"Nie twórzmy iluzji. Polska prezydencja nie może rozwiązać problemów strefy euro"

- Trzeba zdecydowanie obniżyć oczekiwania dotyczące prezydencji. Nie twórzmy iluzji - mówił w TOK FM prof. Leszek Balcerowicz podkreślając, że obejmując 1 lipca prezydencję w UE nie obejmujemy władzy nad Unią i rozwiążemy problemów strefy euro. Zdaniem b. szefa NBP Grecji potrzebny jest pakiet pomocowy, który zmusi ją do reform i umorzenie części długu, a nie nowe: - To tylko odsuwanie w czasie problemu i nadużywanie pojęcia ?solidarność?.
1 lipca Polska obejmuje prezydencję w UE - zdaniem Leszka Balcerowicza Polacy nie wiedzą, co to naprawdę oznacza i mają tu zbyt wysokie oczekiwania: - Prezydencja nigdy nie oznaczała tego, co większość ludzi sobie wyobrażała: nie jest to objęcie władzy nad Unią. Możliwości kraju sprawującego prezydencję są niewielkie, zwłaszcza jeśli nie jest to kraj duży. Gdy jest największy, to i tak ma wpływy niezależnie od tego, czy sprawuje prezydencję czy nie. To trzeba ludziom powiedzieć, by nie mieli potem pretensji do naszych polityków i nie ulegali takiej propagandzie: że my tu pokażemy - mówił profesor w programie "Raport Gospodarczy".

Zdaniem Balcerowicza dyskusję o prezydencji powinno się zaczynać nie od tego, co możemy pokazać, ale jakimi problemami możemy zająć się merytorycznie i mieć realny wpływ na ich rozwiązanie: - Czyli od meritum. Na pewno Polska nie jest w stanie rozwiązywać problemów strefy euro i nie powinna próbować. Można spróbować tylko w tyle, ile wiązałoby się z prezydencją, ze świadomością, że główne decyzje będą podejmowane gdzie indziej, w innym ośrodku decyzyjnym. Nie twórzmy tutaj iluzji.



Na jakie rozwiązania możemy realnie wpłynąć? - Można spróbować wybrać jakiś kawałek. Może sprawy energetyki? - pytał Balcerowicz.

Co z Grecją? Nie pożyczać, zredukować dług i wymagać reform

Obecnie trwają negocjacje w sprawie kolejnego planu pomocy dla pogrążonego w kryzysie finansów publicznych kraju. Premier Grecji Jeorjos Papandreu oświadczył w piątek, że nowy plan ratunkowy - obiecany Grecji, jeśli przyjmie ona program oszczędnościowy - będzie podobnej wysokości co plan sprzed roku, którego wartość wyniosła 110 mld euro.

Informacje o możliwym nowym planie ratunkowym nie uspokoiła jednak inwestorów. Znaczna część z nich jest zdania, że mimo wszystko Grecji w dalszym ciągu zagraża bankructwo.

- Trzeba zrobić diagnozę, by zobaczyć, jakie są możliwe rozwiązania. Punktem wyjścia powinno być fakt, że Grecja dorobiła się długu publicznego różnego 160 proc. PKB, czyli ogromnego - mówił Balcerowicz podkreślając, że wierzycielami nie są żadni spekulanci, tylko banki. - Zakładają oni, że Grecja nie jest w stanie spłacić swych zobowiązań - widać to po procentach, jakich spodziewają się w zamian za kolejne pożyczki - tłumaczył Balcerowicz podkreślając, że w obecnej sytuacji rząd grecki nie ma szansy na kolejne pieniądze od podmiotów prywatnych. Zostaje więc proszenie o pomoc inny rządów.

- Im więcej będzie tych pożyczek rządowych, tym większe będzie prawdopodobieństwo, że to podatnicy z państw które zaoferowały "pomoc" będą musieli wziąć na siebie część greckiego długo. Oznacza to odsuwanie w czasie problemu - mówił. Podkreślił jednak, że pakiet pomocowy powinien obejmować też redukcję długu: - Powinna dotyczyć tych, co wcześniej pożyczyli, nieroztropnie, m.in. banków. Mimo że nie są na to przygotowane.

"Kredyty, by Grecy mogli utrzymywać swoje patologie? To nie jest solidarność"

Drugi punkt to szeroko zakrojone reformy w samej Grecji. - To przykład populistycznej demokracji - od 20-30 lat. Bardzo pogorszyło się to za poprzedniego premiera - ojca obecnego. Był on z wykształcenia ekonomistą, w praktyce - populistą. (...) Obie główne partie w Grecji udają świętych mikołajów: składają rozmaite obietnice, a większość Greków udaje, że wierzy albo rzeczywiście wierzy. Zwolennicy wygranej partii dostawali posady w administracji publicznej, która w związku z tym musiała się rozdymać. I jeśli ktoś teraz mówi o solidarności, to pytanie, czy solidarność powinna się przejawiać tym, że ludzie z innych krajów mieliby przekazywać swoje pieniądze po to, aby podtrzymywać tego rodzaju patologiczne praktyki polityczne? - mówił b. szef NBP i resortu finansów.



Balcerowicz powołał się też na analizy ekonomiczne, według których Grecy nigdy nie będą w stanie spłacić swoich zobowiązań i trzeba będzie umorzyć część z nich. - Redukcja długu jest nieuchronna to kwestia czasu i wybory formy. Nie jestem tu oryginalny: większość analityków kładzie nacisk na szybkie wypracowanie formy redukcji długu w stosunku do Grecji. (...) Na razie nie używa się słowa "redukcja", a restrukturyzacji długu - mówił.

Grecja wyjdzie ze strefy euro? "Raczej niemożliwe"

Podkreślił też, że umorzenie części długów może być owocne nie tylko dla samego dłużnika, ale tylko wtedy, gdy zechce on wprowadzić u siebie ostre reformy, które pomogą mu stanąć na nogi. Za pozytywny przykład podał tu Polskę i nasze reformy po tym, jak uzyskaliśmy przyjazną formę redukcji długu zagranicznego z czasów Gierka - o 50 proc. w 1989.



Zdaniem gościa TOK FM nie ma mowy o wyjściu Grecji ze strefy euro, gdyż musiałby wtedy najpewniej wyjść i z UE: - To mało prawdopodobne, przede wszystkim z punktu widzenia konstytucyjnego. Również - z politycznego. Także ekonomicznie można zaprojektować mniej drastyczne rozwiązanie.

Balcerowicz poparł stanowisko Donalda Tuska, że Polska nie dołączy się do pomocy dla Grecji: - Oznaczałoby to, że nie będąc częścią strefy euro uczestniczymy w kolejnych obietnicach do kolejnych kredytów, podczas gdy trzeba położyć nacisk na redukcję już nagromadzonego zadłużenia prywatnego.

B. szef NBP sprzeciwił się też stosowaniu kategorii chorobowych w stosunku do rynków. - Mówi się, że Portugalia jest zarażona, ale nikt nie mówi, że zarazić mogą się Niemcy czy Holandia - powiedział przywołując też przykład Hiszpanii, której premier pracuje nad tym, by nie była kojarzona z innymi "zarażonymi rynkami".

DOSTĘP PREMIUM