Kompania o Bytomiu : Winni eksperci. A zrozpaczeni ludzie muszą opuszczać domy

Kompania Węglowa nie uchyla się od odpowiedzialności za dramatyczną sytuację mieszkańców dzielnicy Karb w Bytomiu i tłumaczy: pomylili się eksperci. Z powodu szkód górniczych swoje mieszkania musiało opuścić tam już 117 osób. Szefowa spółki Joanna Strzelec- Łobodzińska wyjaśnia, że zgodnie z ekspertyzami budynki miały być przystosowane do odkształceń związanych z wydobyciem. Okazało się jednak, że nie są.
- To jest sytuacja, która zaskoczyła pewnie i miasto, i nas. No jeżeli wszystkie ekspertyzy mówiły, że budynki wytrzymają, a nie wytrzymywały - powiedziała Strzelec-Łobodzińska.

Niezależnie od tego szefowa Kompanii obiecuje pomoc. Deklaruje, że spółka chce wykupić zarówno od miasta, jak i właścicieli mieszkań wszystkie nieruchomości w zagrożonym rejonie. W zamian chce odsprzedać 100 mieszkań na potrzeby wysiedlonych.

- To będą mieszkania, które miasto zdecyduje się zakupić. Żeby było szybko i żeby nie mieszkali w hotelach za długo, zobowiązujemy się je szybko wyremontować. A potem rozliczymy sobie to w koszty zakupu nieruchomości od miasta - tłumaczy pani prezes.

Zamierza też osobom posiadającym prawo do lokalu wypłacić po 2 tysiące odszkodowania. Według szacunków Kompanii Węglowej chodzi o 170 mieszkań. Miasto mówi o znacznie większej liczbie: 277 mieszkań, 28 zagrożonych budynków, a w nich - 600 osób, w tym 100 dzieci.

Mieszkańcy zrozpaczeni. Po jaką cholerę tu robili?

We wtorek kolejnych 18 osób opuściło swoje mieszkania. Wśród nich pani Lidia, która zapowiadała że się nie wykwateruje, dopóki nie będzie mieć gwarancji mieszkania zastępczego. Zdecydowała jednak że pójdzie "na hotel". - Trzeba, bo oni będą wodę zakręcać, światło wyłączać i okna murować. No to co ja zrobię, muszę iść - tłumaczy zrozpaczona kobieta.

Jej sąsiadka, którą czeka za kilka dni przeprowadzka, mówi: - Ja tam kiedyś byłam na tym hotelu i mi się tam nie podoba, jeden pokój dla całej rodziny, sprawy se nie zdają. Czy ja jestem winna, że budynek się wali? To wina kopalni, po jaką cholerę tu robili? - pyta.

Rzecznik Zakładu Budynków Miejskich Adam Wajda tłumaczy, że skutki wydobycia się pogłębiają, a stan budynków jest coraz gorszy. - Bytom od kilkudziesięciu lat jest podkopywany przez kopalnię. Od chyba lat 60., kiedy zezwolono na wydobywanie węgla spod filara ochronnego, czyli spod centrum miasta, zaczęły się problemy ze szkodami górniczymi i te szkody nigdy nie zostały usunięte - tłumaczy Wajda.

Przedstawiciele Kompanii Węglowej na zwołanej konferencji tłumaczyli, że w rejonie dzielnicy Karb eksploatacja węgla prowadzona jest od 1902 r., a kopalnia eksploatowała złoże w 19 pokładach, co każdorazowo oddziaływało na budynki na powierzchni. Wiadomo, że od 1965 roku teren w tym miejscu obniżył się o 18 metrów.

W środę ewakuacja kolejnego, szóstego budynku. Swoje mieszkania ma opuścić dziewięć osób.

OUG i WUG rozpoczynają kontrolę w kopalni

Tymczasem Okręgowy Urząd Górniczy w Gliwicach rozpoczął już kompleksową kontrolę (na dole i na powierzchni) w KWK Bobrek-Centrum. To właśnie eksploatacja złoża ścianą 1 w pokładzie 504 na poziomie 700 m w tej kopalni przyczyniła się do zniszczenia budynków w Bytomiu.

Jutro inspektorów OUG w działalności kontrolnej wspierać będą specjaliści WUG.

Wiceprezes WUG powiedział, że skala zniszczeń jest ogromnym zaskoczeniem. Zaznaczył, że dla bezpieczeństwa prawdopodobnie bezpieczniej będzie doprowadzenie eksploatacji do końca ściany (a zostało tylko 30 metrów), niż zaprzestanie wydobycia w tym miejscu, czego skutkiem mogłyby być uszkodzenie głównej drogi komunikacyjnej.

DOSTĘP PREMIUM