"Chodzi o kasę. Jesteśmy pariasami anglosaskiej kultury" - Deriglasoff o proteście artystów przeciw The Rolling Stones

- Jesteśmy pariasami anglosaskiej kultury. Ja też jestem tego przykładem. Jesteśmy wychowani na muzyce, do której śpiewa się w języku, którego nikt w naszym kraju nie zna - mówił w TOK FM muzyk Olaf Deriglasoff. - W proteście tych, którzy uważają się za wspaniałych twórców kultury narodowej, chodzi o kasę - stwierdził o liście polskich muzyków przeciwko ewentualnemu koncertowi The Rolling Stones w ramach 25-lecia przemian w Polsce.
Rodzimi artyści, zrzeszeni w ramach Związku Zawodowego Muzyków RP, protestują przeciwko koncertowi The Rolling Stones w Polsce w ramach obchodów 25-lecia pierwszych wolnych wyborów. Protestują pomimo tego, że koncert wydaje się i tak niemożliwy - zespół ma już zaplanowany w tym czasie koncert w Tel Awiwie.

- Ja myślałem, że to są jakieś jaja i ktoś to zrobił w ramach prima aprilis - stwierdził w audycji PIWO Mikołaj Lizut. - Muzycy zespołu Lombard, Krystyna Prońko i kilku mniej znanych kolegów napisało do prezydenta, że oni są zdecydowanie przeciwni wydawaniu publicznych pieniędzy na koncert gwiazdy, która nie ma nic wspólnego z rocznicą 4 czerwca. Natomiast np. Daniel Patalas, od kilku lat gitarzysta Lombardu, był w "Solidarności" i on by za te trzy bańki zagrał na Stadionie Narodowym - relacjonował Lizut.

"Jesteśmy pariasami anglosaskiej kultury"

- To zderzenie Lombard kontra The Rolling Stones? - pytał prowadzący PIWO swojego gościa - Olafa Deriglasoffa, muzyka. - Wydaje mi się, że ta kwestia podniesiona przez tych jakże wspaniałych twórców kultury narodowej, bo za takich się chyba uważają, nie ma nic wspólnego z muzyką - odparł gitarzysta. - Wydaje mi się, że chodzi tu o kasę - dodał.

- Jestem zwolennikiem tezy, że jesteśmy pariasami anglosaskiej kultury. I ja też jestem tego przykładem - kontynuował Deriglasoff. - Jesteśmy wychowani na muzyce, do której śpiewa się w języku, którego nikt w naszym kraju nie zna. Rozmawiamy po polsku, ale słuchamy anglosaskiej muzyki - stwierdził. Gość Lizuta zastrzegł jednak, że jeżeli mielibyśmy to całe zamieszanie rozpatrywać w kategorii wspierania polskiej muzyki, to wtedy jest taki protest bardziej logiczny (chociaż sam jest przeciwnikiem takiego protestowania).

- Jest implozja polskiej muzyki - tłumaczył muzyk. - Na koncertach tłumów nie ma. Ale jak jest taki OFF Festival, gdzie przyjeżdżają głównie zespoły zagraniczne anglojęzyczne, to są nieprzebrane tłumy. Nie przyjeżdża się tam na polskie zespoły - dodał. - Dla mnie ciekawe jest zderzenie, że polscy muzycy, którzy wychowali się i uważają się za część tradycji rockowej, która nie jest polską tradycją, protestują przeciwko największemu rockandrollowemu zespołowi świata... Samo to zderzenie wydaje mi się strasznie niezręczne - podsumował dyskusję Lizut.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM