"Dziennikarstwo stanęło na głowie". Lucian Perkins w rozmowie z Łasiczką

- Fotografia zmieniła się dramatycznie. Dziennikarstwo też stanęło na głowie. 10, 15 lat temu wielkie gazety nie przejmowały się budżetami - mówi w rozmowie z Cezarym Łasiczką Lucian Perkins, fotograf związany m.in. z "Washington Post", laureat wielu nagród. - By zaistnieć jako fotograf, potrzebna jest przede wszystkim pasja. W obecnych czasach jest to o wiele ważniejsze niż kiedyś. Dziś jest dużo trudniej - dodaje.
Lucian Perkins - fotograf, pracuje dla amerykańskiego dziennika "Washington Post". Fotografował m.in. konflikty Afganistanie, Kosowie i wojnę w Zatoce Perskiej. Był przewodniczącym jury tegorocznego konkursu Grand Press Photo>>

Cezary Łasiczka: Uważasz się za ostatniego Mohikanina? Patrzysz na fotografię jak na rodzaj sztuki, nie skupiasz się tylko na dokumentowaniu życia bogatych i sławnych. To coraz rzadsze.

Lucian Perkins: Tak bym raczej nie pomyślał... ale rzeczywiście fotografia zmienia się w tych czasach dramatycznie. Zaletą mojej pracy w "The Washington Post" było to, że przypadła ona na okres - nazwijmy to - szczytu dziennikarstwa i fotografii. Dziesięć, piętnaście lat temu takie gazety miały dużo więcej pieniędzy. Nie przejmowano się budżetami. Redakcja wysyłała mnie praktycznie wszędzie i nikt się nie zastanawiał nad kosztami.

Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Dziennikarstwo i wszystko, co z nim związane, jakby stanęło na głowie. W czasach, gdy pracowałem dla "The Washington Post", tego typu dziennik miał około miliona czytelników. Obecny nakład drukowany wynosi jedynie 600 tys. egzemplarzy. Dużo więcej odbiorców ma wersja on-line gazety: przyciąga miliony. Tylko że przynosi jedynie ok. 20 proc. dochodów. Chodzi więc o mechanizm, dzięki któremu media drukowane mogłyby przetrwać.

Tylko czy na stronę internetową gazety rzeczywiście potrzeba tak wspaniałych zdjęć fotoreporterskich, które zdobywają nagrody na całym świecie?

Gazety takie jak "The Washingot Post" czy "The New York Times" wciąż przyciągają wielu czytelników właśnie ze względu na jakość materiałów, jakie im oferują. W tym także fotografii, no a dziś są to również multimedia. Lecz internet nie przynosi jeszcze dostatecznych zysków, by pokryć koszty wydawania gazety, nie tylko te związane z nowymi technologiami. - Dlatego na wydaniu drukowanym gazety opiera się wciąż biznes prasowy - papierowa wersja daje przychody, z których można opłacić dziennikarzy i fotoreporterów dostarczających materiały z całego świata.

Jaki wpływ te zmiany miały na twoją karierę? Myślę o tym, że kiedyś gazeta wysłałaby cię praktycznie wszędzie, a teraz pomyśli dwa razy, zanim to zrobi. Czy teraz szukasz tematów głównie na terenie Stanów Zjednoczonych?

Staram się poszerzać swój repertuar. Zajmuję się już nie tylko fotografią, zacząłem nagrywać materiały dokumentalne, zająłem się multimediami. Robię prezentacje wideo. Zdobywam nowe umiejętności i chcę mieć wpływ na to, jak wyprodukować cały materiał. To mnie ekscytuje. Oczywiście, jest to możliwe tylko dzięki rozwojowi technologii. Bo jakieś 20-30 lat temu wyprodukowanie filmu dokumentalnego kosztowałoby mnie setki tysięcy dolarów. A dziś mogę to zrobić na własnym komputerze. Wystarczy mi do tego mój aparat fotograficzny, potrafię już sam dokonać edycji materiału, zmontować go w komputerze i w ten sposób stworzyć dobry, skończony materiał dokumentalny, którego nie powstydziłby się profesjonalista.

Tak więc moja praca stała się bardziej różnorodna. To już nie tylko fotografia, ale też film. Przygotowuję programy i prezentacje multimedialne na potrzeby różnych stron internetowych.

Kiedy pracujesz nad materiałem dokumentalnym, masz czas, żeby wszystko przemyśleć, masz konkretny budżet - możesz wszystko zaplanować. Natomiast robiąc pojedyncze zdjęcie, które ma być inne od tego miliona zwykłych zdjęć, nie masz czasu na myślenie - w tym wypadku liczy się reakcja. Zastanawiasz się w takich sytuacjach nad tymi wszystkimi aspektami, jak głębia obrazu czy ostrość?

Dla "The Washington Post" pracowałem przez 27 lat - fotografowanie jest dla mnie jak jazda na rowerze. Podchodzę do tego tak intuicyjnie, że mógłbym chyba robić zdjęcia przez sen. Jednak od kiedy zacząłem kręcić materiały dokumentalne, ciągle uczę się czegoś nowego, na przykład, jak montować filmy. Kiedy przygotowywałem materiał filmowy dla anglojęzycznego wydania Al-Dżaziry, męczyłem się strasznie nad montażem. W końcu przyszła profesjonalistka. Usiadła, pocięła - i ciągu 30 minut zrobiła to, co mnie zajęłoby tydzień. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie będę miał umiejętności osoby, która robi to od 20 lat. Tu w radiu masz dźwiękowca, który od lat pracuje w rozgłośni, wie na czym polega praca z dźwiękiem - i ja nigdy nie będę wiedział tyle, co on. Doskonale rozumiem swoje ograniczenia w innych dziedzinach i wiem, że to, co robię najlepiej, to fotografowanie.

Patrząc na twoje fotografie, widzę na nich wiele uczuć, emocji. Widzę łzy, strach, radość, ale też bardzo dużo śmierci. W jaki sposób udaje ci się to wszystko znieść - jako fotograf jesteś też artystą, czyli osobą bardzo wrażliwą na zmieniający się świat. Jak radzisz sobie w tak wielką amplitudą uczuć: śmiercią, miłością, radością, smutkiem, bólem, tragedią?

Fotografia ma właśnie tę przewagę nad innymi środkami wyrazu, że pokazuje konkretny, uchwycony moment. Zdradza coś na temat fotografowanej osoby. To na zdjęciu widać, że ktoś kogoś kocha, widać czyjś strach, widać czyjąś radość. Fotografia jest swego rodzaju mostem. Mostem zbliżającym nas do ludzi w innych krajach, a może nawet do ludzi w naszym własnym otoczeniu - do ludzi, o których nic nie wiemy. Dzięki fotografii możemy ich poznać. Tak to odczuwam. I jeśli miałbym jakąś misję do spełnienia jako fotograf, byłoby to właśnie uchwycenie tych momentów. W ten sposób możemy zbudować mosty i łączyć kraje, kultury i ludzi na całym świecie. Patrzymy na kogoś, z kim prawdopodobnie nic nas nie łączy i nagle widzimy, że prawdopodobnie on czuje to samo, co my. Fotografia staje się krokiem naprzód we wzajemnym zrozumieniu.

Dzięki tobie mogę zobaczyć te uczucia. Jednak będąc tam miejscu, oprócz uczuć widziałeś też, co się wokół działo. To mogła być jakaś tragedia, wojna, rewolucja, powstanie.. - jesteś w samym środku i musisz się skoncentrować na tym, co chcesz uwiecznić, a równocześnie być jakoś na zewnątrz tej sceny. Musisz w pewien sposób odciąć się od tego, co się dzieje. Być świadkiem, a równocześnie nie brać w tym, co fotografujesz, udziału.

Czasami jest się tak skoncentrowanym na robieniu zdjęć, że nie zauważa się, jak niebezpieczna może być ta sytuacja; co się wokół ciebie dzieje. Zdarza mi się, że gdy robię komuś zdjęcie, to nawet nie słyszę, co ta osoba mówi. Trzeba znaleźć w tym równowagę, zwłaszcza, jeżeli jest się w niebezpiecznym miejscu. W pewnym sensie masz rację, mówiąc o mocnych stronach i ograniczeniach fotografii - bo zdjęcie pokazuje tylko tę jedną sekundę, jeden jedyny moment; widz nie wie, co się stało przed chwilą ani nie wie, co stało się później. Nie ma świadomości, co tak naprawdę działo się wokół fotografa - i jest w tym jakieś piękno.

Teraz, gdy robię filmy dokumentalne, interesujące dla mnie jest to, że mogę usiąść i porozmawiać z ludźmi, przeprowadzić z nimi wywiad. Rozmowy z ludźmi, których fotografuję, są naprawdę ogromną przyjemnością. Czuję wtedy, że poznaję ich lepiej. Kiedy rozmawiam z ludźmi i jednocześnie ich fotografuję, mam wrażenie, jakby opowiadał pełniejszą historię.

Kiedy pracujesz jako fotograf, jeżdżąc po całym świecie, kim - twoim zdaniem - jesteś dla tych fotografowanych ludzi? Intruzem? Kimś obcym? Przyjacielem? Wrogiem? Jak się czujesz?

Wszystko zależy od tego, jak się zaprezentuję. Jeśli dam się poznać jako osoba zainteresowana tymi, których będę fotografować - przełoży się to na moje kontakty z nimi. Bardzo rzadko miałem problem z tym, że ktoś się obraził za zrobienie mu zdjęcie. czywiście, są różne sytuacje, na przykład ostatniej jesieni byłem w Sudanie - tam jeśli po prostu idziesz ulicą i fotografujesz, ludzie robią się podejrzliwi. Nie wiedzą, czemu to robisz. Podejrzewają, że może jesteś szpiegiem czy kimś w tym rodzaju.

Lecz jeśli odwiedzisz ich w ich domach, jeśli spędzisz z nimi trochę czasu, otwierają się i wtedy możesz robić zdjęcia, jakie tylko zapragniesz. Otworzą się na ciebie, ponieważ zobaczą, że naprawdę interesujesz się nimi i ich życiem. Pracując jako fotograf jedyne, co musisz zrobić, to pokazać, że interesujesz się swoimi bohaterami. Że naprawdę jesteś ciekawy ich życia i chcesz opowiedzieć innym ich historię. Wtedy rzadko się zdarzy, że cię nie zaproszą.

Czy masz swoje ulubione zdjęcie?

Nie, nie mam

Pewnie jest takich z 10 tysięcy?

Jeśli chodzi o to, co pamiętam, to dla mnie bardziej liczą się moje doświadczenia niż same zdjęcia.

OK. Więc jakie to są doświadczenia? Weźmy dwie krańcowe sytuacje: ta najbardziej niebezpieczna i ta najbardziej radosna.

Jak już mówiłem, w zeszłym roku odwiedziłem Sudan. Spotkałem tam kobietę, która była zwykłą pokojówką, pracowała w hotelu. Miała na twarzy ogromną bliznę. Ktoś mi powiedział, że przeszła w życiu bardzo dużo, że jej historia jest straszna. Gdy była mała, jej rodzice postanowili uciec wraz z całą rodziną z Sudanu, udali się do Ugandy. Zostali jednak złapani przez Armię Bożego Oporu. Ona miała wtedy osiem lat - widziała, jak zamordowano właściwie na jej oczach jej matkę i siostrę. Udawała martwą i tylko dlatego zostawiono ją w spokoju. Gdy żołnierze odeszli, wzięła dwójkę maleńkich dzieci swojej siostry i przez dwa dni razem uciekali. Cała była pokryta krwią.

Kiedy ją fotografowałem, miała wspaniały uśmiech. Nie znam nikogo o tak pięknym uśmiechu. Spędziłem z nią jeden dzień. Fotografowałem ją, by pokazać, jak mimo tego, co przeszła, potrafi żyć z godnością i wdziękiem większymi niż jakakolwiek znana mi osoba. Bo w moim przypadku, niezależnie od tego, czy fotografuję wydarzenia wojenne czy jakąś scenę w zaciszu domowym, zawsze chodzi o to samo. Spotykam ludzi, którzy są niesamowici. I sprawiają, że jestem podekscytowany faktem, że mogę opowiedzieć ich historię. Na świecie jest tylu ludzi, których jeszcze nie znam, a którzy mają niesamowite historie do opowiedzenia.

Przyjechałeś do Polski jako członek jury Grand Press Foto, ale wiem że z Polską łącza cię także inne więzy. O ile się orientuję, poprzez swojego brata. No i coś łączy cię także z największym Polakiem wszech czasów, czyli Janem Pawłem II.

Ciekawe, skąd się tego dowiedziałeś?

Kiedy zaczynałem pracować dla "The Washington Post" w 1979 roku - to pokazuje, jaki jestem już stary! - był to akurat rok, w którym papież przyleciał po raz pierwszy do Ameryki. To było niesamowite doświadczenie. Do Waszyngtonu przyjechały setki tysięcy ludzi, żeby zobaczyć papieża. Miałem wtedy okazję fotografować Ojca Świętego - byłem od niego w takiej odległości jak teraz jestem od ciebie, mniej więcej na jeden metr. Zrobiłem mu kilka zdjęć.

A tuż przed śmiercią Jana Pawła II "The Washington Post" wysłał mnie do Rzymu. Przyjechałem tam akurat w dniu śmierci Ojca Świętego. Spędziłem w Rzymie cały tydzień, ponieważ pogrzeb był jakieś 8 czy 9 dni później. To było jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń mojego życia. Ten pobyt w Rzymie, ten tydzień . tam przyjechały setki tysięcy ludzi z całego świata i setki tysięcy ludzi z Polski.

Ja też tam byłem.

Zatem wiesz, jak to wyglądało. Jaka to była magiczna chwila. Z jednej strony czuło się tę powagę sytuacji, ponieważ papież odszedł, ale z drugiej - atmosfera była niesamowita. W powietrzu czuć było pasję i miłość. To było elektryzujące.

Fotografowałem po 14-15 godzin dziennie. Po prostu chodziłem ulicami i robiłem zdjęcia. Tysiące ludzi w kolejce, żeby zobaczyć ciało... Często spędzających noc na ulicy, na chodnikach, żeby być w tej kolejce. To było niesamowite. No i oczywiście włoskie jedzenie, cappuccino Tak przy okazji: jestem w Polsce od trzech dni i gościnność jest tu po prostu niesamowita. Jadłem wspaniałe rzeczy. Jedzenie jest po prostu świetne.

Świetne polskie jedzenie? Główna przyczyna otyłości.

Prawdopodobnie zapraszano mnie więc do najlepszych restauracji, ale naprawdę jedzenie, które nam tam serwowano, było przepyszne.

Co jest najważniejsze dla fotografa klasy światowej? Gdybyś miał poradzić komuś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę i chce zostać zawodowym, doskonałym fotografem - co byś radził? Dobry warsztat to jedno, bo trzeba mieć pewne umiejętności. Lecz to chyba coś więcej niż tylko umiejętności?

To tak naprawdę połączenie kilku rzeczy. Istnieją różne rodzaje fotografii, lecz dla mnie fotografowanie znaczy opowiadanie pewnej historii, dokumentowanie. Jest to też, rzecz jasna, sztuka uchwycenia chwili.

Oczywiście, trzeba mieć odpowiednie umiejętności, trzeba się wiele nauczyć o fotografii - ale trzeba też mieć coś, na czym ci zależy. Coś, co jest ważne dla ciebie osobiście - i to fotografuj. Opowiadaj własną historię, bo to wyróżni cię spośród tysięcy innych fotografów. Na tym tak naprawdę polega tajemnica - bo dziś przecież każdy jest fotografem, wszyscy mają aparaty. Musisz się więc wyróżnić poprzez swój styl, styl swoich fotografii. A także poprzez pokazywanie historii, które są ważne dla ciebie. Jeśli będziesz je opowiadać, twoja pasja przełoży się na zdjęcia i dotrze do odbiorcy.

Tak więc na przykład jeśli kochasz swojego kota - rób zdjęcia swojemu kotu, ponieważ istnieją tysiące osób kochających koty. Naprawdę, nie trzeba od razu opowiadać wielkich historii - to może być cokolwiek. By zaistnieć w świecie jako fotograf, potrzebna jest przede wszystkim pasja, która sprawi, że dany fotograf będzie się wyróżniał wśród tysięcy innych. To właściwie dotyczy każdego zawodu, lecz w obecnych czasach jest to o wiele ważniejsze niż kiedyś. Kiedy zaczynałem fotografować 30 lat temu, myślałem, że jestem w trudnej sytuacji - wszyscy wtedy opowiadali, jak trudno jest przeżyć, robiąc zdjęcia. Dziś jednak myślę, że teraz jest to jeszcze trudniejsze. Tak więc trzeba pracować jeszcze ciężej.

Jeśli kochasz to robić, rób to. I pokaż, co robisz.

DOSTĘP PREMIUM