Typy spod złotej statuetki, czyli kto zdobędzie Oscara

Czy błękitni kosmici z "Avatara" przejmą władzę nad dzisiejszą galą Oscarów? Czy wojenny dramat o losie saperów w Iraku wysadzi w powietrze worek ze złotymi statuetkami? Czy George Clooney odleci w chmury ze swoją nagrodą, a gwiazda filmu "Precious" Gabourey Sidibe wyrwie figurkę z garści typowanej na faworytkę Sandry Bullock? O tym dowiemy się dzisiejszej nocy. Zanim jednak wszystko stanie się jasne, sprawdziliśmy kto króluje w przedoscarowych rankingach.


Przewidywanie, kto z oscarowej gali wyjdzie ze złotą statuetką przypomina typowanie numerów totolotka. Akademia filmowa w swoich wyborach potrafi często zaskakiwać i zamiast "murowanych zwycięzców" stawiać na filmy, które nie są faworytami rankingów. Co roku jednak, tuż przed oscarową nocą na dobre rusza giełda nazwisk i tytułów typowanych do zwycięstwa.

Kto z obecnych w Kodak Theatre gości usłyszy sakramentalne "and the winner is.."? O tym dowiemy już za kilka godzin. Zanim jednak tak się stanie sprawdziliśmy na kogo stawiają krytycy, fani filmu i koledzy po fachu nominowanych artystów.

W tym roku o statuetkę Oscara powalczy aż dziesięć filmów. Akademia zdecydowała się bowiem rozszerzyć tę kategorię. Chociaż krytycy i bukmacherzy mają do wyboru dziesięć obrazów to wśród faworytów wymienia się zaledwie dwa z nich. W przedoscarowych rankingach najwięcej szans dają więc "Avatarowi" Jamesa Camerona. Obok tego kasowego hitu wszechczasów wymieniany jest dramat wojenny "Hurt Locker" Kathryn Bigelow. W rankingach oba filmy idą "łeb w łeb", choć łączy je jedynie tyle, że ich reżyserzy byli kiedyś małżeństwem.

"Avatar" to bez wątpienia faworyt widzów. Ci swoje głosy oddali już w kinowych kasach. Dzieło Camerona uczyniło to najbardziej dochodowym filmem wszechczasów. Taki tytuł do tej pory należał do "Titanica", którego reżyserem był także James Cameron. Na "Avatara" stawiają również internauci. W sondażu przeprowadzonym przez internetowy serwis Moviefone.com trójwymiarowy obraz sci-fi zdobył 33,7 proc. głosów w kategorii najlepszy film roku.

W 1998 r. hollywoodzki wyciskacz łez "Titanic" uhonorowano statuetką za najlepszy film. Możliwe więc, że dziś przy odbieraniu nagrody reżyser po raz drugi wykrzyknie "jestem królem świata!".



Większe szanse na oscarową mowę dziękczynną krytycy dają jednak jego byłej żonie Kathryn Bigelow. Reżyserka "Hurt Locker. W pułapce wojny" to w zasadzie murowana kandydatka do nagrody za reżyserię. Szansom na sukces mógł nieco zaszkodzić niedawny skandal wokół jej filmu. Producentowi "Hurt Lockera" odmówiono prawa wstępu na ceremonię , po tym jak rozsyłał członkom Akademii sms-y nawołujące do głosowania na jego film. Pojawiły się także kontrowersje wokół samej fabuły. Grupa weteranów wojny w Iraku i Afganistanie opublikowała w "Newsweeku" tekst, w którym zarzuciła twórcom filmu nieznajomość realiów ich służby, a wręcz "brak szacunku dla amerykańskiej armii". Krytycy i filmowcy są jednak bardziej przychylni. Brytyjska Akademia Filmowa uznała film Bigelow za najlepszy obraz roku. - To film, który łapie za gardło i wciska cię w ścianę - tak o dramacie wojennym powiedział w BBC aktor Pierce Brosnan. Podkreślił, że to jego osobisty faworyt do nagrody.

W zdominowanych przez dwa filmy oscarowych przedbiegach łatwo zapomnieć, że o tę nagrodę ubiega się jeszcze osiem innych filmów. Możliwe też, że "pewniacy" obejdą się smakiem, a triumfatorem dzisiejszej nocy będzie niezależny obraz "Precious". Dramat o życiu 16-letniej dziewczyny z Harlemu zdobył niedawno pięć nagród "Spirit Awards" nazywanych "niezależnymi Oscarami". Jury oprócz nagrody za najlepszy film tytułem najlepszej aktorki wyróżniło odtwórczynię głównej roli Gabourey Sidibe. Jeśli nawet "Precious" nie wygra i nadal pozostanie na półce "film niezależny" to jego gwiazdom już udało się namieszać w hollywoodzkim świadku. Gabourey Sibide pochwaliła się niedawno magazynowi "People", że sama Oprah Winfrey zaproponowała jej swoje towarzystwo na oscarową galę. Nieznana dotychczas aktorka odpowiedziała bogini amerykańskiej telewizji, że na imprezę woli się wybrać z własną mamą.



Sporym zaskoczeniem byłaby także nagroda dla "Bękartów wojny" Quentina Tarantino. Tu dużą rolę mogą odegrać historyczne zaszłości. Spora część członków Akademii to osoby ocalałe z Holocaustu bądź ich potomkowie. Do tej pory filmy o Zagładzie mogły liczyć na przychylność jury. Nie wiadomo jednak, czy tak nieortodoksyjna wizja wojny, jaką zaprezentował Tarantino będzie dla nich do przełknięcia.

W wypadku "Bękartów" swojej statuetki z zasadzie może być pewnym Christoph Waltz, odtwórca roli okrutnego i piekielnie inteligentnego pułkownika Landy. Żadna z kategorii nie ma takiego faworyta jak Oscar za drugoplanową rolę męską. Nieznany dotychczas austriacki aktor zagrał brawurowo i właściwie "ukradł" ten film jego głównej gwieździe, Bradowi Pittowi. Być może więc Waltz obok Złotego Globu i nagrody Bafta już niedługo postawi statuetkę Oscara.

Wśród zwycięzców rywalizacji o nagrodę z role pierwszoplanowe krytycy najczęściej wymieniają dwa nazwiska: Jeff Brigges i Sandra Bullock. Tutaj typy z zasadzie pokrywają się z przewidywaniami widzów. W sondażu Moviefone.com na Bridgesa zagłosowało 46,4 proc. internautów. Prawie 60 proc. z nich za najlepszą aktorkę tego roku uznało Sandrę Bullock.

Jeff Bridges w filmie "Crazy heart" zagrał podstarzałego piosenkarza country, który zmienia swoje życie gdy pojawia się w nim kobieta. Dla Bridgesa to pierwsza nominacja i szansa na najcenniejsze wyróżnienie w świecie filmowym. Krytycy doceniają także rolę Jeremy'ego Rennera. Ten dotychczas mało znany aktor wcielił się w uzależnionego od ryzyka sapera, którego sensem życia stało się rozbrajanie bomb podczas kolejnych misji wojskowych. Być może Akademia weźmie też pod uwagę wysoko ocenianą rolę Colina Firtha. Brytyjski aktor w filmie "Single Man" zagrał geja załamanego po śmierci partnera. Na Oscara liczy jeszcze George Clooney za obraz "W chmurach". Filmowe bożyszcze ma już na koncie kilka złotych statuetek, w tym nagrodę z reżyserię.

W podobnej sytuacji jak Bridges jest Sandra Bullock. To jej pierwsza nominacja do Oscara. Bullock ma opinię "ulubienicy Ameryki", której pojawienie się na ekranie gwarantuje kasowy sukces. Do tej pory nie udało jej się przebić do tzw. aktorskiej pierwszej ligi. Na zmianę tego wizerunku na pewno wpłynie nagroda za rolę w filmie "The Blind Side". Aktorka zagrała tam teksańską milionerkę, która pomaga czarnemu chłopcu robić karierę w lidze futbolowej.

Dobry nastrój przed oscarową nocą mogła nieco popsuć aktorce informacja z gali Złotych Malin. Faworytkę oskarowej rywalizacji "uhonorowano" bowiem tytułem najgorszej aktorki minionego roku. Tego wątpliwego zaszczytu dostąpiła za rolę w komedii romantycznej "Wszystko o Stevenie".

Quentin Tarantino pytany przez BBC o zwyciężczynię tej rywalizacji wymienia Gabourey Sibide. Szanse daje także Carrey Mulligan za rolę w "Była sobie dziewczyna". Sama Mulligan stawia jednak na Meryl Streep. - Meryl to królowa. To nieprawdopodobne, że wśród nominowanych znalazłam się w jej towarzystwie - wyznała BBC młoda aktorka.

Gwiazdy i krytycy odliczają więc ostatnie godziny do wielkiej gali. Widzowie w Polsce będą tego wieczoru trzymać kciuki za naszego kandydata do Oscara. Polski "Królik po berlińsku" powalczy o nagrodę za najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny. - Film mówi o historii z zaskakującego punktu widzenia, z perspektywy królika żyjącego w murze dzielącym Berlin. To alegoria sytuacji ludzi żyjących za żelazną kurtyną - tak o polskim filmie napisał recenzent "San Francisco Chronical" . - Szanse są spore. Wśród amerykańskich krytyków film spotkał się z bardzo dobrym odbiorem - przyznał dziś w rozmowie z "Dzień dobry TVN" reżyser filmu Bartek Konopka.

Chcesz dowiedzieć się pierwszy, kto w tym roku zdobędzie nagrodę Akademii? Zapraszamy na Oscarową Noc w Gazeta.pl. Będziemy relacjonować galę minuta po minucie. U nas znajdziecie też ciekawostki i komentarze. Zaczynamy w nocy z niedzieli na poniedziałek od godziny 1.30.



DOSTĘP PREMIUM