"Nie wnioskowałem o badania psychiatryczne J. Kaczyńskiego"

- Nie wnioskowałem o badania psychiatryczne Jarosława Kaczyńskiego. To decyzja sądu - mówi w TOK FM Janusz Kaczmarek. - W aktach sprawy są dwie zalakowane koperty, prawdopodobnie z dokumentacją lekarską. W oparciu o nie sąd uznał potrzebę powołania biegłych, którzy ocenią, czy prezes PiS jest zdolny brać udział w procesie - dodał.


B. szef MSWiA i b. prokurator krajowy Janusz Kaczmarek pozwał Jarosława Kaczyńskiego za nazwanie go ''agentem-śpiochem''. Sąd orzekający w sprawie poprosił o opinię o zdrowiu psychicznym prezesa PiS.

- Po, co panu - jako oskarżycielowi - dowód z badania psychiatrycznego Jarosława Kaczyńskiego - pytał Jacek Żakowski. - To małe nieporozumienie. Ani ja, ani mój pełnomocnik, nie składaliśmy wniosku o badania. Sąd z urzędu o tym zadecydował - mówił Kaczmarek. To słuszna decyzja? - Trudno mi oceniać decyzję niezawisłego sądu, zrobił to sąd odwoławczy. Uznał, że nie ma podstaw do uchylenia tej decyzji i wniosek o badania jest zasadny. To już koniec trybu odwoławczego, badanie więc najprawdopodobniej się odbędzie - powiedział.

Jak podkreślił, są podjął taką decyzję na postawie dostępnych mu dokumentów. - W aktach sprawy są dwie zalakowane koperty. Można je otworzyć tylko za zgodą sędziego. Są jednak notatki sędziowskie wskazujące, że w oparciu o tę dokumentację sąd uznał potrzebę powołania dwóch biegłych psychiatrów, którzy mają ocenić, czy Jarosław Kaczyński jest zdolny brać udział w procesie - dodał Kaczmarek.

''To normalne, gdy sąd ma wątpliwości''

- Czy to jest normalna sytuacja, żeby w sprawie karnej, z oskarżenia prywatnego przeprowadzać tego typu wniosek dowodowy? - pytał Żakowski. - To jest sprawa, w której zagrożeniem jest kara pozbawienia wolności na rok. W procedurze polskiej osoby chore psychicznie nie trafiają do zakładów karnych - trafiają do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, bądź stosowane są wobec nich inne środki probacyjne. Jeśli sąd uznał, że są wątpliwości, musi to sprawdzić - mówi.Ale, czy pana zdaniem to jest potrzebne na tym etapie? - dociskał Żakowski. - Jeśli pyta mnie pan jako prawnika, powiem tak: sąd postąpił zgodnie z prawem. Jeśli pyta mnie pan jako uczestnika procesu: uważam, że sprawa za bardzo się przeciąga. On tak naprawdę od czterech lat się nie zaczął, nie ma merytorycznego rozstrzygnięcia. A te badania jeszcze ten proces przedłużą - powiedział Kaczmarek.

Psychiatrzy diagnozują, są zdecyduje co dalej

- Jak tego typu dowód będzie przeprowadzany? Jaka jest praktyka? Czy Jarosław Kaczyński będzie pod obserwacją kliniczną? - pytał Żakowski.

- Nie. Praktyka jest taka: bada się dokumentacje, a jednocześnie dwóch biegłych psychiatrów rozmawia z daną osobą. Dwóch, by nie było pomyłki. Dopiero jeśli rozmowa i dokumenty wskażą, że nie można podjąć jednoznacznej decyzji, wówczas podejmuje się decyzję o obserwacji - mówił Kaczmarek.

Kto o tym decyduje? - Psychiatrzy stawiają diagnozę, a sąd podejmuje decyzję w sprawie ewentualnego skierowania na zamkniętą obserwację - mówi były szef MSWiA. - Często do tego dochodzi? - W sprawach karnych dość często, ale to też wynika z tego, że wiele oskarżonych o to wnosi, bo to jest ich linia obrony. Mamy sytuację prawną: są wątpliwości, sąd podjął taką decyzję, odrzucił odwołania osoby pozwanej, dalej musi być więc stosowany kodeks postępowania karnego, a zatem: przebadania i dokonanie oceny lekarskiej i prawnej w tym zakresie.

Jak dodał, pojawiały się głosy, że Jarosław Kaczyński kłamał w deklaracjach na temat przyjmowania leków. - Nie mnie to oceniać - skomentował.

DOSTĘP PREMIUM