Więckiewicz: Jestem tylko aktorem, kogo obchodzą moje poglądy i na kogo głosowałem?

Miarą sukcesu jest dla mnie to, że w wieku 43 lat dostaję propozycje, które mnie interesują - mówi w "Newsweekowi" Robert Więckiewicz, jeden z najpopularniejszych polskich aktorów. Więckiewicz opowiada w wywiadzie m.in. o pracy nad filmem "Śluby panieńskie 2010" i o tym, dlaczego "nie udziela się na promocjach przypraw".
W najnowszym filmie Filipa Bajona "Śluby panieńskie 2010" Więckiewicz gra Radosta - poczciwego i bogatego wujaszka. Sam aktor przyznaje, że "fantastycznie" grało mu się w kostiumie. - Od dawna chciałem spróbować moich sił w konwencji, z którą nie jestem kojarzony. To się trochę wiąże z moją, mówiąc szumnie, strategią wyborów. Staram się robić wszystko, by moja kolejna rola była inna od poprzedniej - opowiada.

"Chciałem pokazać, że ten mój Darek to straszny wieśniak"

Więckiewicz przyznaje, że o wyborze przez niego zawodu aktora zdecydował przypadek: - Być może był we mnie jakiś rodzaj niepokoju, który powodował, że w życiu mi za ciasno - mówi. Twierdzi też, że nigdy nie dodaje nic od siebie do scenariusza. - Reżyser jest od tego, żeby wymyślić film i ustalić koncepcję postaci, a aktor w ramach pojedynczej sceny ma dać z siebie 120 procent. Aktor nie powinien układać sobie filmu w głowie, (...) aktor musi myśleć wyłącznie o sekwencji, w której właśnie gra - uważa.

Nie ukrywa jednak, że grając w filmie "Ile waży koń trojański" podsunął reżyserowi pomysł, by jego bohater grając w kuchni na gitarze miał na sobie "oprócz białych gaci także czarne skarpetki". - Bardzo mi na tym zestawie bieliźnianym zależało, bo chciałem pokazać, że ten mój Darek o straszny wieśniak - tłumaczy.

"Nie udzielam się na promocjach przypraw do wieprzowiny"

Więckiewicz daje też subtelnego prztyczka w nos kolegom, którzy wykorzystują popularność występując w reklamach. - Dzięki temu, że po zakończonych zdjęciach nie udzielam się na promocjach przypraw do wieprzowiny czy najnowszych perfum, ludzie na ulicy mnie nie zaczepiają i nie krzyczą za mną haseł dziwnej treści. Rozpoznają mnie, owszem, czasem się kłaniają, ale nie ma histerii - mówi.

Dostaje się też celebrytom, którzy angażują się w kampanie wyborcze polityków: - Jestem tylko aktorem. Kogo obchodzą moje poglądy, to, czy płaczę i na kogo głosowałem? Skoro mam rozpoznawalną twarz, to powinienem to niby wykorzystywać w agitacjach politycznych? - pyta retorycznie i odpowiada: - Kompletnie mnie to nie interesuje. Tak samo jak dzielenie się ze wszystkimi swoją prywatnością.

Jak mówi aktor, miarą sukcesu nie jest dla niego zainteresowanie mediów, ale to, że "w wieku 43 lat dostaje propozycje, które go interesują". - I to, że mogę odrzucać role, w których nie chce grać - dodaje.

Więckiewicz ma też swoich ulubionych światowych aktorów: Seana Penna ("aktorskie zwierzę") i Edwarda Nortona ("to aktor koncepcyjny"), ale nie chce oceniać polskich kolegów po fachu. - Z polskim kinem mam tak, że nie widzę aktorów, ale cały filmy - mówi.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM