Hołownia i Środa o Nangar Khel, Łysiak o powstaniach - gawędy o chwale polskiego oręża [FELIETONY]

- Polska nie ma z czego być dumna - napisał Szymon Hołownia w "Newsweeku", a Magdalena Środa we "Wprost" podkreśliła: - Zabicie niewinnych ludzi przez uzbrojonych żołnierzy powinno wywoływać co najmniej pokorę, nie mówiąc o skrusze i poczuciu winy. A w naszym patriarchalnym polskim grajdole jest wprost przeciwnie! W tym tygodniu w felietonach komentowane są pozytywne reakcje na wyrok uniewinniający żołnierzy z Nangar Khel.
Patriarchalną i prymitywną nazwała reakcję polskich polityków na wyrok sądu w sprawie żołnierzy z Nangar Khel felietonistka "Wprost" Magdalena Środa. Przywołała słowa ministra Klicha o tym, że "przed sądem został obroniony honor polskiego żołnierza". - Doprawdy?? - zapytała retorycznie i opisała całą historię, jak ją widzi: - Kilku "naszych chłopców" uzbrojonych w wielkokalibrowy karabin maszynowy oraz moździerz zaatakowało wioskę, w której nie było talibów, lecz sami cywile. Zabito kilka osób przygotowujących się do wesela: pana młodego, kobiety, dzieci, w tym jedno w łonie matki, a więc nie narodzone (A czyż my, Polacy, znamy większa wartość niż "życia nienarodzonego"?). Rozkaz brzmiał "przep...lić wioski". Sześć trupów na miejscu. Ranni. Prokuratura nie przesłuchała kobiet, które przywieziono do warszawskiego szpitala na operacje, nie zainteresował się niemi też żaden dziennikarz. Proces trwał 3 lata i skończył się uniewinnieniem sprawców.

Hołownia: zamiast snuć gawędy o chwale oręża...

Podobnie radosne okrzyki ministrów, gratulacje od posłów i wyrażane powszechnie uczucia satysfakcji z wyroku uniewinniającego ocenił Szymon Hołownia w "Newsweeku".

- "Ofiary muszą być" to zasada z gruntu zła. Zamiast zawijać sytuację w narodowe flagi, snuć gawędy o wierze w naród i chwale oręża, miejmy odwagę powiedzieć, że wysłani w naszym imieniu na tę nie-nasza wojnę żołnierze (jak się okazuje - niechcący) zrobili coś złego. Polska nie ma z czego być dumna, polskie wojsko nie ma dziś żadnych powodów do świętowania - czytamy w tygodniku.

Hołownia poszedł w krytyce o krok dalej, mówiąc że zasada "Ofiary muszą być" to zwodnicza broń, która zamiast bronić człowieka, pozbawia go człowieczeństwa. Przywołał przykład zabójstwa Osamy bin Ladena. - To nie było, jak zachwycali się niektórzy, żadne wymierzenie sprawiedliwości. To była zemsta. Prawdziwym zwycięstwem nad bin Ladenem byłoby pójście górą: postawienie przed uczciwym sądem, opłukanie z ideologicznych obsesji, skonfrontowanie z cierpieniem, które zadał nie Stanom Zjednoczonym, ale konkretnym mężom, ojcom, matkom. Można pukać się w głowę, widząc, jak Ratko Mladić zamiast wisieć na latarni, jedzie do więzienia. Ale to jest właśnie nasze zwycięstwo: że umiemy patrzeć na świat inaczej niż generał ogarnięty obłędem zasady, że na wojnie "ofiary muszą być".

Łysiak: każde rodzinne powstanie było potrzebne

O chwale polskiego oręża przy okazji wspomnienia o zmarłym poecie i pisarzu Jerzym Narbutcie wypowiedział się na łamach tygodnika "Uważam Rze" Waldemar Łysiak. - Obaj z Narbuttem zaciekle - całymi latami - broniliśmy sensu (rozumności) sarmackich Powstań Narodowowyzwoleńczych (sic!), sensu którego imała się tyle razy "kpina głupców". Że "szaleńcze martyrologizowanie", "głupie liberum conspiro", "samobójcze jatki", "rzucanie się na stos", "wariacka bohaterszczyzna", et cetera. Wielokrotnie polemizowałem z tą negacją, argumentując, iż każde rodzime Powstanie było niezbędne, gdyż kultywowało antyniewolniczą tożsamość narodową w czasach braku suwerenności. Według czołowego felietonisty "Uważam Rze", dzięki powstaniom - które przypominały światu o polskim dążeniu do oswobodzenia - istniejemy. - A dzięki takim twórcom jak Jerzy Narbutt można było czuć dumę, że się jest Polakiem, nawet wówczas, gdy "różowi" przerobili "wyzwolenie roku 1989" na "poprawność polityczną" urągającą patriotyzmowi tradycyjnemu, religijnemu, mistycznemu - świętemu - napisał w charakterystycznym dla siebie stylu Łysiak.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM