiązującego w niej dyskursu ideologicznego, który zdefiniował jako dyskurs antychrześcijański. - Trzeba rozkruszyć tę ideologię! - grzmiał dodając ogólnikowo, że Polacy są wyposażeni w odpowiednie narzędzia, aby to zrobić. - A czy zawalczymy? Kto wie? Może tak - powiedział enigmatycznie na koniec.

Polska prawdziwych patriotów i... nie-patriotów

- Polska musi stać się państwem politycznym. Polacy muszą chcieć być Polakami - mówił z kolei profesor socjologii Zdzisław Krasnodębski, zrzucając winę za obecny zły - według niego - stan rzeczy w kraju na ekipę rządzących. Wtórująca mu profesor Jadwiga Staniszkis również nie zostawiła na obecnych władzach suchej nitki. W referacie "O sposobach nieistnienia władzy w Polsce" udowadniała, że rząd Donalda Tuska opiera się na "dyktacie mocy".

- Chodzi o przyjęcie, że ta władza jest jedynym źródłem porządku. Wystarczy uznać, że osią jest konflikt - tłumaczyła socjolog, podkreślając, że we wzmacnianiu tego konfliktu bardzo pomagają media tzw. głównego nurtu, które szafują określonymi etykietkami w stosunku do dwóch głównych ugrupowań politycznych, PiS i PO. - Z jednej strony nienowoczesne, oszołomskie, a z drugiej - eleganckie - mówiła.

- Media działają wbrew walce o polską rację stanu - sekundował jej prof. Krasnodębki, który niedługo później tłumaczył, że oś podziału społecznego nie przebiega na linii liberał-konserwatysta, ale patriota - nie-patriota.

Kongres to za mało, aby napisać program partii

Prezes PiS słuchał tego wszystkiego w skupieniu potakując głową od czasu do czasu na znak zgody z wypowiedziami kolejnych prelegentów. W czasie konferencji prasowej, którą zorganizował w ogrodach Arkad Kubickich w trakcie drugiego panelu na temat edukacji w Polsce, kilkakrotnie nazwiązał do słów prof. Staniszkis i dr. Szczerskiego o braku prawdziwej władzy w Polsce i zagrożeniach dla suwerenności kraju.

Odwołał się też do nazwy kongresu mówiąc, że "Polska to wielki projekt". Na pytanie, czy oprze swój program na analizach prelegentów Instytutu Sobieskiego, odpowiadał wymijająco, że program partii to jednak coś znacznie szerszego.

Obecność najważniejszych działaczy PiS nie dziwi, bo zorganizowany z ogromnym rozmachem pięciodniowy kongres został sfinansowany po części właśnie przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Chętni do wzięcia udziału w konferencjach mogli się zarejestrować przez stronę internetową Instytutu Sobieskiego lub właśnie Prawa i Sprawiedliwości. W sobotę, w przedostatni dzień przedsięwzięcia, do Arkad Kubickiego przybyło około 700 osób, i to nie tylko z Warszawy. Uczestnikom z dalszych części Polski organizatorzy zapewnili noclegi w stolicy. W przerwach między kolejnymi panelami biorącym udział w kongresie zapewniono również poczęstunek - poza zwyczajowymi kawą, herbatą i ciastkami był także porządny obiad.

Na późne sobotnie popołudnie organizatorzy przewidzieli panel na temat kondycji mediów publicznych w Polsce. Jednym z prelegentów będzie publicysta i redaktor naczelny portalu Salon24, Igor Janke. Wiele mówiący tytuł jego referatu brzmi "Konfederacja dysydentów - konserwatywne media społeczne".

DOSTĘP PREMIUM