Janusz Morgenstern był filmowcem z krwi i kości [WSPOMNIENIA]

"Filmowiec z krwi i kości", "mąż opatrznościowy" i "jedna z najważniejszych postaci kinematografii polskiej" - aktorzy i ludzie filmu wspominają zmarłego Janusza Morgensterna.
Dziś nad ranem w wieku 89 lat zmarł Janusz Morgenstern, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów filmowych. Reżyser zrealizował m.in. niezapomniane filmy "Do widzenia, do jutra", "Jowita" i "Trzeba zabić tę miłość" oraz seriale "Stawka większa niż życie", "Kolumbowie" i "Polskie drogi".

Michał Lorenc: filmowiec z krwi i kości

- Umawiałem się z panem Januszem już na następny film. Spotkałem go w związku z premierą książki mojego taty "Opowiadania łódzkie", bo pan Morgenstern myślał nawet o tym, czy nie zrobić filmu na jej podstawie. Widziałem, że pan Janusz był uskrzydlony. Kiedy miał jakiś pomysł i był czymś zachwycony, stawał się młodym człowiekiem. Gdy pracowaliśmy przy ostatnim filmie "Mniejsze zło", obserwowałem, jak pan Janusz swoją energią mógł obdzielić całą ekipę - mówił Michał Lorenc, autor muzyki do dwóch filmów Janusza Morgensterna: "Żółty Szalik"(2000) oraz "Mniejsze zło"(2009).

- Janusz Morgenstern był filmowcem z krwi i kości. Współpracowałem z nim przy dwóch filmach. Planowaliśmy trzeci. Pan Janusz bardzo szanował muzykę, wszystkie jego filmy były opatrzone muzyką wybitnych kompozytorów. To był wielki mistrz i samo przebywanie z nim było zaszczytem powiedział kompozytor.

Jacek Bromski: przekonał mnie do szkoły filmowej

Był szefem artystycznym zespołu Perspektywa, gdy jeszcze nie było producentów filmowych. Gromadził wokół siebie młodych filmowców i w jakimś sensie ich prowadził, wychowywał, pomagał robić filmy. Można powiedzieć, że on już wtedy taką rolę producenta pełnił - wspominał Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich, który osobiście najbardziej spośród dzieł Morgensterna ceni "Trzeba zabić tę miłość". - To był światowy film robiony w czasach PRL-u. Pan Morgenstern pokazał, że można robić takie filmy nawet w tak przaśnej rzeczywistości i przekonał mnie, że warto iść do szkoły filmowej - powiedział Bromski.

- Dopiero kiedy umarł, uświadamiamy sobie, jak ważną był postacią dla kinematografii polskiej. Jedną z najważniejszych w historii, zarówno jako twórca, producent, wychowawca i opiekun artystyczny młodych filmowców - dodał prezes SFP.

Jan Englert: to on mnie wybrał

Związanie swojego życia z filmem Morgensternowi zawdzięcza również aktor Jan Englert, dziś także dyrektor Teatru Narodowego. - Był moim mentorem, pierwszym nauczycielem, a nawet menedżerem. Dzięki udziałowi w "Kolumbach" w jego reżyserii w ciągu pół roku zyskałem popularność i wszedłem do kręgu tych, którzy dostawali poważne propozycje. To on wybrał mnie do filmu "Kanał" Andrzeja Wajdy - mówił aktor.

- Kuba Morgenstern - tak zwracali się do niego znajomi - był kimś więcej niż tylko reżyserem. Był mężem opatrznościowym, nie tylko dla mnie. Jego siłą było to, że w wielu przypadkach, bez narzucania się, bez udawania mądrzejszego, dawał wspaniałe rady. W mistrzowski sposób, bez narzucania swojej osobowości, potrafił mieć wpływ na role, na film, na przebieg życia kulturalnego w tym kraju - wspominał Jan Englert.

Jadwiga Jankowska-Cieślak: ubóstwiałam go ponad życie

- Mogę mówić o nim wyłącznie w samych superlatywach. To był urokliwy człowiek. Wybitnie utalentowany, przesympatyczny, dobry i ciepły mężczyzna. Jest mi szalenie przykro. Wydawało się, że przed nim jeszcze parę dobrych lat. Janusz przede wszystkim szanował i doceniał w drugim człowieku partnera. Na pierwszym miejscu stawiał interes drugiego człowieka - mówiła Jadwiga Jankowska-Cieślak, która w 1972 roku zadebiutowała rolą Magdy w filmie Janusza Morgensterna "Trzeba zabić tę miłość".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM