"Financial Times": Euro będzie procentować jeszcze przez lata. I zostaną nam drogi

Mistrzostwa piłkarskie - choć kosztują gospodarzy wiele - to długofalowa inwestycja. W końcu ruszyły z kopyta inwestycje drogowe, a poprawa infrastruktury może mieć długoletnie zbawienne skutki dla gospodarki Polski i Ukrainy.
"Financial Times" analizuje, czy kosztowne dla obu krajów-gospodarzy Euro (Polska: 25 miliardów dolarów, Ukraina - 13) w ostatecznym rozrachunku się opłaci. Cześć kosztów związana jest z budowami stadionów, ale zdecydowana większość wydatków poszła na nie tyle remont, co budowę nowych dróg i autostrad. "FT" zwraca też uwagę, że Polska garściami czerpała z dofinansowania Unii Europejskiej, a Ukraina musiała radzić sobie sama.

Co nam zostanie po Euro? Drogi

Dziennik pisze o iście średniowiecznych drogach, których stan odstraszał inwestorów i kontrahentów polskich firm (m.in. transportowych i usługowych). Poważni klienci woleli nie narażać się na opóźnienia i współpracować z partnerami z Czech czy Węgier, gdzie infrastruktura jest w o wiele lepszym stanie.

Teraz ma się to zmienić. W 2007 roku w Polsce było 800 km autostrad, teraz jest ich 2 tys. A w 2015 roku sieć dróg szybkiego ruchu ma mieć ok. 3 tys. długości.

Podobnie jest na Ukrainie, gdzie postsowiecka jeszcze sieć dróg w końcu zaczyna wyglądać nowocześnie. Nasz wschodni partner także postawił na budowę lotnisk - w miastach, gdzie są rozgrywane mecze Euro (Kijów, Charków, Lwów, Donieck) działają teraz nowoczesne terminale lotnicze.

Zyski rozciągną się na lata

Zdaniem autorów artykułu Polska i Ukraina mogą na Euro zyskać o wiele więcej niż inni organizatorzy dużych imprez sportowych. Marcin Herra, prezes spółki 2012.pl, odpowiedzialnej za organizację imprezy, Euro może nam dać 2-proc. wzrost PKB. Zyskać mają nie tylko formy transportowe i usługowe, ale też turystyka. Do obu krajów ma przyjechać około miliona ludzi więcej.

Ukraina ma gorzej

I w tej rozgrywce Polska ma fory - chodzi o to, że nasz wizerunek (również biznesowy) jest lepszy. Dla zagranicznych inwestorów jesteśmy lepszym, bardziej wiarygodnym i "cywilizowanym" partnerem. Ukraina jest postrzegana jako kraj przeżarty korupcją, rządzony przez oligarchów i mafijnych bonzów. Korupcja i oszustwa to codzienność przy podpisywaniu intratnych kontraktów na wielomilionowe euroinwestycje.

Cały czas krajowi szkodzi też sprawa Julii Tymoszenko, która wprawdzie była głośniejsza przed imprezą, ale zachodni politycy cały czas uznają ją za symbol zaniku praw obywatelskich na Ukrainie.

"Financial Times": Polska z "doczepki Ukrainy" zamieniła się w silnego zawodnika

DOSTĘP PREMIUM