Zakaz oświadczeń, Twittera i podróży. Inaczej Ai WeiWei nie wyjdzie z domu

Roczny zakaz wyjazdów poza Pekin, żadnych rozmów z prasą i publikowania postów na Twitterze - to niektóre z warunków władz, na które musi zgodzić się Ai WeiWei, by mógł swobodnie poruszać się po mieście.
Niepokorny i krytykujący reżim artysta przebywał w areszcie ponad dwa miesiące. Wczoraj wrócił do domu - władze uzasadniły to jego stanem zdrowia i "dobrą postawą". O warunkach, jakie dysydent musi spełnić, by opuścić dom, poinformowała Agencję Reutera rodzina artysty.

- Ai przez rok nie będzie mógł publikować niczego na Twitterze i udzielać wywiadów. To dwa kluczowe warunki, jakie musi spełnić, by zwolnili go z aresztu domowego - mówi osoba z rodziny artysty.

W zamian za ich spełnienie Ai WeiWei będzie mógł poruszać się po Pekinie, jednak "jeśli tylko zechce opuścić miasto, będzie musiał to zgłaszać".

Ai Weiwei, który od lat krytykuje władze Chin, został zatrzymany na początku kwietnia, gdy próbował opuścić kraj samolotem. Wywołało to ostre protesty w krajach zachodnich oraz w zagranicznych środowiskach artystycznych.

Według rodziny faktycznym powodem zatrzymania była działalność artysty na rzecz praw człowieka i krytyka władz. 53-letni Ai Weiwei naraził się władzy, nazywając chińskich przywódców "gangsterami". Jest także obrońcą praw człowieka. Prowadził kampanię społeczną, która miała zmusić władze do opublikowania pełnej liczby ofiar trzęsienia ziemi w Syczuanie w 2008 roku.

Ai jest m.in. współtwórcą narodowego stadionu w Pekinie, zwanego Ptasim Gniazdem.

DOSTĘP PREMIUM