Vargas Llosa: "Czasem boję się, że wyobraźnia przestanie być niewyczerpalnym źródłem"

- Pisanie to sposób na życie. To protest przeciwko jego brakom - mówił peruwiański pisarz Mario Vargas Llosa przed przedstawicielami Akademii Szwedzkiej. Opowiadał o swoim dzieciństwie, rodzinie, trudnej drodze, którą przemierzał jako pisarz oraz o zaangażowaniu politycznym. - Kiedyś byłem marksistą - przyznał.
Za trzy dni Mario Vargas Llosa odbierze najbardziej prestiżową nagrodę w świecie literatury. Peruwiański pisarz przedstawił dziś przed członkami Akademii Szwedzkiej swoje noblowskie przemówienie. Zaprosił również swoich bliskich, rodzinę, przyjaciół. Wielu z nich nie mogło ukryć wzruszenia. Peruwiańczyk, po prawie godzinnym przemówieniu, zebrał wielkie owacje. Sam próbował powstrzymać łzy. - Nigdy nie płaczę - mówił z lekkim zakłopotaniem.

Podróżowałem z kapitanem Nemo

- Nauczyłem się czytać kiedy miałem pięć lat. To była najważniejsza rzecz, jaka zdarzyła się w moim życiu. Mimo to, że minęło prawie siedemdziesiąt lat od tego niezwykłego momentu, pamiętam magię przekładania słów na obrazy. Wzbogaciło to moje życie, przełamało bariery czasu i przestrzeni. Mogłem podróżować z kapitanem Nemo czy walczyć u boku D'Artagnana - tak zaczyna się noblowskie przemówienie Vargasa Llosy.

"Mama płakała czytając Nerudę"

Wspomina w nim swoją rodzinę: mamę, która płakała przy wierszach Pabla Nerudy, dziadka Pedro z wielkim nosem, który cieszył się czytając twórczość wnuka, wujka Lucho, który przez cały czas podkreślał, że "literaturze trzeba oddać całą duszę".

- Przez całe życie miałem wokół siebie bliskich , którzy mnie wspierali, kochali i napędzali do pracy. Byli ze mną w chwilach zwątpienia - mówił wzruszony pisarz.

Płakała również jego żona Patrycja, która po raz pierwszy miała okazję wysłuchać przemówienia.

- Peru to Patrycja - kobieta o nieposkromionym charakterze, która miałem szczęście poślubić 45 lat temu. Bez niej moje życie byłoby tylko chaosem, nie byłoby naszych dzieci ani wnuków, które przedłużają i rozweselają życie.

"Pisanie to sposób na życie"

- Pisanie nigdy nie było łatwe. Wiele razy pomysły, przelane na papier, więdły, idee słabły. Powstawało pytanie: jak sprawić, żeby ożyły? Na szczęście z pomocą przychodzili mistrzowie, od których uczyłem się władania słowem. Flaubert nauczył mnie, że talent to wytrwałość, Faulkner, że forma może wzbogacić lub zubożyć temat, Sartre, że słowa mogą zmienić bieg historii - mówił Vargas Llosa. Wymienił innych swoich mistrzów: Cervantesa, Dickensa, Balzaka, Tołstoja, Conrada, Manna.

- Pisanie to sposób na życie - podkreślał, cytując Flauberta. Powiedział też, że boi się, że jego wyobraźnia przestanie być kiedyś niewyczerpalnym źródłem.

"W młodości byłem marksistą"

Pisarz od lat zaangażowany jest w dyskusje polityczne, śledzi i komentuje bieżące wydarzenia. Sam był kandydatem na prezydenta Peru, przegrał z Albertem Fujimori. Tak, jak wszyscy przewidywali, w jego przemówieniu nie mogło zabraknąć nawiązań do polityki i spraw społecznych. Mówił o nacjonalizmach, dyktaturach rozczarowaniu rewolucją kubańską, procesach zachodzących a Ameryce Łacińskiej.

- W młodości, podobnie jak inni pisarze mojego pokolenia, byłem marksistą. Byłem przekonany, że socjalizm zapobiegnie eksploatacji i niesprawiedliwości społecznej, która panowała w moim państwie oraz Ameryce Łacińskiej i krajach Trzeciego Świata - powiedział. Nawiązał też do obrońców demokracji: Dam w Bieli, Liu Xiaobo, Aung San Suu Kyi.

Balcells: "To piękny moment na zakończenie życia

Podczas przemówienia na sali obecna była agentka Vargasa Llosy, słynna w świecie literatury Carmen Balcells. - To piękny moment na zakończenie mojego życia - powiedziała portalowi El Pais 80-letnia przyjaciółka pisarza. To właśnie ona "odkryła" go 50 lat temu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM