Stand up w Polsce? "Dzisiaj śmiejemy się charytatywnie"

Są młodzi, piękni, zabawni i jak podkreślają, ubodzy - ale to nieważne. Mówią, że liczy się dla nich dobry humor, scena i mikrofon. Występują w warszawskich klubach, a raczej w ich piwnicach. Teraz warszawscy stand-upperzy postanowili wesprzeć chorego kolegę. - Akcja zupełnie spontaniczna, możemy to pomagamy - mówią w rozmowie z TOK FM.
Najpierw był występ, potem aukcja. Zanim na scenę weszli profesjonaliści, każdy mógł rozgrzać publiczność swoimi tekstami. Na czym to polega? To proste - wchodzisz na scenę i żartujesz. Z czego? Z wszystkiego. - Zasada jest jedna, nie ma tematów, z których nie można śmiać się, nie ma tabu - mówi Bartek, jeden z organizatorów. - Powinno być błyskotliwie - dodaje.

"Pełen spontan, jesteśmy zaskoczeni"

- Nasz kolega Michał choruje od dwóch lat. Ostatnią operację, kolejną już, miał pół roku temu. Miesiąc po niej okazało się, że ma nowotwór przy kręgosłupie, który uciska rdzeń kręgowy - mówi Bartek. - Sparaliżowało go od pasa w dół. Jedyna klinika, która zgodziła się, by mu pomóc, jest w Niemczech. Na operację potrzeba kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych - wyjaśnia, skąd wzięła się akcja charytatywna.

- Nikogo nie musieliśmy przekonywać. To było dla nas oczywiste, że pomożemy tak, jak umiemy najlepiej, czyli żartując. Aukcja to już pomysł jednego z fanów. Zorganizowaliśmy ją po występie. Sprzedaliśmy między innymi kurtkę, piłkę do futbolu, a pewna dziewczyna wylicytowała nawet kolację z jednym z komików - opowiada Bartek uśmiechając się. - Ludziom się podobało, zaczęli nawet spontanicznie dorzucać swoje fanty do sprzedania - dodaje. Ktoś na przykład postanowił wystawić na sprzedaż roczne zajęcia w szkole Muai Thai (boksu tajskiego). - Cały występ nagraliśmy Michałowi i damy mu, jak zmontujemy. Nie spodziewaliśmy się, że to wszystko będzie miało aż tak pozytywny odbiór. Obawialiśmy się, że ktoś powie, że gramy ludziom na emocjach - tłumaczy młody komik.

Nasi stand-upperzy zmęczeni dowcipami o babie i sołtysie

Bartek ma 25 lat i studiuje. Razem z kolegami stworzył grupę, która nazywa się "Stand up Polska". - Spotkaliśmy się w różnych okolicznościach. Niektórzy znali się już długo, inni dołączyli do grupy zupełnie przypadkiem. Ja byłem barmanem w knajpie i okazało się, że byłem nim w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie - mówi Antek, główny organizator występu, który prowadzi firmę zrzeszającą młodych stand-upperów. Ich celem jest zbudowanie porządnej sceny tego typu rozrywki w Polsce.

- Jesteśmy zmęczeni kabaretami, które non stop maglują dowcipy o babie, sołtysie i lekarzu - mówi Antek. - Chcemy się odciąć od ogólnych gustów - dodaje Bartek.

Stand-up - moda przyszła z Ameryki

Obaj mężczyźni od dziecka fascynowali się zagranicznymi komikami. Według nich wyznacznikami standardu są Amerykanie. Tam historia stand-upów jest już długa. Anglicy uważają, że tradycja zaczęła się u nich w XVIII wieku. Nie zgadzają się z tym mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, którzy początki tego typu rozrywki przypisują XIX-wiecznemu wodewilowi. Tzw. "One man show" opiera się przede wszystkim na kontakcie z publicznością, improwizacji i charyzmie wykonawcy. - To nie jest dokładnie to samo co kabaret. To bardziej performance. Występ odbywa się bez choreografii, scenografii, czy atrybutów - tłumaczy Antek. - To niesamowita frajda wyjść na scenę z czymś nowym i dziwnym, a ludzie się później z tego śmieją - mówi Bartek. - Najlepiej jest jak podejdę do sprawy w ambitny sposób i odbiorcom to odpowiada - dodaje.

Żarty nie do kotleta

- Ja mam taki obraz przed oczami, że teraz większość ludzi, którzy lubią kabarety to osoby, które wracają do domu z pracy włączają telewizję i oglądają programy rozrywkowe jedząc obiad. Bawi ich to samo - mówi Antek. - My chcemy to zmienić. Polacy lubią się śmiać i to z wszystkiego, tylko trzeba wiedzieć jak im te żarty opowiadać - tłumaczy Bartek. - Najtrudniejszy temat to religia. - zaznacza Antek, który uważa, że stereotypy, choroby i zboczenia to najbardziej chodliwe wśród publiczności tematy. Młody komik w swoich wystąpieniach najczęściej śmieje się sam z siebie. - W życiu nie myślałem, że wyjdę na scenę. Za pierwszym razem nikogo moje żarty nie bawiły, ale już wtedy wiedziałem, że to jest to - opowiada o swoich początkach Antek, który z wykształcenia jest psychologiem.

Zobacz występ jednego z członków grupy "Stand up Polska":


Z kobietami jest ciężko

- Mamy między innymi: teatrologa, kulturoznawcę, przyszłego prawnika, trochę językoznawców. To stały skład. Przed nami natomiast często występują naprawdę ciekawi ludzie. Wśród nich są: "najbardziej wrażliwy i inteligentny dresiarz na świecie", Mongoł mieszkający od pięciu lat w Polsce - wylicza Antek.

W grupie komików jest też Waldek, znany mim, który występował kiedyś w Chinach przed wielomilionową publicznością. - Ten człowiek zjeździł pół świata, a do tego był pierwszym Ronaldem Mc'Donaldsem (klaun promujący sieć barów Mc'Donalds - red.) w Polsce - opowiada Antek. - On jest od nas starszy, ale żartuje jak my. To niesamowite, kiedyś po prostu zapisał się na występ i tak z nami został - dodaje.

Na liście występujących nie ma z kolei żadnych kobiet. - Namawiałem dwie koleżanki, ale one się krepują. Myślę, że to ma związek z prostą socjobiologią. Mężczyźni zwracają takimi występami uwagę kobiet. Dziewczynom wystarczy spódniczka mini. Chociaż mi te występy niestety nie pomagają w bliższym poznawaniu płci pięknej - żartuje Antek.

"Lubię, jak ludzie się śmieją"

- Idea budowania sceny stand-upowej w Polsce była bardzo pociągająca - mówi Bartek. - To jest doskonała zabawa, poligon doświadczalny. Chociaż ja to zawsze chciałem zrobić jakiś film - dodaje.

- To wszystko rodzi się w bólach, ale jestem dobrej myśli. Jeśli komuś to pomoże zmienić światopogląd to gratuluję. Ja po prostu lubię, jak ludzie się śmieją - wyjaśnia Antek.

DOSTĘP PREMIUM