Artystyczne oblężenie Edynburga. Trwa Fringe Festival.

Dla przeciętnego Szkota sierpien w Edynburgu to przede wszystkim hałas, uliczny tłum i wielkie turystyczne oblężenie. Niezbyt duże brytyjskie miasto, liczące około 500 tysięcy mieszkańców, co najmniej podwaja swoją populację, kiedy w ciągu ostatnich wakacyjnych tygodni przyjmuje 600 tysięcy gości z czterech krańców świata.
Ale największe oblężenie trwa w kilkuset teatrach i scenach festiwalowych, przez które przetacza się ponad 20 tysięcy artystów i performerów. - Festiwal Fringe (fringe: "na obrzeżach") jest całkowicie liberalny i otwarty dla sztuki teatralnej, bez względu na gatunek i jakość.- opowiada Neil McKinnon szef spraw zagranicznych festiwalu. Dlatego na Fringe możemy zobaczyć tyle samo świetnych, co bardzo słabych spektakli.

Początki Fringe.

-Przez 64 lata festiwalu odkryto tu cala masę niezwykłych talentów, ale w tym samym czasie tysiące artystów zostało spuszczonych przez krytyków i publiczność do rynsztoka.- dodaje Neil i opowiada jak wszystko się zaczęło: - Kiedy powstawał najstarszy , oficjalny Międzynarodowy Festiwal w Edynburgu, organizatorzy "zapomnieli " na niego zaprosić osiem liczących się brytyjskich teatrów. Wykluczeni artyści i tak przyjechali i zagrali na obrzeżach oficjalnego Edinburgh International Festival. I Tak powstał Fringe.

Fringe to wolność, rozrywka, różnorodność i niezwykła kreatywna siła. W przeciwieństwie do jego dużego wyszukanego brata - Międzynarodowego Festiwalu - Fringe nie jest kontrolowany przez kuratorów sztuki. Tutaj rządzą pieniądze. Żeby pokazać swój spektakl, trzeba zapłacić- od wynajęcia jednej ze scen, przez promocję, po noclegi i wyżywienie. Koszt dla przeciętnego teatru to ok.30 tysiecy funtów. Ci, którzy nie mają takiego kapitału występują na ulicy.

Festiwal na ulicy.

Ulubionym miejscem ulicznych artystów jest Royal Mile. Królewska Mila przecina stare centrum miasta i ciągnie się od szczytu wygasłego wulkanu, gdzie stoi średniowieczny zamek, a kończy przy pałacu Holyrood i współczesnym szkockim parlamencie. Jakieś 700 lat temu przez Royal Mile turlano czarownice w naszpikowanych gwoździami beczkach. Dziś na tym samym bruku można zobaczyć aktorki w średniowiecznych kostiumach wcielające się w historyczne wiedźmy.

Do końca sierpnia pełno tu połykaczy ognia, tańczących tybetańskich mnichów i lalkarzy. Ale na Royal Mile obok ulicznych artystów, występują też artyści teatralni, Od rana kuszą potencjalną publiczność niezwykłymi strojami, muzyką i darmowymi biletami na swoje zamknięte widowiska. Royal Mile to dosłownie targowisko sztuki. Tym bardziej, że - jak mówi Neil McKinnon - festiwal co roku przynosi miastu średnio 75 milionów funtów zysku.

DOSTĘP PREMIUM