Spór w "EKG" o pomoc dla Ukrainy. "Już raz pożyczono pieniądze i... zostały wille Janukowycza"

Polska nie powinna szarżować w deklaracjach dotyczących pomocy dla Ukrainy - uważa Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. - Teraz to wyrzucanie pieniędzy. MFW dał prawie 17 mld dolarów i co? Mamy rezydencje Janukowycza - mówił w programie EKG. - Jestem zirytowana spojrzeniem, że oto biały człowiek wsiądzie do samolotu do Kijowa i objawi mądrości - oceniła prof. Joanna Tyrowicz z UW.
Apele o pomoc finansową dla Ukrainy zyskały duży odzew wśród polskich polityków. Liderzy Prawa i Sprawiedliwości chcą np., żeby Polska szczególnie aktywnie zabiegała o stworzenie specjalnego funduszu dla Ukrainy.

"Nie wychylajmy się przed szereg"

Ale zdaniem analityka Piotra Kuczyńskiego, powinniśmy być ostrożni ze składaniem deklaracji dotyczących pomocy dla Ukrainy.

- Jestem przeciwny głównemu nurtowi polskiej polityki. Według mnie Polska powinna iść śladem Unii Europejskiej, nie wychylać się ani o milimetr przed szereg. Przecież na razie nawet nie wiadomo, komu pomagać. Teraz byłoby to wyrzucanie pieniędzy - mówił główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion, w magazynie "EKG".

Zostały pałace

Kuczyński przypomniał, jak skończyła się poprzednia pomoc dla Ukrainy. - Międzynarodowy Fundusz Walutowy dał w 2008 roku prawie 17 miliardów dolarów. I co się stało? Mamy rezydencje Janukowycza.

Dlatego według eksperta, o pomaganiu trzeba zacząć rozmawiać, jeśli Ukraińcy nas o to poproszą. I najlepiej gdybyśmy pomagali, wysyłając do naszych sąsiadów ekspertów.



Jak ocenił Maciej Bukowski z SGH, taka pomoc bardzo się na Ukrainie przyda. Bo doświadczenia naszej transformacji mogą być cenne. - Trzeba "zdeoligarchizować" ukraińską gospodarkę. W niektórych dziedzinach potrzebne są zmiany głębsze od tych, jakie przeprowadziliśmy u nas. A to wymaga silnego lidera. Kogoś takiego jak Leszek Balcerowicz czy Micheil Saakaszwili - uważa gość magazynu "EKG".

Trochę pokory!

Deklaracje o konieczności pomagania Ukrainie nie spodobały się prof. Joannie Tyrowicz. - Jestem trochę zirytowana takim spojrzeniem, że oto biały człowiek wsiądzie do samolotu do Kijowa i objawi mądrości. I na Ukrainie od razu będzie lepiej.

- Przecież my mamy własne problemy. A funkcjonujemy w przekonaniu, że wiemy co i jak, a oni nie wiedzą. U nas po trzech tygodniach wszyscy są specjalistami od Ukrainy, a nie znają nazw podstawowych partii, które tam funkcjonują. Sugerowałabym trochę pokory - stwierdziła ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego.



Zdaniem prof. Tyrowicz, szczególne wątpliwości budzą pomysły dotyczące pomocy finansowej. - Nie wątpię, że w Polsce są osoby, które mogą pomóc. Ale byłabym bardzo ostrożna w tworzeniu strumyczka pieniędzy, pod który podłączą się ci, co zawsze wiedzą lepiej.

Przedstawiciele ukraińskich władz wyliczyli już dokładnie, ile potrzebują pieniędzy - to 35 miliardów dolarów.

DOSTĘP PREMIUM