"Beats of Freedom" - film o muzyce, która dawała wolność

"Beats of Freedom - Zew wolności" - to porywający dokument o historii rocka w komunistycznej Polsce. To także opowieść o roli, jaką dla młodych ludzi w tamtych czasach odgrywała muzyka rockowa. Wczoraj w Sali Kongresowej odbyła się uroczysta premiera filmu. Pojawili się na niej m.in. Tomek Lipiński z grupy Tilt, Wojciech Waglewski i Krzysztof Grabowski z Dezertera.
- Jestem dziennikarzem, który od lat opisuje zjawiska w muzyce. Obserwowałem eksplozję brytyjskiego punk rocka. Widziałem narodziny MTV Europe - tak swoją opowieść zaczyna Chris Salewicz.



Ten Brytyjczyk polskiego pochodzenia jest narratorem opowieści o historii polskiego rocka. Razem z muzykami i świadkami tamtych czasów rusza w podróż w nieznane, czyli w opowieść polskiej muzyce rockowej czasów PRL.

Stonesi i powiew wolności

Salewicz przyjeżdża więc do Warszawy i staje w samym jej sercu, tuż pod Pałacem Kultury. Podkreśla, że ten znienawidzony przez Polaków budynek, dar narodu sowieckiego to paradoksalnie kolebka polskiego rocka. Tutaj bowiem w 1967 roku swój legendarny koncert zagrali Rolling Stonesi. - Od tej chwili już nic nie było takie samo. Polska młodzież poczuła powiew wolności, zobaczyła jak wygląda młodzieżowy bunt - tłumaczy.

Salewicz przedstawia widzom 70-minutową opowieść nie tylko o muzyce. To podróż po Polsce czasów PRL. Narrator tłumaczy, że w czasach w których Elvis Presley nagrywał swoje pierwsze piosenki w Polsce panował najczarniejszy, stalinowski reżim.

W filmie widać intencję autorów, aby polską specyfikę zrozumieli zagraniczni widzowie. Tłumaczą, że polskie społeczeństwo było z jednej strony uciskane przez komunistyczny reżim. Z drugiej, tkwiło w więzach katolickiego konserwatyzmu. Autorzy filmu i rozmówcy, z którymi spotyka się narrator przekonują, że rock był dla młodych Polaków sprzeciwem wobec tych dwóch ograniczeń.

"Pozostała nam tylko muzyka"

Jak ocenili twórcy dokumentu, dzięki muzyce rockowej młodzi ludzie w PRL odnaleźli swoją przestrzeń wolności. Mało która dziedzina kultury tak bezpośrednio odnosiła się do rzeczywistości i miała przy okazji taką dużą siłę przekazu. Ich dokument dotyczy głównie lat osiemdziesiątych. Muzyce tego okresu poświęcono najwięcej miejsca. Ważnym wątkiem była historia festiwalu rockowego w Jarocinie. W dokumencie pojawiają się nieznane dotychczas zdjęcia i nagrania z legendarnej imprezy. W trakcie pokazu publiczność rozbawił fragment, w którym pokazano materiały operacyjne Służby Bezpieczeństwa. Esbecy skrupulatnie dokumentowali bowiem uczestników festiwalu. W teczkach z Jarocina pojawiają się więc zdjęcia z opisami typu: "tak wygląda heavymetalowiec".

Wypowiedzi uczestników tamtej imprezy nie były jednak takie zabawne. Ze słów młodych ludzi przebijało bowiem zwątpienie i beznadzieja. Chyba najbardziej wstrząsającym momentem filmu była wypowiedź młodej festiwalowiczki. - Nie mamy nic. Pozostała nam tylko muzyka - powiedziała dziewczyna.

- Ten film przypomina pewien aspekt polskiej historii, o którym się właściwie nie mówiło - powiedział przed pokazem Tomek Lipiński, lider legendarnej grupy Tilt. Przypomniał, że lata 80. do tej pory były wspominane jedynie przez pryzmat Wałęsy i Jaruzelskiego. - Nagle okazuje się, że gdzieś w środku powstała i rozrastała się zupełnie inna rzeczywistość, która nie była częścią tej smutnej rzeczywistości - dodał.

- Takiego filmu nie było, a powinien powstać 10, 20 lat temu - tłumaczy reżyser filmu Leszek Gnoiński. On także twierdzi, że lata 80. były pokazywane jedynie poprzez "Solidarność" i stan wojenny. - Żyło wtedy całe pokolenie ludzi, którzy słuchali rock'n'rolla, wychowali się na nim i był on dla nich bardzo ważny - dodaje.

Chociaż na chwilę poczuć się wolnymi

Gnoiński tłumaczył, że chciał tym filmem oddać hołd ludziom, którzy wpłynęli na jego postrzeganie świata, a następnym pokoleniom przypomnieć, jaką rolę muzyka rockowa odgrywała w komunistycznej Polsce. - Rock (...) opisywał ciężkie czasy językiem prostym, często dosadnym, choć w tekstach nie brakowało również celnych metafor. Piosenki pozwalały nam, chociaż przez chwilę, poczuć się wolnymi. Pokazały, że, oprócz oficjalnie promowanej rozrywki, jest też ta podziemna, żyjąca własnym życiem, daleka od politycznego cynizmu rządzących i uniesień opozycji. Posiadająca własny język i swoją publiczność - przekonuje Gnoiński.

"To historia mojego życia"

Jak muzycy wspominają okres, kiedy "rockowi o coś chodziło"? Lech Janerka pytany, czy tęskni za czasami przedstawionymi w filmie mówi, że nie chce do nich wracać. - Dla mnie to była trauma - powiedział. Dziennikarz Marek Niedźwiecki film obejrzał ze wzruszeniem. - Parę razy łza się w oku zakręciła - powiedział. Tuż przed premierą stwierdził nawet, że 70 minut przed ekranem minęło mu jak 7 minut. - To historia mojego życia - podkreśla.

Dokument wyreżyserowali wspólnie, na podstawie własnego scenariusza, Wojciech Słota i Leszek Gnoiński. Słota był menedżerem grup Myslovitz i Nowy Horyzont; w latach 1997-2000 studiował w łódzkiej filmówce na kierunku realizacja telewizyjna. Gnoiński to dziennikarz muzyczny.



DOSTĘP PREMIUM