40 lat temu odeszła Janis Joplin

Jej solowa kariera trwała mniej więcej rok, a przygoda z muzyką łącznie mniej więcej osiem. Tyle wystarczyło by stać się jedną z największych, ale i najtragiczniejszych postaci w historii muzyki. Dziś mija dokładnie 40 lat od śmierci Janis Joplin - ikony przełomu lat '60 i '70.


Od zawsze nieprzystosowana, od zawsze na bakier. Najpierw z rodziną, potem szkołą, wreszcie całym prowincjonalnym miasteczkiem, w którym się urodziła. Miłośniczka poezji beatnicków, bluesa i zaangażowanego folku z początku zajmowała się malarstwem, ale już w 1962 roku nagrała pierwszy utwór na taśmie - "What good can drinking do".

 

I jak na ironię przez całą podróż przez życie i muzykę towarzyszyły jej narkotyki i alkohol. Później występowała z wieloma muzykami, by wraz z Big Brother and the Holding Company nagrać "Piece of my heart", jeden ze swoich największych przebojów, który w 1968 roku stał się dźwignią jej kariery.

 

Gdy przyszła sława, legendarny występ na Woodstock i niezapomniane przeboje, Janis już nie mogła zawrócić. W 1970 r. kończyła pracę nad drugim solowym albumem "Pearl", kiedy znaleziono ją martwą w pokoju numer 105 w Hotelu Landmark w Hollywood. Lekarze stwierdzili, że przyczyną śmierci było najprawdopodobniej przedawkowanie heroiny, zmieszanej z alkoholem. Ciało Janis skremowano, a jej prochy rozsypano na kalifornijskim wybrzeżu Oceanu Spokojnego. Pozostała na zawsze dwudziestosiedmiolenią zagubioną dziewczyną o przejmującym głosie, która nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Jej muzyka znalazła sobie za to miejsce w wielu domach i sercach.

DOSTĘP PREMIUM