Polskie media razem w obronie Andrzeja Poczobuta

Jutro, dokładnie w 50. rocznicę powstania Amnesty International, w najważniejszych polskich mediach ukaże się list w geście solidarności z więzionym na Białorusi Andrzejem Poczobutem. Korespondent ?Gazety Wyborczej? od blisko dwóch miesięcy jest w areszcie i czeka na wyrok za rzekome znieważenie i zniesławienie prezydenta Łukaszenki.
Andrzej Poczobut, to nie tylko najlepszy korespondent zagraniczny "Gazety Wyborczej" na Białorusi, ale przede wszystkim działacz nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków i sól w oku dla reżimu Aleksandra Łukaszenki. Za obronę praw tej organizacji do swobodnej działalności, kilkakrotnie lądował w areszcie.

Protest przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich

Najpoważniejsze problemy Andrzeja z białoruskim wymiarem "sprawiedliwości" rozpoczęły się 19 grudnia 2010 r., gdy relacjonował dla "Gazety" największą od wielu lat demonstrację opozycji w Mińsku. Ponad 20 tys. osób protestowało wtedy przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Mimo zaświadczenia, że jest dziennikarzem, tak jak 800 innych osób, trafił do aresztu. Po jego opuszczeniu niedługo cieszył się wolnością. W styczniu Andrzej znów został wezwany do sądu i ukarany grzywną o równowartości 400 euro, a kolejny sąd skazał go na 15 dni aresztu.

Surowa kara za znieważenie Łukaszenki

Wkrótce po odsiadce "wyroku" KGB i prokuratura w Grodnie wszczęły przeciwko dziennikarzowi śledztwo o znieważenie Łukaszenki, którego rzekomo miał się dopuścić w dwóch komentarzach w internecie i ośmiu artykułach w "Gazecie" (w jednym z nich nie ma ani słowa o prezydencie Białorusi). Grozi mu za to kara do dwóch lat więzienia.

Gdy w marcu Andrzej Poczobut na zaproszenie przedstawicielstwa UE został poproszony, by przez internet opowiedzieć o represjach na Białorusi, w drodze do Mińska jego samochód został zatrzymany, a on sam trafił za kraty za niepodporządkowanie się prokuraturze. Śledczy chcieli go zmusić do pozostania w Grodnie.

Od tamtej pory siedzi w areszcie. Zarzuty jakie mu postawiono, to znieważenie głowy państwa i oszczerstwa wobec prezydenta, za co grożą cztery lata kompanii karnej (ciężkie łagry na wzór sowiecki).

Wspólna sprawa - list w obronie Poczobuta

Reżim Łukaszenki chce, żeby świat zapomniał o Andrzeju Poczobucie. Dlatego dobrze się stało, że mimo różnic w środowisku dziennikarskim, największe polskie media porozumiały się i w sobotę, w dniu solidarności z Andrzejem Poczobutem, zamieszczą na swoich łamach wspólny apel o jego uwolnienie.

Pojawią się też ulotki, ruszy strona na Facebook'u, a apel o uwolnienie dziennikarza, będzie rozpowszechniany w kilku językach.

Andrzej ma żonę Aksanę i dwójkę dzieci - 11-letnią córkę i rocznego syna. Nie chciał wyjeżdżać z Białorusi, choć "Gazeta Wyborcza" mu to proponowała. Uznał, że jako dziennikarz dokłada swoją cegiełkę do tego, by Białoruś kiedyś stała się demokratycznym krajem.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM