"Nie interesuje nas bycie rycerzami undergroundu" - wywiad z Buniem z zespołu D4D

Jeszcze kilka lat D4D temu znani byli tylko niewielkiej grupie fascynatów. Muzykę łączyli z performansem, bawili się różnymi gatunkami, szukali własnego muzycznego języka. Ich ostatnia płyta okazała się sukcesem, oni sami wymieniani są w jednym szeregu z Gabą Kulką czy Czesławem Mozilem.
Patrycja Wanat: Przekroczyliście już granice między undergroundem a popem?

Bunio: Staramy się poprzez naszą muzykę i działania wejść w świat muzyki popularnej, bo nie ukrywajmy - zespól D4D gra też gdzieś tam muzykę pop. Nie interesuje nas bycie rycerzami undergroundu, czyli strzeżenie jakichś wartości, których po prostu nie ma. Interesuje nas publiczność wszelaka, a nie jakaś wąska, wyselekcjonowana grupa ludzi, nie chcemy być elitarni.

Widzicie się na scenie na sopocko-opolskich galach?

Już przeżyliśmy uczestnictwo zespołu D4D na gali takiej czy innej, byliśmy nominowani do jakichś nagród. Wiadomo że przychodzą tam też ci, którzy chcą się lansować i popstrykać sobie zdjęcia na kawałku czerwonego dywanu metr na metr. Ale mam jakiś filtr, nie uczestniczę w tym pędzie. Żyję sobie z zespołem, przyjaciółmi muzykami w takie różowej mgle. Robimy to, co chcemy i dopóki nikt mi nie mówi co mam robić, to nie ma żadnego problemu. To samo dotyczy występów - dopóki nikt nie ingeruje w tzw. art i w nasze koncepcje, to OK. Choć mieliśmy jakieś propozycje polityczne, czy z kręgu branży, która sprzedaje ludziom rzeczy, na które się nie zgadzamy - nie mówili nam, co mamy robić, ale nasze wewnętrzne przekonanie nam na taki występ nie pozwalało.



Polski pop zmienia się. Na ten rynek wkraczają osoby wcześniej kojarzone z alternatywą czy undergroundem.

Wszyscy się rozwijają. To, co dzieje się w Polsce, jest jakimś odbiciem tego, co dzieje się w świecie - ludzie obserwują, rozwijają się i próbują naśladować trendy, czy też sami dochodzą do tego, że pewne rzeczy muszą się zmieniać i rynek musi się rozszerzać. Ten pop też się więc rozszerza i przestał być już telewizyjno-festiwalowy. Jest to po prostu kawał dobrej muzyki, no i na szczęście jest z kimś konkurować, każdy musi być coraz lepszy, to normalne zasady wolnego rynku.

Nie znalazłam żadnym informacji o koncertach, poza tym piątkowym w warszawskim Powiększeniu. Nie będziecie na razie występować?

W zeszłym roku przeżyliśmy trasę koncertową L.Stadt i nasze spostrzeżenia z objechania większości miast polskich są takie, że formuła koncertu trochę się skończyła. Chcemy organizować eventy, które zapełniają cały wieczór, a uczestnictwo D4D jest w nich tylko jednym z elementów. Nie wiem, czy to smutne czy nie, trzeba po prostu brać realia takie jakie są - w środku tygodnia w małej miejscowości ludzie nie przychodzą na koncerty. Nie wiem, czy to jest kwestia ceny, czy lenistwa, czy w ogóle braku jakiegokolwiek zainteresowania tym, co się dzieje. No więc nie będziemy chyba grać długich tras, męczących dla nas samych, nie przynoszących nam ani korzyści finansowych, ani sławy. Chyba chcemy zająć się imprezami weekendowymi i jednak w większych miastach.

Wywiad z Buniem również w Kulturze na Weekend, w piątek po 12:20 - zaprasza Patrycja Wanat. Samego zespołu będzie można posłuchać parę godzin później w warszawskim klubie "Powiększenie".



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (3)
"Nie interesuje nas bycie rycerzami undergroundu" - wywiad z Buniem z zespołu D4D
Zaloguj się
  • aton11

    Oceniono 1 raz 1

    Dlaczego
    klasyczne umpa-umpa nazywacie awangardą .Szacowne TOK FM promuje taką
    szmirę ,czy może to wszystko to pastisz disco polo .

  • xkefasx

    0

    Jak to z Czesiem czy Gabą można porównywać ??

  • flamenkaa

    0

    Wolę Dick4Dick od D4D. zmieniła się niestety nie tylko nazwa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX