Czy doczekamy się merytorycznej kampanii? "Nie te czasy, nie to społeczeństwo"

Kampania wyborcza - nazywana informacyjną - nie toczy się na argumenty, lecz na billboardy i spoty. Czy nastąpi jeszcze merytoryczna dyskusja przedwyborcza? - Nie spodziewam się. Takie mamy czasy - mówi w rozmowie z TOK FM Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Hanka Nowicka: Czy mamy jeszcze szansę na merytoryczną kampanię wyborczą? Bitwę na argumenty?

Bartłomiej Biskup: - Na poziomie ogólnopolskim? Bardzo małe. Takie mamy kampanie wyborcze, jakie są czasy, społeczeństwo i media. Komunikacja polityczna skupia się na ogólnikach, na tworzeniu dobrego wrażenia, a nie na rozwiązywaniu konkretnych problemów. Dlatego nie liczyłbym na kampanię inną niż wizerunkowa. Choć może jakieś merytoryczne argumenty pojawią się pod koniec sierpnia.

Takie kampanie, jakie czasy? To znaczy, że kiedyś było lepiej?

- W latach 90. nie było jeszcze takiego zmedializowania przestrzeni publicznej. Choćby internet - daje nowe możliwości, ale też wymusza na politykach szybkie reakcje. Gdyby SLD chciało wypuścić taki filmik 15 lat temu, zajęłoby im to 2 tygodnie - zanim by to nakręcili, a telewizja puściła. Dziś tę stronę każdy może zobaczyć na swoim komputerku.

Kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy: społeczeństwo, media czy obywatele?

- Nawzajem te trzy elementy na siebie pracują. Media, bo gonią za newsem, obywatele, bo nie rozliczają polityków ze składanych obietnic i politycy, bo ten fakt wykorzystują. Dla polityków ważna staje się ekonomika wyborcza. Widzą że mogą sobie na dużo pozwolić i mydlić wyborcom oczy, bo ci łatwo zapominają. Zwykle, gdy taka sytuacja nie odpowiada obywatelom, tworzą się nowe ruchy społeczne.

Takie, jak np. Ruch Palikota?

- Nie, nie, ten ruch też bazuje na jednorazowości, na eventach, a nie na poważnej merytorycznej debacie.

Jest jakiś sposób na przełamanie tego impasu ?

- A czy jest z czego wychodzić? Może obywatelom wygodniej mieć taką płytką kampanię?

DOSTĘP PREMIUM