Zniszczona instalacja w CSW. "Prawdziwy katolik lubi cierpieć, więc musiał ją zobaczyć na własne oczy"

"Najprawdziwsi katolicy dostrzegli w pracy artysty robotę złego i postanowili wypędzić diabła z wystawy gorliwą zbiorową głośną modlitwą, no i puszką czerwonej farby chluśniętej na ścianę, skoro modlitwa nie zdołała przerwać projekcji" - pisze o zniszczeniu instalacji Jacka Markiewicza w Centrum Sztuki Współczesnej Jacek Kowalczyk na stronie Polityka.pl.
A chodzi o wczorajszy protest modlących się osób w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Zebrani ludzie protestowali przeciw wyświetlaniu pracy Jacka Markiewicza pt. "Adoracja". Ich demonstracja została jednak przerwana - ktoś rzucił w projektor jajkami i oblał farbą ekran, na którym wyświetlany był film.

"Czyż artysta mógł sobie wymarzyć lepszy happening? Jego sztuka nie tylko dotarła pod strzechy, do prostego ludu, jego sztuka ten lud poruszyła, emocjonalnie zapłodniła i zachęciła do reakcji" - komentuje Jacek Kowalczyk, były naczelny "Przekroju", na stronie Polityka.pl

"To już wieje grozą"

Kowalczyk kontynuuje: "Oczywiście, lud mógł nie oglądać tego obrzydlistwa, powiedzieć sobie: przecież ci wszyscy obrazoburcy i tak spłoną w piekle, więcej, będą płonąć i pokutować wiecznie (jak miło!), Bóg wszak jest sprawiedliwy. Ale nie, prawdziwy katolik lubi cierpieć, więc musiał to obrzydlistwo zobaczyć na własne oczy i to wielokrotnie (akcja trwała od kilku dni) i dać mu odpór modlitwą (oraz czerwoną farbą i podrzucaniem na wystawę zdechłych szczurów)".

Publicysta przypomina w tym kontekście o innej odmianie katolicyzmu - niedawno odprawionej przez "uzdrowiciela" o. Johna Bashoborę (zaproszonego do Polski przez arcybiskupa Hosera) mszy na Stadionie Narodowym. "To rysuje się naprawdę dramatyczny obraz cofającego się intelektualnie Kościoła katolickiego w polskim wydaniu. To już wieje prawdziwą grozą" - podsumowuje Kowalczyk.

Cały wpis na stronie internetowej tygodnika "Polityka".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM