Spór o Orbána. "Gdybym miał włosy na głowie, to stanęłyby dęba" [EKG]

Victor Orbán to wzór dla polityków PiS, którzy zapowiadają, że po wygranych wyborach będziemy mieli w Warszawie Budapeszt. Eksperci "EKG" przyjrzeli się osiągnięciom węgierskiego premiera. - Moim zdaniem Orbán nie przekroczył tej cienkiej granicy, za którą reputacja polityki gospodarczej drastycznie spada - ocenił dr Jakub Borowski z SGH. - Gdybym miał włosy na głowie, to stanęłyby dęba - ripostował prezes Equity Partners Wojciech Roman, krytyk Orbána.
Victor Orbán od lat jest idolem polskiej prawicy. Zachwytu dla jego osiągnięć nie kryje Prawo i Sprawiedliwość. Węgierski premier pouczał już nawet PiS, jak wygrać wybory.

Eksperci magazynu "EKG" odłożyli politykę na bok i przyjrzeli się ekonomicznej kondycji Węgier.

- Orbán prowadzi bardzo sprytną politykę. Mam wrażenie, że on nie przekroczył tej cienkiej granicy, poza którą reputacja polityki gospodarczej drastycznie spada. Świadczyć o tym może np. to, że w pierwszej połowie roku otwarto na Węgrzech kolejną fabrykę samochodów - mówił dr Jakub Borowski, ekspert rady gospodarczej przy premierze, wykładowca SGH.

Przekracza tylko granicę dobrego smaku?

Według gościa "EKG", wśród najbardziej kontrowersyjnych decyzji węgierskiego premiera są takie, które przynoszą dobre skutki. To np. program pożyczek przygotowany przez bank centralny, który pożycza pieniądze z oprocentowaniem 0 proc. - Te pieniądze banki komercyjne pożyczają firmom z oprocentowaniem na poziomie 2,5 proc. Dzięki temu przedsiębiorcy spłacają zadłużenie, inwestują w środki trwałe. Program okazał się gigantycznym sukcesem - zachwalał ekspert, który przyznał jednak, że czasami Victor Orbán "przekracza granice dobrego smaku", i nie należy do jego ulubieńców.

Z tą diagnozą nie zgadza się Wojciech Roman, prezes Equity Partners. - Nie mogę rozpoznać dobrze znanego dr. Borowskiego, chyba się wybrał w jakąś podróż w czasoprzestrzeni. Bo opowiada rzeczy, od których gdybym miał włosy na głowie, to stanęłyby mi dęba.

Za wszystko zapłacą sami Węgrzy

Zdaniem Romana, efektem polityki gospodarczej rządu Orbána jest pogorszenie reputacji Węgier "w świecie finansów światowych".

- To, że ktoś zbudował montownię samochodów, o niczym nie świadczy. Nie otwierałbym szampana. Powinniśmy się skupić na tym, czy Węgrom żyje się lepiej, czy gorzej. Mam wielu kolegów na Węgrzech i wszyscy jednogłośnie oceniają ten czas jako krok wstecz w rozwoju państwa. Moim zdaniem, kluczowym kryterium jest długa, a nie krótka perspektywa. A skutki wszystkich decyzji Orbána prędzej czy później Węgrzy odczują w kieszeni. Nic za darmo. Jeśli chce się dawać podwyżki np. nauczycielom, to te pieniądze trzeba wyciągnąć z kieszeni obywateli - ocenił.

Nacjonalizm w gospodarce

Aleksander Lesz, prezes funduszu GNA, podkreślał, że wskaźniki gospodarcze świadczą na korzyść polityki Victora Orbána. Ale to nie wszystko. - Moim zdaniem, jednym z kosztów, który będzie miał dalekosiężne skutki, jest wprowadzenie do patrzenia na ekonomię myślenia nacjonalistycznego; dzielenie inwestorów na lepszych i gorszych - powiedział ekspert "EKG".

Przypomniał też, w jaki sposób premier Orbán osiąga swoje cele. - Jeśli jego działania krytykuje trybunał konstytucyjny, to ogranicza jego działalność, bo ma w parlamencie 2/3 głosów. To pokusa, że można zrobić wszystko. To może się okazać się dla niego zgubne.

"Budapeszt w Warszawie? Polska opozycja nie ma takiego lidera jak Orban" - ocenia prof. Markowski>>

DOSTĘP PREMIUM