"Niepokonani" Petera Weira już w kinach, czyli Indiana Jones ucieka z łagru

Piękne plenery, plejada hollywoodzkich aktorów i mieszane opinie krytyków. Dziś do kin wszedł film Petera Weira "Niepokonani".
Najnowsza produkcja twórcy "Truman Show" i "Pikniku pod Wiszącą Skałą" w Polsce wzbudziła sporo zainteresowania jeszcze długo przed premierą. Nic dziwnego: głównym bohaterem historii o ucieczce z sowieckiego obozu jest jeden z polskich oficerów. To on kieruje grupką więźniów przez Syberię, pustynię Gobi, Tybet i Himalaje do Indii. Są świetne zdjęcia, zapierające dech w piersiach plenery i hollywoodzki gwiazdozbiór: Colin Farrell, Ed Harris, Jim Sturgess.

Przy okazji premiery do Polski przyjechał sam reżyser. Wczoraj Weir gościł w Warszawie, w sobotę będzie głównym bohaterem projekcji filmu na festiwalu kina niezależnego Off Plus Camera, gdzie będzie mu towarzyszyć prezydent Bronisław Komorowski.

Hollywoodzka nadzieja i marsz ku wolności

- Prof. Maryla Hopfinger policzyła kiedyś, że do końca lat 70. prawie 3/4 polskich filmów było poświęconych II wojnie światowej. Potem było tych filmów mniej i zaczęły się pojawiać filmy komediowe w stylu "Jak rozpętałem II wojnę światową" - opowiada profesor i medioznawca Wiesław Godzic. - Dziś mamy sytuację odwrotną: pojawiają się filmy sensacyjne, przygodowe, które dzieją się w bardzo atrakcyjnych miejscach. Nareszcie otrząsnęliśmy się z jednego wzorca ukazywania cierpienia wojennego. U Weira niczym u "Indiany Jonesa" czy w amerykańskim westernie jest i nadzieja, i ten symboliczny marsz ku wolności.

Głównym bohaterem "Niepokonanych" jest Janusz, polski oficer kierujący ucieczką do Indii. W tej roli Jim Sturgess, znany m.in. z głośnego musicalu "Across the Universe" powstałym na bazie piosenek Beatlesów. Jego bohater w "Niepokonanych" to zdaniem Wojciecha Orlińskiego "ucieleśnienie najpiękniejszych cech", jakie chcielibyśmy zobaczyć w naszym rodaku. "Janusz jest odważny, honorowy, zaradny i inteligentny. A do tego przystojny jak polski hydraulik z autoironicznej reklamy Polskiej Organizacji Turystyczne - pisze Orliński.



Piękne plenery, ale bez emocji

Co na temat najnowszego dzieła australijskiego reżysera uważają krytycy? Tutaj opinie są podzielone. Janusz Wróblewski w "Polityce" określa "Niepokonanych" pozycją wybitną, choć "niesłychanie prostą, dla niektórych widzów może nawet zbyt prostą, bo operują hollywoodzkim schematem sensacyjnego dramatu o wielkiej ucieczce (choć film oparty jest na faktach)".

Suchej nitki na amerykańsko-polskiej produkcji nie zostawia Piotr Czerkawski w serwisie Stopklatka.pl: "Peter Weir przegrał tę walkę. [...] Fabuła jest prosta, klarowana i przewidywalna od pierwszej do ostatniej sceny. Film zawodzi nawet, gdy odrze się go z kontekstu historyczno-politycznego. [...] Pojawiają się krew, pot i łzy. Na twarzach znanych z plotkarskich portali gwiazdorów prezentują się jednak cokolwiek zaskakująco. Nie sposób w nie uwierzyć. Spokojnie, to tylko make-up".

Podobny zarzut pod adresem filmu kieruje Paweł Mossakowski z "Gazety Wyborczej". Jego zdaniem filmowi brakuje ludzkiego wymiaru konfliktu. "Najlepsze są w sumie wspaniałe panoramiczne zdjęcia - i jest to komplement, który określa skalę mojego rozczarowania. Nie przypuszczałem, że w filmie takiego mistrza jak Weir, opowiadającego o ucieczce ze stalinowskiego łagru, będę chwalić krajobrazy".

"Niepokonani" jak Małysz i Kubica

Niezależnie od recenzji filmu, prof. Godzic nie ma wątpliwości, że do kas po bilety ustawią się kolejki: - Ten film jest nam tak potrzebny, jak Małysz czy Kubica. Jest jak hasło "Polak potrafi", tylko w odświeżonej formie. To nie jest tylko cecha polska, ale Polakom szczególnie potrzebna, bo jako naród dostaliśmy dużo złego od historii. Ta polskość w hollywoodzkim wydaniu jest czynnikiem bardzo wzmacniającym nasze zainteresowanie tym filmem - mówi.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
"Niepokonani" Petera Weira już w kinach, czyli Indiana Jones ucieka z łagru
Zaloguj się
  • rt-z

    0

    Ruskiego nie było w książce... No, ale Rusek musi być, bo to nakazuje poprawność. I ten Rusek woli Rosję (nicość - jest złodziejem), bo on jest u siebie.
    Koniec. - co on ma robić w wolnym świecie? - Umrzeć?

  • jerzy.n19

    0

    Muszę uzupełnić. Jest jedna okoliczność, która każe podchodzić ostrożnie także do podanych przeze mnie rewelacji.
    Wiadomości zostały zaczerpnięte z portali i stron, którym bliski jest spiskowy obraz katastrofy smoleńskiej, jak i niepodważalne prawdy zaczerpnięte z objawień, a więc na pewno są prawdziwe.
    Chyba, że ktoś stoi tam, gdzie... - no, wiecie.

  • jerzy.n19

    0

    Filmu jeszcze nie oglądałem, a już drażni mnie określenie "oparty na faktach", bowiem:
    - nie tyle na faktach, co na opowiadaniach
    - człowieka, który najprawdopodobniej zasłyszał coś od kogoś,
    - kto w czymś takim, lub podobnym brał udział,
    - a następnie opowiadał, jak o swoich przeżyciach.
    Gliński, Rusiecki, Rawicz - słyszymy tylko o tym ostatnim nazwisku, podczas gdy pierwsze jest tego pierwszego, drugie drugiego, lecz prawdziwe, tylko ten ostatni wziął się w pewnym czasie znikąd. I tak to podobno było z tymi faktami...

  • 1410_tenrok

    0

    napisałem o tzw. recenzji niejakiego czerkawskiego i co...... i kasacja. FEeee. Czerkawski opowiadał o tym filmie kompletne idiotyzmy, wiem ponieważ już film oglądałem. No, ale wiadomo, recenzent, to recenzent, a nie jakiś tak sobie ktoś!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX