Prezydent nie rozwiązał KRRiT. "Mówili, że będzie żyrandolem..."

Na kogo gra Komorowski? - zastanawiały się w Poranku Radia TOK FM komentatorki: Renata Kim, Eliza Olczyk i Marta Bratkowska. Prezydent przyjął wczoraj sprawozdanie KRRiT, sprzeciwiając się tym samym decyzji Sejmu i Senatu. Czy ta decyzja była samodzielna czy może to element zaplanowanej strategii, która ma tylko sprawić wrażenie niezależności głowy państwa?
- Myślę, że nie wchodzi w grę sterowanie przez Donalda Tuska. Rozczarowanie części Platformy było widoczne - mówiła o decyzji prezydenta Renata Olczyk z "Rzeczpospolitej". Według niej pytanie, co mu przyświecało, na razie pozostaje bez odpowiedzi.

Bronisław Komorowski nie potwierdził wczoraj decyzji Sejmu i Senatu o odrzuceniu sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji za 2010 rok. Oznacza to, że KRRiT działa nadal w obecnym składzie. Według prezydenta rozwiązanie Rady byłoby "zachętą do harców polityczno-partyjnych w mediach publicznych".

Wczorajsza decyzja nie pozostała bez echa - pojawiły się kolejne pytania, czy prezydent działa na własną rękę, czy konsultował wszystko z Platformą Obywatelską, z której się wywodzi. Dodatkowym powodem do podobnych spekulacji jest fakt, że gdy prezydent rozwiązywał poprzednią Radę, również po odrzuceniu sprawozdania przez izby parlamentu, mówił: - Jeżeli parlament podejmuje taką decyzję oceniającą krytycznie Krajową Radę, to i osoba wypełniająca obowiązki głowy państwa byłaby dość "egzotyczna", gdyby chciała mieć odmienne zdanie.

Decyzja prezydenta na rękę SLD

Prezydent utrzymanie Rady tym razem argumentował tym, że sprawozdanie z jej prac obejmuje cały 2010 rok, a więc w znacznej mierze okres funkcjonowania poprzedniej KRRiT. - Wydaje się rzeczą mało logiczną, aby oceny dotyczące tej Rady, która już nie istnieje, rozstrzygały o losie obecnego składu KRRiT - oświadczył.

Decyzja prezydenta - zdaniem Elizy Olczyk - jest na korzyść SLD, które coraz bardziej traciło przyczółki w telewizji publicznej. Rozwiązanie Rady spowodowałoby wymianę jej członków, także tych popieranych przez Sojusz. - Można się zastanawiać czy prezydent Komorowski chciał zachować tych ludzi w Krajowej Radzie na zasadzie balansu, czy też - jak mówią plotki - zamówił ekspertyzy prawne, aby sprawdzić, czy może powołać ponownie na drugą kadencję ludzi, których powołał przed rokiem - komentowała dziennikarka "Rzeczpospolitej".

Telewizja publiczna - wraca dyskusja o role polityczne

- Najlepiej, żeby politycy w ogóle się nie interesowali telewizją publiczną - zaapelowała Olczyk. Jej zdaniem wiemy jednak po 20 latach, że to jest niemożliwe, a sama Krajowa Rada jest zawsze "łupem politycznym kolejnych rozdań". Dlatego z takim stanem rzeczy jej zdaniem lepiej, żeby opozycyjna partia miała wpływ na program telewizji publicznej, niż żeby go nie miała.

Publicystka Marta Bratkowska zwróciła z kolei uwagę, że nikt się nie zastanawia, czy KRRiT jest w ogóle potrzebna na tym etapie rozwoju polskiego rynku. - Chodzi jedynie o to, kto jest szefem, kto będzie zastępcą i czy po przegranych wyborach będzie kolejne miejsce, w którym można wylądować - podkreślała.

- Sytuacja się nie zmieni, dopóki urząd regulacyjny nie zostanie instytucją niezależną, a nie tylko śmietnikiem, do którego spadają polityczne odrzuty - zripostowała Olczyk. I dodała: - Rada teoretycznie jest niezależna, ale taka być nie może, bo pokusa wpływu na media jest zbyt duża wśród polityków. Jeśli chodzi o rozwiązanie Krajowej Rady to partie, które ją zawłaszczyły, czyli PiS a obecnie Platforma, opowiadały się za jej likwidacją. Ale jak doszły do władzy to zmieniły zdanie - podkreśliła.

Zdaniem Bratkowskiej prezydent pokazał na pewno jedno przy podejmowaniu decyzji - to, że nie jest, jak mu się zarzuca, "żyrandolem" w Pałacu Prezydenckim, lecz że jest niezależny. Z kolei według Renaty Kim z "Wprost": - Przeciętni czytelnicy gazet nawet nie zauważają takich gestów w rodzaju pozostawienia składu Krajowej Rady. Oprócz nas nikogo to tak naprawdę nie interesuje.

DOSTĘP PREMIUM