Sejmowi eksperci: od franków - etnograf, od administracji - inż. chemik. "Wszystkim życzę moich kompetencji?

Reporter TOK FM prześledził jacy posłowie pracują w komisjach sejmowych. Okazuje się, że robią to niekoniecznie zgodnie ze swoim wykształceniem czy doświadczeniem, nie mówiąc już o kompetencjach. Do zasiadania w komisjach ograniczenia są dwa: poseł nie może zasiadać w więcej niż dwóch komisjach, a zasiadając w komisji służb specjalnych musi mieć certyfikat dostępu do ściśle tajnych dokumentów. A poza tym nie ma ograniczeń.
- Ja zasiadam w Komisji Gospodarki, gdyż takie są moje zainteresowania - mówi Zbigniew Girzyński z Prawa i Sprawiedliwości, z wykształcenia historyk. - Wszystkim parlamentarzystom życzę tych kompetencji, które posiadam w paru dziedzinach, gdyż jak popatrzymy na poziom wykształcenia, to mam zdecydowanie wyższy niż średni w parlamencie - dodaje nauczyciel akademicki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Najwyraźniej podobne myśli były prezes NFZ Andrzej Sośnierz z PJN zasiadający w Komisji Kultury i Środków Przekazu czy Alicja Dąbrowska z Platformy - lekarz w Komisji Obrony Narodowej.

W Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych zasiada doktor filozofii Łukasz Gibała z PO i Waldy Dzikowski z tej samej partii - inżynier chemik. - Ja byłem przez 11 lat wójtem gminy, cały czas w samorządzie, w administracji, więc myślę, że trochę się przez te dwadzieścia kilka lat naumiałem - mówi Dzikowski.

Upychanie po komisjach?

- Zapotrzebowanie Sejmu na określonych specjalistów niekoniecznie jest wynikiem tego, co naród wybrał - mówi Stanisław Żelichowski z PSL i zdradza trochę politycznej kuchni: - Szef klubu ma taki przykry obowiązek i wskazuje: "Masz tę komisję w nagrodę, ale w zamian będziesz jeszcze w takiej komisji, w której nie chcesz być".

Trzeba oddać, że niektórzy posłowie przez lata zasiadania w komisji z czasem stali się ekspertami w swoich nowych dziedzinach. Ludwik Dorn przez lata zasiadał w Komisji Zdrowia i mimo tego, że jest socjologiem, chciał stworzyć alternatywę dla reformy służby zdrowia Platformy Obywatelskiej, m.in. miał własny pomysł na przekształcenia ZOZ.

- Ale są takie osoby, które "statystują" i niewiele z tego wynika. Jak trzeba, to zagłosuje i to wszystko - mówi Żelichowski. - Zawsze przed wyborami partie biorą celebrytów na listy, a potem oni chcą być w Komisji Kultury albo Sportu. Te komisje nie są bezdenne, trzeba ich "poupychać" po komisjach merytorycznych. W PSL wszyscy chcieli być w Komisji Rolnictwa, ale tak się nie da - dodaje z uśmiechem.

DOSTĘP PREMIUM