Podziemie aborcyjne przez złą ustawę? "Trzeba być idiotą, żeby nie być tego świadomym"

- Politycy są świadomi tego, że są pośrednio odpowiedzialni za istnienie w Polsce podziemia aborcyjnego - mówiła w TOK FM Elżbieta Korolczuk, feministka, współorganizatorka demonstracji Pro Choice, która odbyła się wczoraj pod Sejmem. - Trzeba być idiotą, żeby nie być tego świadomym. A nie uważam, że są to idioci. Są to hipokryci - dodała.
Inicjatywa "Życie dla płodów, śmierć dla kobiety" - tak przedstawiały się organizatorki wczorajszej manifestacji przed Sejmem, sprzeciwiającej się obywatelskiemu projektowi zakazu aborcji. Ustawa ta została skierowana po pierwszym czytaniu do dalszych prac w komisji.

- Na manifestacji nie było dzikich tłumów - opowiadała w TOK FM Elżbieta Korolczuk, współorganizatorka. - Ale nie spodziewałyśmy się ich, szczególnie w wakacje. Było kilkadziesiąt osób - mówiła. Uczestnicy podnosili hasła, takie jak: "Ciała matek na organy dla dziecka", "Prezerwatywa to balon do piekła" czy "Gwałciciel sprawcą cudu życia". - Hasła, z którymi stałyśmy, były mocne, ale są logicznym przedłużeniem pomysłów, które w tej chwili w postaci ustawy wprowadzili do Sejmu przeciwnicy prawa do wyboru - tłumaczyła w TOK FM Korolczuk.

Idioci? Nie, hipokryci

- Politycy są świadomi tego, że są pośrednio odpowiedzialni za istnienie w Polsce podziemia aborcyjnego - mówiła Korolczuk. - Trzeba być idiotą, żeby nie być tego świadomym. A nie uważam, że są to idioci. Są to hipokryci. Trzeba nie używać swojego mózgu. A jednak uważam, że politycy od czasu do czasu go używają - żeby nie zauważyć związku pomiędzy ogromną liczbą nielegalnych aborcji a funkcjonowaniem ustawy. Do tego dodajmy brak dostępu do antykoncepcji i brak edukacji seksualnej - podkreślała.

Potrzebna zmiana. Nie obrona zastanego stanu rzeczy

- Mamy nadzieję, że takie manifestacje uświadomią wielu osobom, jakie będą konsekwencje tego typu praw, jak wprowadzone właśnie do Sejmu, ale także jakie są konsekwencje takiego myślenia i jak wygląda realizacji obecnej bardzo restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, która bynajmniej nie jest kompromisem, jak próbują nam wmówić politycy - twierdzi Korolczuk.

Czemu więc frekwencja na wczorajszej manifestacji była tak nikła? - Przez dwie dekady obywatele byli uczeni przez władzę, że w sprawie ustawy antyaborcyjnej nic nie można zrobić - tłumaczyła feministka. - Jeżeli zaczniemy od 1993 roku, czyli kiedy wprowadzono ustawę, to wtedy zebrano prawie półtora miliona podpisów pod propozycją referendum w tej sprawie. To była sytuacja, w której powiedziano: halo! To nie Kościół i politycy, którym zależy na dobrym kontakcie z Kościołem powinni decydować o tej kwestii, tylko o tym powinni zadecydować obywatele. Te półtora miliona głosów wyrzucono do kosza - uważa Korolczuk.

"Nad projektem obywatelskim parlament powinien szczególnie się pochylać" - czemu posłanka nie odrzuciła całkowitego zakazu aborcji >>>

DOSTĘP PREMIUM