"Czujemy. Jakby jakiś meteoryt w nas uderzył? - zwyciężczyni Nowych Horyzontów o filmowcach

- Nasz stan mogę porównać do "Melancholii" Larsa von Triera, jakby jakiś meteoryt w nas uderzył. Atmosfera jest depresyjna i nie chodzi tylko o depresję finansową, ale też ideologiczną i moralną. Mamy poczucie porażki. [...] Dla filmowca ten moment kryzysu to najlepszy moment bycia Grekiem - mówiła w rozmowie z TOK FM reżyserka Athina Tsangari, zdobywczyni głównej nagrody na festiwalu Nowe Horyzonty.
Grand Prix festiwalu Nowe Horyzonty oraz 20 tysięcy euro nagrody trafiło w tym roku do Athiny Tsangari za film "Attenberg". Główną bohaterką filmu jest 23 letnia Marina, która mieszka w miasteczku nad morzem. Dziewczyna nie potrafi nawiązać fizycznej relacji z innymi, próbuje też radzić sobie ze śmiercią ojca. "Attenberg" to kolejny, po nominowanym do Oskara "Kle", grecki film, który podbija zagraniczne festiwale. Grająca w nim główną rolę Ariane Labed (znana również z "Kła") otrzymała już na festiwalu w Wenecji nagrodę za najlepszą rolę żeńską.

Reżyserska filmu, Athina Tsangari, przez 13 lat mieszkała w USA, do tej pory zajmowała się głównie produkcją (produkowała m.in. "Kieł"). "Attenberg" jest jej reżyserskim debiutem. O sytuacji w Grecji, o roli biologii w życiu człowieka i o tym, jak powstawał "Attenberg" opowiadała Patrycji Wanat

Patrycja Wanat: Jakie są teraz Twoje uczucia w stosunku do Grecji?

Athina Tsangari: - Nasz stan mogę porównać do "Melancholii" Larsa von Triera, jakby jakiś meteoryt w nas uderzył. Atmosfera jest depresyjna i nie chodzi tylko o depresję finansową, ale też ideologiczną i moralną. Mamy poczucie porażki. Ale jednocześnie to bardzo pozytywne - ta sytuacja budzi wszystkich z bardzo długiego i głębokiego snu. To przebudzenie i ta wściekłość, którą czujemy, są bardzo otrzeźwiające - jak bardzo, bardzo zimny prysznic. Co więcej, dla filmowca ten moment kryzysu to najlepszy moment bycia Grekiem. Sztuka może być kluczowa dla przemian społecznych, dlatego w dziwny sposób to, co się dzieje, odbieram pozytywnie...

Więc zamierzasz zostać w Grecji?

- Ja prowadzę trochę życie nomady. Dużo podróżuję, pracuję w różnych miejscach. Chcę wciąż robić filmy w Grecji, ale przygotowuję też film, który chcę nakręcić w moim drugim domu, w Teksasie. Nawet jeśli teraz niemożliwe jest robić filmy w Grecji, nie ma struktur, pieniędzy, administracja kulturalna niemal nie istnieje, to myślę że znajdziemy drogę. Teraz czujemy braterstwo wśród filmowców, próbujemy robić filmy z bardzo niskim budżetem, niewielkim zespołem, pomagamy sobie a nie czekamy, aż państwo nam sfinansuje wszystko. Więc jakoś jest to możliwe, i będzie możliwe,

Tytuł "Attenberg" pochodzi od nazwiska sir Davida Attenborough, podróżnika, autora cyklu filmów przyrodniczych. Czy Twoim zdaniem biologia ma większy wpływ na zachowanie ludzi niż psychologia?

- Na próbach z moimi aktorami biorę bardziej pod uwagę biologię, język, niż psychologię. Lubię traktować ich jak zwierzątka, które muszę obserwować i dowiedzieć się, jak żyją, oddziałują na siebie. Tak jak sir Attenbourgh patrzy na swoje obiekty: z ciekawością naukowa, ale też wrażliwością w stosunku do gatunku, którego do końca nie rozumie. Lubię ten absolutny podziw, który mam dla gatunku ludzkiego. W "Attenberg" wszystko było ułożone przeze mnie: dialogi, muzyka, sposób, w jaki aktorzy siedzieli... Wszystko było wcześniej powiedziane. Tak jakby to była żywa rzeźba. A później ważne było, by przełamać ten spokój, wtrącić przerwy, te humorystyczne sceny. To trochę jak struktura greckiej tragedii, gdzie układ między bohaterami jest bardzo sformalizowany. Są archetypiczne relacje i problemy życia, jak seks, śmierć, przyciąganie, szacunek między ojcem a córką, relacje między dwoma kobietami, które rywalizują, ale też wielbią się wzajemnie.

Twierdzisz, że twoja generacja i ludzi młodszych od Ciebie ma poczucie porażki. Dlaczego?

- Kiedy możesz powiedzieć, że twój kraj jest w ruinie - i to nie są piękne ruiny starej cywilizacji, jak Partenon, to nowe ruiny ateńskiej i greckiej cywilizacji - i kiedy chodzisz po ulicy wśród ludzi, którzy czują się zdradzeni, to jest właśnie to poczucie porażki i gniewu. Chcesz przecież, żeby coś się zmieniło, żeby struktura państwa była zdrowsza, a rząd nie był skorumpowany. Chcesz merytokracji, chcesz czuć się równa jako kobieta, chcesz czuć, że możesz współżyć z emigrantami i nie być rasistą, ksenofobem. Pragniesz, by społeczeństwo poszło naprzód. To są wyobrażenia młodszego pokolenia: dwudziestolatków i trzydziestolatków. Oni zdają sobie z tego sprawę, to jest bardzo pilne pragnienie i żądanie które mamy....

Ale mówiąc o przegranym pokoleniu masz na myśli tylko Grecję?

- To zabawne, bo niektórzy krytycy w Grecji oskarżyli mnie o robienie niegreckiego filmu. Przypuszczam, że chodzi o to, że nie pokazuję Grecji, którą chcą oglądać turyści. To inny rodzaj Grecji niż ta, którą ludzie zwykle widzieli w kinach przez ostatnie 2-3 dekady, ale to jest mój grecki film. Po trzynastoletniej pracy w USA zrobienie tego filmu było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Przez długi czas byłam poważnie zablokowana. Myślałam, jaki film mogłabym zrobić w moim kraju, w moim języku i jak mam traktować ten język. Jak mówić o rzeczach prostych ale bardzo głębokich. Nie chciałam też robić bardzo poważnego filmu, bo kocham humor. Więc wracając do twojego pytania: dziewczyny jak Marina i Bella żyją na całym świecie. Ten związek, który czują ze swoim małym miastem i jego społecznością, widzę codziennie koło mnie. Widzę też dziewczyny i chłopców, którzy zamiast bezpośredniego kontaktu wolą wysłać sms albo czatować w internecie, być przyjaciółmi na facebooku. W realnym świecie są podobni do Mariny, która jest przerażona swoim ciałem i boi się dotyku drugiego człowieka.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM