Awatary żyją wśród nas

''Salę samobójców'' albo się uwielbia, albo się go nie znosi. Ale nikt nie pozostaje wobec niego obojętny. Mnie wprawił w zachwyt.
"Salę samobójców" albo się uwielbia, albo się nie znosi. Ale nikt nie pozostaje wobec niej obojętny. Mnie wprawiła w osłupienie i zadumę. Wnioski po projekcji nasuwają się same: Jan Komasa wielką nadzieją polskiego kina, Jakub Gierszał odkryciem roku! Zachwyt może trochę na wyrost, może zbyt egzaltowany, ale szczery.

Jeden pocałunek zmienia wszystko

Zaczyna się dość banalnie - młodzi, gniewni i zbuntowani na balu studniówkowym. Już wkrótce przed nimi egzamin z dojrzałości (dosłownie i w przenośni). Kto go zda, a kto obleje? To wcale nie jest takie oczywiste. Studniówkowa biba, staje się okazją do młodzieńczych wygłupów - jest alkohol, z trudem podprowadzone ''starym'' papierosy, pierwsze eksperymenty seksualne... i komórka, która wszystko zarejestrowała! Dalej scenariusz już dość znany (nie z filmów, ale z życia!). Ktoś wrzuca nagranie do sieci i komuś rujnuje to życie. To film współczesny aż do bólu. Jest w nim ból dorastania, odkrywanie własnej seksualności i samotność. Zdawałoby się, że to groch z kapustą. Nieprawda! Wszystko pięknie spięte w spójną całość.

Film aktorsko po prostu doskonały!

Łzy zagrane tak autentycznie, że niemalże moczą rękawy widza. Pocałunki tak namiętne, że publiczność sama nieświadomie rozchyla wargi. Starsi aktorzy nie zawiedli - do ich kunsztu przywykliśmy. Ale 23-letni Jakub Gierszał (znany głównie z epizodycznej roli w filmie ''Wszystko co kocham'') pokazał na co go stać. Grany przez niego Dominik to rozpieszczony gówniarz, który nie potrafi sam wrócić ze szkoły. Musi mieć własnego szofera. Jego matka (Agata Kulesza) wyciska ze swoich pracowników wszystkie soki - i to pod jakże modnym ostatnio pretekstem kryzysu ekonomicznego. Wstrętna baba! Ojciec Dominika (Krzysztof Pieczyński) dla kariery i pieniędzy zrobi wszystko. I to bez poczucia obciachu! Obrzydliwie bogata rodzinka. Myślą, że można kupić wszystko i wszystkich.

A jednak budzą sympatię. Bo co się rzadko zdarza, choć morał jest oczywisty, a wszystkie błędy wytknięte i obnażone, Komasie udało się uniknąć tak drażniącego moralizatorskiego nadęcia. Jego bohaterowie popełniają absurdalne błędy, może nawet niewybaczalne... ale nie da się ich jednoznacznie potępić. Charakterologicznie są dopracowani do perfekcji, nie przerysowani, bez skrajności, ani do końca dobrzy, ani do końca źli... po prostu autentyczni - tacy, jak my.

Połączenie filmu fabularnego z animacją 3D

Wyśmiany i wyszydzony w internecie przez swoich kolegów Dominik nie chce więcej wychodzić ze swojego pokoju. W sieci znajduje bratnią duszę, która cierpi tak jak on - Sylwię (Roma Gąsiorowska). Coraz więcej czasu spędzają razem w wirtualnym świecie na wirtualnych randkach. Zbliżają się do siebie tak bardzo, że przestają być dla siebie już tylko nickiem czy awatarem. Te partie filmu dla odmiany są animowane. Awatary zaczynają żyć życiem kryjących się za nimi ludzi. Efekt piorunujący!

W ''Sali samobójców'' mamy dwa światy - świat ludzi, który mieści się tu i teraz oraz świat awatarów, w którym każdy ma swoją trójwymiarową, udoskonaloną postać. - Taki duży awatar, a kto siedzi przed komputerem? Kaleka na wózku! - mówi jeden z bohaterów w filmie. I trudno nie potraktować tego, jako manifestację przemyśleń samego Komasy. Używa co prawda do tego mocnych słów, ale nie przesadzonych. Tak więc świat wirtualny jest fikcją, utopią, fantazją... animacją.



Do jakich poświęceń jest gotowe zbolałe serce matki Dominika? By zrozumieć ten wirtualny świat, który pochłonął jej dziecko, sama przybiera postać awatara i wchodzi do ''sali samobójców''. To jedna z najpiękniejszych scen w tym filmie. Dorosła osoba przynosi wieści, których oni nie chcą słyszeć. Kolejne awatary znikają, bo kryjący się za nimi internauci zmieniają status na offline. A co ona ma zrobić? Też się wylogować? Przecież nie da się wylogować z życia, z bólu, z samotności...

Nie wszystko takie piękne

Żeby nie było tak sielankowo, na koniec mały prztyczek w nos reżysera. Fabuła nie do końca się klei i miejscami wypada mało wiarygodnie. "Przygoda" Dominika na treningu karate - odważna i nowatorska ale nadto wydumana. Epatowanie żyletkami, krwią i sznytami - dosadne ale niesmaczne. A od psychodeliczno-dołujących wyznań różowowłosej Romy Gąsiorowskiej widz ma ochotę sam sięgnąć po żyletkę - byle już je nie słuchać: ''Świat jest zły'', ''Nikt mnie nie zmusi do życia''... O mdłości mogą też przyprawić refleksje typu: ''Samobójcy są tchórzami. To życie wymaga odwagi''. Kazuistyczny banał w ustach zbuntowanego nastolatka to wyraźnie ciało obce w tym filmie i nie powinno się w nim znaleźć.

''Sala samobójców'' już w dziś w kinach.

DOSTĘP PREMIUM