Co będzie z projektami ustaw po wyborach? Borowski: nie muszą trafiać do kosza

Sejmowe komisje poparły wczoraj nowelizację ustawy transplantacyjnej, dopuszczającej tworzenie i zamrażanie wielu zarodków oraz stosowanie in vitro nie tylko dla par. Pojawiły się jednak wątpliwości co do tego, czy ustawa zostanie jeszcze uchwalona w tej kadencji sejmu i co się z nią stanie po wyborach. Czy trafi do kosza i praca komisji pójdzie na marne? Na pytania o tym, co się dzieje z takimi ustawami, w Komentarzach radia TOK FM odpowiada były marszałek Sejmu Marek Borowski.
Paweł Sulik, TOK FM: Co to jest dyskontynuacja?

Marek Borowski: Dyskontynuacja to przerwanie prac nad projektem ustawy, który nie jest wznawiany w nowej kadencji. W nowej kadencji trzeba ponownie zgłosić inicjatywę ustawodawczą i rozpocząć prace od początku.

Czy dotyczy to wszystkich projektów ustaw? Czy są jakieś wyjątki?

- Dyskontynuacji nie podlegają projekty obywatelskie, czyli te, pod którymi zebrano ponad 100 tys. podpisów.

Skąd w ogóle dyskontynuacja się wzięła? Przecież to marnowanie energii i pracy wielu ludzi?

- Może okazać się, że po wyborach jest to zupełnie inny politycznie Sejm i nie może on mieć obowiązku zajmowania się ustawami, które zgłosiło przegrane ugrupowanie. Jeżeli nowy układ polityczny będzie chciał się nimi zająć, to je wniesie. A co do marnowania - wiele ustaw jest wnoszonych w ostatniej chwili i chyba nawet sami wnioskodawcy nie wierzą, że będą uchwalone, a wnoszą je po to, żeby pokazać opinii publicznej, że są bardzo aktywni.

Czy nie dochodzi do jakichś umów między partiami? Na przykład: pewne opcje polityczne przekazują projekt na nowo i one niby wracają do ciągu legislacyjnego, ale politycy są już umówieni wcześniej, w poprzedniej kadencji, że nadal będą nad nim pracować.

- Mogą być takie przypadki. Wiadomo, że jeśli te opcje polityczne, które były za daną ustawą, znajdą się w przyszłym Sejmie i będą miały odpowiednią siłę polityczną, to prawdopodobnie dość szybko przejdą wszystkie etapy inicjatywy ustawodawczej. Mało tego, nowy projekt ustawodawczy może już zawierać wszystkie poprawki, które wprowadzono w międzyczasie do tamtego projektu. Czyli procedura może być szybka.

Czy wiadomo z którymi projektami już nie zdążymy w Sejmie?

- O ile wiem, jest to ok. 200 projektów ustaw w lasce marszałkowskiej bądź w komisjach. Jesteśmy w stanie na jednym posiedzeniu uchwalić 10, może 12 ustaw. Mamy przed sobą jedno posiedzenie, które właśnie się kończy, jedno lipcowe i dwa sierpniowe. No to powiedzmy, że ok. 40 ustaw, przy dużym wysiłku, można jeszcze uchwalić. Wybór tego, które z tych ustaw będą rozpatrzone, podlega innym regułom. Marszałek może pewne projekty uruchomić, o ile są w lasce marszałkowskiej - może wtedy skierować je do pierwszego czytania. Ale jeśli są w komisji, to wpływ marszałka jest ograniczony. W komisji działają różne wektory, może nie być większości dla żadnego rozwiązania.

Czy kiedykolwiek spotkał się pan z krytyką zasady dyskontynuacji, czy słyszał pan, że powinna zostać zniesiona?

- Ona była dyskutowana, oczywiście były głosy przeciwne, ale przeważyły głosy, że ona jest słuszna. Jest stosowana w wielu krajach, to nie jest dziwactwo, które wymyśliła nasza młoda demokracja.

Czy jest to zasada zwyczajowa? Nie stoi za tym żadna ustawa?

- Nie, to wynika z przepisów. Z przepisów również wynika, że projekty obywatelskie nie podlegają dyskontynuacji. W tym przypadku zrobiono wyjątek, bo trzeba dać szansę na to, że by projekt obywatelski był rozpatrywany przez każdy układ polityczny.

Czy nie spotkał się z opiniami, że pańskie decyzje co do tego, którymi ustawami trzeba się zająć, są błędne? Czy nie pytał pana ktoś o to, dlaczego najstarszych projektów nie brał pan pod uwagę?

- Ugrupowania koalicyjne zgłaszają niewiele projektów poselskich, działają w porozumieniu z rządem, a jak się pojawią, to nieraz czekają miesiącami, to jest zupełnie jasne. Takie pretensje zdarzały się ze strony ugrupowań opozycyjnych. Ale u mnie nie czekał żaden projekt dłużej niż cztery miesiące. Chyba, że opinie prawne dyskwalifikowały projekt. Wtedy odsyłałem go wraz z opiniami do wnioskodawców. Nie można zamulać Sejmu projektami, które nie nadają się pod względem legislacyjnym.

Jak Pan ocenia pracę marszałka Schetyny?

- Patrzę na to z dystansu. Moje koło poselskie składało tylko kilka takich projektów i te projekty trochę poczekały, ale w końcu były omawiane. Od czasu do czasu pojawiają się protesty ze strony klubów opozycyjnych, ale przepisy regulują, że po czterech miesiącach sprawa musi pojawić się na forum Sejmu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM