PJN? "Są niewiarygodni. Sprzedawali fałszywy wizerunek Kaczyńskiego"

PRZEGLĄD PRASY. To nie byłaby nowa jakość i zysk dla PO - mówi o ewentualnych transferach polityków PJN do rządzącej Platformy Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca PO.
Joanna Kluzik-Rostkowska dostała zaproszenie do startu w nadchodzących wyborach z list Platformy Obywatelskiej - poinformowała wczoraj Polska Agencja Prasowa. Trwają także rozmowy z Janem Libickim i Jackiem Tomczakiem.

- Nie jestem zwolenniczką takich transferów w ostatniej chwili - komentuje doniesienia prasowe w "Gazecie Wyborczej" Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca PO i prezydent Warszawy. - Zmiany na listach trudno wytłumaczyć lokalnym działaczom PO, którzy pracowali w kolejnych kampaniach - dodaje.

Zdaniem Gronkiewicz-Waltz członkowie Polska Jest Najważniejsza są niewiarygodni, ponieważ "sprzedawali wyborcom fałszywy wizerunek Jarosława Kaczyńskiego". - A jak się słucha Elżbiety Jakubiak, to widać, że ona jest nieodrodną córką PiS, i nie sądzę, żeby kiedykolwiek się z tego wyleczyła - podkreśla.

Prezydent Warszawy dodaje, że jej zdaniem wprowadzenie do Platformy członków PJN nie byłaby "nową jakością" i "zyskiem" dla jej partii.

Związki partnerskie. "To nie może być kiełbasą wyborczą"

Wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej odniosła się także do zarzutu wobec jej partii, że nie zajmuje jednoznacznego stanowiska w sprawie związków partnerskich. Jej zdaniem ta kwestia nie może stać się "kiełbasą wyborczą". - Są ważniejsze sprawy dotyczące życia Polaków. Proszę popatrzeć na premiera Hiszpanii Zapatero. Realizował lewicowe koncepcje, ale dziś liczy się to, że Hiszpania ma bardzo wysokie bezrobocie, sytuacja gospodarcza jest bardzo trudna. I to sprawiło, że chce się wycofać - uzasadnia Gronkiewicz-Waltz.

Podkreśla, że to SLD "wrzuca" przed wyborami ten temat, ponieważ próbuje grać na różnicy zdań w tej sprawie w PO. - A wiadomo, że przy układaniu list mogą zdarzać się napięcia, więc Sojusz chce te spory podsycać - uważa rozmówczyni gazety.

Zwraca także uwagę na jej zdaniem aspekty ekonomiczne wprowadzenia do ustawodawstwa związków partnerskich. - Państwa po prostu nie stać na konkubinaty homoseksualne i heteroseksualne, bo przecież to także wiąże się np. z ubytkiem części dochodów podatkowych budżetu - twierdzi.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM