Po wyroku ws. Nangar Khel: "Dobra żołnierska robota" vs "Wyrok plami honor polskiej armii"

- Uczucie ulgi jest uzasadnione. Ci żołnierze byli przez kilka lat pod pręgierzem najcięższego oskarżenia, jakie można sobie wyobrazić, oskarżenia o zbrodnię wojenną - powiedział szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej, broniąc pozytywnych reakcji polityków na wieść o uniewinnieniu żołnierzy z Nangar Khel.
Klich: "Dobra żołnierska robota"

Wyrok w sprawie żołnierzy, którzy strzelali do cywili w Afganistanie został przez marszałka Sejmu Grzegorza Schetynę nazwany "dobrym", a premier Donald Tusk ogłosił satysfakcję z wyroku na Facebooku. Minister Bogdan Klich chce żołnierzy co najmniej przywrócic na stanowiska, jeśli nie awansować. - Mają pełne prawo wrócić do Afganistanu. Są przykładami dobrej, żołnierskiej roboty - powiedział minister obrony narodowej w czwartek w TVN24.

Powszechna radość z powodu wyroku jednak wielu zasmuca, a nawet mierzi. W "Gazecie Wyborczej" ukazał się komentarz Pawła Wrońskiego: "Po środowym wyroku sądu wojskowego polska armia ma nowych bohaterów. Gdy widzę tę powszechną radość, mam wrażenie, że honor polskiej armii plamiony jest właśnie teraz" - pisze dziennikarz. - "Przegięcie" - tak słowa Wrońskiego skomentował szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.



- Nikt nie robi z nich bohaterów. Wszyscy mamy świadomość, że tam doszło do dramatycznego wydarzenia, że zginęli cywile. Ale z drugiej strony to uczucie ulgi jest uzasadnione. Ci żołnierze byli przez kilka lat pod pręgierzem najcięższego oskarżenia, jakie można sobie wyobrazić, oskarżenia o zbrodnię wojenną - powiedział gen. Stanisław Koziej w Poranku Radia TOK FM. I dodał: - Sąd wykazał, że brak dowodów, żeby to była zbrodnia wojenna. Mało tego! Nawet brak dowodów, że to w ogóle przestępstwo. To mógł być błąd.

"Postawiono im błędny zarzut" "To błąd IV RP"

Według szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego cała sprawa nie wywoływałaby tak skrajnych emocji, gdyby żołnierzom postawiono właściwe zarzuty. - Niech oni odpowiadają za popełnienie błędu, niedopatrzenie, może złe dowodzenie. Ale im postawiono zarzut celowego strzelania do cywili, czyli mordowania ich. To był błąd, który sprowadził sprawę do zupełnie innych kategorii.

- To błędy IV RP, która lubiła wszystko udramatyzować, o 6 rano wyciągnąć w piżamie i przeczołgać. Jak coś złego się działo, to od razu zbrodnia i przestępstwo - podsumował Jacek Żakowski.

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił w środę, że prokuratura wojskowa nie była w stanie zgromadzić i przedstawić dowodów, które wystarczająco potwierdzałyby rzekomą zbrodnię żołnierzy. Sędzia wyjaśnił, że nie miał dokumentacji potwierdzającej, z którego dokładnie miejsca prowadzono ostrzał, ani też dokumentacji sądowo-lekarskiej pokrzywdzonych. Dodał, że oględziny miejsca zdarzenia nie pozwoliły na precyzyjne ustalenie wszystkich miejsc upadku granatów moździerzowych. Prokuratura nie zgadza się z wyrokiem uniewinniającym.



DOSTĘP PREMIUM