Leszek Miller kandydatem w Gdyni? "Listy będą przychylne"

- Wygląda na to, że [listy wyborcze] będą dla mnie przychylne, otrzymałem ciekawą propozycję - powiedział Leszek Miller w Poranku TOK FM. Janina Paradowska zasugerowała, że były premier w wyborach parlamentarnych będzie kandydował z Gdyni.
W rozmowie z Leszkiem Millerem Janina Paradowska poprosiła o potwierdzenie nieoficjalnych doniesień, według których przyznano mu już miejsce na listach wyborczych SLD: - Słyszę ostatnio, że Gdynia, chociaż chodziły słuchy, że Kraków - zapytała Paradowska.

Miller odmówił odpowiedzi, tłumacząc, że oficjalną decyzję ma przedstawić Grzegorz Napieralski, a jego w tej sprawie obowiązuje dyskrecja. Paradowska odparła na to: - Ale mnie nie obowiązuje. Ja to już powiedziałam.



Były premier zaprzeczył, jakoby nad jego miejscem na listach wyborczych długo spekulowano, "przerzucając go z miasta do miasta", jak zasugerowała Paradowska. - Ja sam kiedyś te listy układałem i dobrze wiem, że krąg osób, które podejmują ostateczne decyzje jest ograniczony - jedna, dwie, trzy osoby. - wytłumaczył Miller. - Dopóki one się nie wypowiedzą, nie warto poważnie traktować rozmaitych spekulacji.

Komu potrzebny jest SLD?

Paradowska zapytała Millera także o sposób na polepszenie notowań SLD. Miller stwierdził, że partii potrzebny jest "wyraźny zwrot w stronę klasy średniej": - Żeby tak się stało, ci ludzie, którzy są aktywni, w jakiś sposób zadowoleni ze swoich sukcesów (...) muszą zacząć postrzegać SLD jako partię, która nie patrzy się na nich krzywo (...) i będzie tworzyć warunki, w których te indywidualne sukcesy będą większe.

W dalszej części rozmowy Paradowska odwołała się do diagnozy społecznej prof. Czapińskiego, w której stwierdził, że na polskiej scenie politycznej potrzebne są tylko dwie partie - PO i PiS - a elektorat SLD w niczym istotnym nie różni się od elektoratu PO. Leszek Miller bronił racji istnienia SLD, wskazując na kwestie natury kulturowej i obyczajowej, które według niego "uciekają w tej diagnozie":

- Jak pani popatrzy na programy PiS-u i PO, to one są w tej sprawie bardzo podobne lub nawet zbieżne. To jest niechęć do daleko idących kroków na rzecz rozdziału kościoła i państwa, in vitro, aborcji. Współczesna socjaldemokracja musi być bardzo osadzona w kwestiach lewicowości obyczajowej, a z drugiej strony wchodzić na płaszczyznę gospodarki wolnorynkowej, na tę płaszczyznę, w której miała się specjalizować Platforma Obywatelska.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM