Nie śpiewasz po polsku? To nie puszczą cię w radiu

Nowelizacja w ustawie medialnej dyskryminuje polskich artystów - twierdzą przedstawiciele branży muzycznej. I kierują petycję do prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pod dokumentem podpisało się już 10 tys. osób. Domagają się, żeby w terminie ?polska muzyka? mieścili się również ci artyści, którzy nie śpiewają po polsku.
Chodzi o wpis do ustawy, który uściśla procentową gwarancję promowania polskiej muzyki w radiu. Sprawa była poruszana przez gwiazdy polskiej estrady - m.in. Marylę Rodowicz, Katarzynę Nosowską i Muńka Staszczyka. Artyści domagali się większej obecności polskiej muzyki w mediach. Poparli ich szefowie ZAiKS-u, ZPAV-u, STOART-u oraz dużych koncernów płytowych (m.in. Universalu, Sony, Warnera i EMI).

Do nowelizacji dotychczasowej ustawy o radiofonii i telewizji ostatecznie doprowadziła nie społeczna dyskusja, ale dyrektywy unijne. Istotna zmiana zatwierdzona przez prezydenta Bronisława Komorowskiego dotyczy nie tylko ilości emisji polskiej muzyki w radiu, ale również czasu jej nadawania.

Na czym polega różnica? Dotychczas wiele stacji radiowych emitowało polską muzykę w nocy, co w praktyce oznaczało, że i tak nikt jej nie słuchał. Teraz w życie wszedł zapis głoszący, że 33 proc. miesięcznego czasu nadawania (do tej pory było to 33 proc. kwartalnie) zajmować muszą w programach radiowych "utwory słowno-muzyczne wykonywane w języku polskim". Istotna zmiana dotyczy czasu emisji - 60 proc. ma być nadawane w godzinach najwyższej słuchalności, a więc od 5 do 24. Nowelizacja wspiera też debiutantów, bo ich utwory na antenie mają być liczone podwójnie.

"Ten zapis to koń trojański"

Nowy zapis błyskawicznie podzielił branżę muzyczną. Sprzeciwiają jej się szczególnie wykonawcy reprezentujący scenę klubową. Krzysztof Nolbert, producent i jeden ze współautorów internetowej petycji uważa, że jako artysta został ograniczony.

- To tak jakby malarz został nagle zmuszony do tego, żeby korzystać tylko z jednej palety kolorów, bo inaczej nie zostanie wystawiony w galerii - twierdzi. - Podobny zapis funkcjonuje we Francji, gdzie dziś jest nazywany koniem trojańskim, bo żeby osiągnąć sukces zagranicą, Francuzi najpierw muszą wskoczyć na pierwsze miejsce listy przebojów w swoim kraju. Wtedy jednak muszą śpiewać po francusku, a to znaczy, że nie są zrozumiali dla obcokrajowców - dodaje.

Petycję dotychczas podpisało 10 tys. osób. Wśród nich popularny producent muzyczny Robert M i założyciel wytwórni My Music Remigiusz Łupicki. Jak podkreślają jej autorzy, chodzi o jeden zapis: żeby zwolnić artystów od obowiązku śpiewania w języku polskim.

Ustawa ma chronić język, nie muzykę

Tymczasem Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego tłumaczy, że nowelizacja wiąże się z ustawą o ochronie języka polskiego, dlatego promuje wykonawców śpiewających tylko po polsku. "Zarówno sama Dyrektywa 2010/13/UE o audiowizualnych usługach medialnych, jak i polityka różnorodności kulturowej i językowej państw członkowskich ma na celu ochronę i promocję twórczości w językach narodowych i jest jedną z naczelnych zasad w Unii Europejskiej zapisaną w Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej" - czytamy w e-mailu z ministerstwa.

A co z utworami instrumentalnymi polskich artystów - np. utworami Chopina czy jazzem? Te też nie mieszczą się w ustawie, bo "zamiarem zapisu jest ochrona języka polskiego, a nie polskiej twórczości samej w sobie".

Krzysztof Nolbert: - Ta sytuacja już doprowadza do absurdów. Jeden z moich singli w badaniach został dobrze przyjęty przez stacje radiowe, ale żeby rozgłośnie miały podkładkę, zostałem poproszony o dopisanie jednej zwrotki w języki polskim.

Artyści mają prawo czuć się dyskryminowani

Problem był już poruszany przez dziennikarzy muzycznych. Zdaniem niektórych, nowelizacja marginalizuje tych, którzy liczą na międzynarodowy sukces, więc z premedytacją piszą teksty po angielsku. I robią to znacznie lepiej niż ich koledzy po fachu w języku polskim. Tych jest całkiem sporo - m.in. Baaba Kulka, Paula i Karol, Julia Marcel czy nagrywająca od kilku lat w Wielkiej Brytanii Pati Yang. "Osobiście mi to nie przeszkadza. Też uważam, że dobrze, gdy artysta śpiewa w języku ojczystym" - komentował Robert Sankowski w "Gazecie Wyborczej". - "To tworzy silniejszą więź z publicznością, poza tym zmusza do większej kreatywności - przecież cała masa rodzimych wykonawców śpiewających po angielsku często ukrywa w ten sposób banał i pustosłowie. Jednak trafiają się i twórcy wybitni, czasem ciekawsi niż ci śpiewający po polsku. Mają prawo czuć się dyskryminowani" - pisze Sankowski.

Nowy przepis może nieść za sobą też inne konsekwencje - zupełnie nieprzewidziane w ustawie. "To strzał w kolano, bo polska muzyka nie musi oznaczać muzyki dobrej. Te 33% może być zapełnione przez Dodę, Wilki, Feel czy co tam jeszcze. I nic się nie zmieni" - podsumował na forum jeden z internautów.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Nie śpiewasz po polsku? To nie puszczą cię w radiu
Zaloguj się
  • atleista

    Oceniono 2 razy 2

    Co za różnica... Rozgłośnie grają nie to co dobre, ale to za co im dobrze płacą wytwórnie płytowe. Dlatego każda stacja ma jakąś określoną grupę "gwiazd", które lecą u nich (i często tylko u nich) na okrągło. Nieważne jaki poziom ci "artyści" prezentują, porządna kasa wszystko zrekompensuje.

  • zuber30

    Oceniono 1 raz 1

    Galop, Co ty mi dasz, Mrata Bizon / Groszki i roze( YOU TUBE) dowodza ze JET TO MOZLIWE. Jezyk POLSKI jest "MUZYCZNY". GDZIE LEZY WINA??

  • xkefasx

    0

    atleista pisze prawdę. Jest dużo dobrej polskiej muzyki tylko większość ludzi nie ma okazji jej nigdzie usłyszeć. Apropos ustawy to sam jestem wewnętrznie rozdarty. Zobaczymy jak będzie.

  • wilcy

    Oceniono 4 razy 0

    Nie dość, ze radia graja koszmarna nędze to jeszcze polska "muzyka" jest tak beznadziejna, ze nawet te radia nie chcą jej grac. Trzeba to wymuszać ustawami. Artystom się marzy powrót Ludowej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX