Ten pan straszy nas już dwa stulecia [WIDEO]

Ta historia powstała przypadkiem, podczas wieczornej zabawy znudzonych arystokratów, ale na ludzkiej wyobraźni odcisnęła na zawsze swoje piętno. Dokładnie 192 lata temu Marry Shelley opublikowała powieść "Frankenstein, czyli nowy Prometeusz".
To jej bohaterowie, czyli szalony naukowiec opętany marzeniem stworzenia człowieka od nowa, oraz nieszczęsne i tragiczne monstrum przezeń wykreowane, do dziś straszą z ekranów, pojawiają się w kolejnych wydaniach opowiadań i komiksów.

Gra w strach

Wszystko zaczęło się w pewną czerwcową noc, kiedy grupa arystokratów spotkała się w willi Diodati nad jeziorem genewskim, którą wynajmował lord George Gordon Byron. Wśród zaproszonych była także Mary Wollstonecraft Godwin, ze swoim późniejszym mężem Percy Bysshe Shelle, oraz doktor John William Polidori. Kiedy skończyli wspólną lekturę antologii "Tales of the Dead" Byron zaproponował grę - niech każdy z gości wymyśli i napiszę historię grozy. Sam lord szybko znudził się pomysłem a jego "Fragment opowiadania" powstał w istocie tylko we fragmencie.

Doktor Polidori napisał tego wieczoru opowiadanie "Wampir", które stało się pierwszą historią o krwiopijcy opublikowaną w języku angielskim, to ona dała początek wampiryzmowi, który potem Bram Stoker ubierze w płaszcz hrabiego Darkuli. Natomiast młodziutka Marry stworzyła opowieść o szalonym naukowcu, który chciał prześcignąć Boga i z kawałków zmarłych stworzyć nowego człowieka - tak powstał "Frankenstein."

Frankenstein z Ząbkowic

Co ciekawe autorka umieściła powieść w miejscu prawdziwym, okolicach dzisiejszych Ząbkowic Śląskich, gdzie ruiny zamku, w którym miało zrodzić się monstrum, można oglądać do dziś. Rodzinę o nazwisku Frankenstein, mieszkającą na tych terenach Shelley miała poznać podczas swych podróży po Europie. Warto też pamiętać, że okolica ta miała złą sławę w związku z oskarżeniem w 1606 roku dwóch tamtejszych grabarzy o porywanie zwłok i przerabianie ich na trujący proszek, którym mieli rozprzestrzeniać zarazę.

Natomiast bezpośrednim pierwowzorem postaci szalonego naukowca miał być alchemik i fizyk Johann Konrad Dippel, który miał eksperymentować w poszukiwaniu tajemnicy nieśmiertelności na szczątkach zwierząt i ludzi.

Po wielu latach od napisania powieści jej autorka stwierdzi: - Tej nocy zrobiłam krok z dzieciństwa w życie. Jednak prawdziwe i wieczne życie historii o potworze i naukowcu przyniosło kino.

Monstrum na celuloidzie

Pierwszą ekranizację tej powieści, ze zmienionym zakończeniem, bo tutaj miłość zwycięża potwora, nakrecił J. Searle Dawley dla Edison Studio w 1910:



Jednak najsłynniejszy wizerunek potwora stworzył Boris Karloff w 1931 roku. Aktor, żeby tak wyglądać, musiał spędzać wiele godzin w charakteryzatorni, tak wiele, że jako pierwszy w historii kina włączył ten czas za pomocą klauzuli do swej umowy i zażądał zań honorarium.

Z ciekawostek warto jeszcze dodać, że autor tej wyjątkowej charakteryzacji, Jack Pierce (wcześniej zawodowy baseballista) studiował przed jej wykonaniem anatomię, chirurgię i patologię. Składniki, które posłużyły do stworzenia potwora to: wiadro niebieskiej szminki, kilka sworzni i nitów, pary butów wykorzystywanych przez robotników kładących asfalt, stary garnitur oraz dwie pary spodni noszonych jednocześnie. Efekt był na tyle piorunujący, że Universal zastrzegł prawa do tej charakteryzacji i takiego wizerunku monstrum.



Od tego czasu powstało mnóstwo kontynuacji i wersji tej historii, z ekrany przez wiele lat straszyli synowie, żony i córki potwora, oraz kolejne wersje samego doktora Frankensteina. Większość tych filmów oglądają dziś raczej koneserzy gatunku. Natomiast w 1994 roku Kenneth Branagh wyreżyserował film "Mary Shelley's Frankenstein", wyjątkową pod względem rozmachu realizację. Wśród aktorów pojawił się sam rezyser w roli szalonego naukowca, Helena Bonham Carter, oraz Robert de Niro, który zagrał potwora, zupełnie innego niż bestia wykreowana przez legendarnego już Karloffa.



Obecnie zarówno bez szalonego naukowca i jego monstrum trudno wyobrazić sobie maraton horrorów, czy święto Halloween. Jednak po latach opowieść pokrył kurz i od czasu genialnej ekranizacji Branagha nie pojawił się godny filmowy następca. Jednak w każdej kolejnej historii, czy to o zbuntowanych robotach, czy też potworach stworzonych przez ludzi zawsze pojawia się nawiązanie, a zawołanie "It's alive" weszło na stałe do kanonu filmowych cytatów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM