W dwie godziny, na siedmiu kartkach - Jerzy Skolimowski zdradza jak powstał "Essential Killing"

- Miałem pomysł by zrobić kolejny film wokół swojego domu na Mazurach. Zdawałem sobie też sprawę z tego, że temat samolotów CIA lądujących na lotnisku w Szymanach, to jest temat który leży i czeka żeby się nim zająć - mówi Skolimowski. Reżyser obawiał się jednak, że ten temat zrobi z jego filmu, film polityczny a za wszelką cenę chciał tego uniknąć. I wtedy zdarzył się wypadek.
- Pewnej zimowej nocy wracając do domu leśną drogą, mimo że mam bardzo sprawne auto z napędem na cztery koła, wpadłem w tak fatalny poślizg, że omal nie stoczyłem się w przepaść, która znajdowała się tuż obok drogi - mówi reżyser. - Kiedy się zatrzymałem, zdałem sobie sprawę z tego, że jestem dwa kilometry od lotniska w Szymanach - opowiada Skolimowski. Wtedy reżyser pomyślał, że równie dobrze w przepaść mogła stoczyć się wojskowa więźniarka wioząca jeńców z lotniska.

- Wróciłem do domu, położyłem się spać, ale obudziłem się o 5 rano - mówi reporterce TOK FM Jerzy Skolimowski. - Obudziłem się z myślą, że chyba mam film w głowie. Zacząłem pisać i mam 7 stron zapisanych w ciągu dwóch godzin. Jest to swego rodzaju szczególny dokument, bo cały ten film jest na tych siedmiu stronach, dokładnie w tej kolejności, scena po scenie - mówi reżyser.

I tak powstał "Essential Killing", nagrodzony między innymi na festiwalu w Wenecji, a teraz walczący o Złotą Żabę na Camerimage w Bydgoszczy.

DOSTĘP PREMIUM