Czy przeprosiny na Twitterze wystarczą? Polska wpadka ws. białoruskiego opozycjonisty

- Czy polska reakcja jest adekwatna? Wpis na Twitterze szefa MSZ-u chyba nie wystarczy? - tak Dominika Wielowieyska pytała przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych o sprawę wydania Białorusi danych o opozycjoniście Alasiu Bialackim. Andrzej Halicki przyznał: - Przeprosiny się należą.
Radosław Sikorski napisał na Twitterze: "Przepraszam w imieniu Rzeczypospolitej. Karygodny błąd pomimo ostrzeżeń MSZ. Zdwoimy wysiłki na rzecz demokracji na Białorusi". To pierwsza reakcja władz polskich na wieść, która gruchnęła w ubiegły czwartek: polska Prokuratura Generalna przekazała białoruskim śledczym informację o rachunkach bankowych Alesia Bialackiego, szefa białoruskiego Centrum Praw Człowieka "Wiasna".

Tym samym pomogła w jego aresztowaniu.Prokurator Generalny wszczął postępowanie służbowe.

Premier z prokuraturą? "Prokuratura jest niezależna"

Opozycjonista zatrzymany z polskiej winy. "Nie przyjmuję wyjaśnień prokuratury"

Dominika Wielowieyska pytała posła PO Andrzeja Halickiego, czy według niego te działania są wystarczające. - Nie wystarczy wpis na Twitterze szefa MSZ-u. Może premier powinien wystąpić z prokuratorem generalnym na konferencji i zapewnić białoruską opozycję, że to był wypadek przy pracy, a nie świadoma polityka? - pytała dziennikarka.

- Pamiętajmy, że prokuratura działa niezależnie. Ale rzeczywiście brakuje mi jasnego stanowiska prokuratury generalnej - odparł Andrzej Halicki.

Naszą wiarygodność musimy budować nie tylko przepraszając, ale realizując pomoc w sposób instytucjonalny. Jesteśmy do tego zobowiązani jako korzystający z dobrodziejstw demokracji, wolności i wspólnoty europejskiej. Bo dla naszych wschodnich sąsiadów staliśmy się Zachodem - dodał poseł PO.

Poseł PO zapowiedział, że będą dziś dostępne pierwsze ustalenia kontroli wewnętrznej w prokuraturze. Ma nadzieję, że szybko zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec winnych.

"Dla nich jesteśmy Zachodem"

- Rząd i Platforma nie mają wizji przyzwoitej polityki wobec cudzoziemców w Polsce. Ciągle dowiadujemy się o tym, że usiłujemy wyrzucić z kraju osoby, które sobie tu dobrze radzą ani nie popełniły przestępstwa na naszym terytorium - zwróciła uwagę Wielowieyska. - To odpowiedzialność wojewodów, żeby nie stosować bezdusznie przepisów - powiedział poseł PO.

Wielowieyska przypomniała kilka przypadków, gdy urzędnicy wypełniali literę prawa. Maryna Tur, Białorusinka mieszkająca w Polsce od 11 lat, została zatrzymana 2 sierpnia przez polską policję w związku z listem gończym wydanym na Białorusi. Podczas zatrzymania Tur była z pięcioletnią córką Julią. Matkę przewieziono do aresztu na Grochowie. Córkę zabrała policja. Nikt nie pozwolił matce na kontakt z dzieckiem, ani nie rozpatrzył jej prośby, by córkę oddać pod opiekę ojca chrzestnego - Polaka.

Mongolska rodzina Batdavaa mieszkała w Krakowie od 2000 r., ale nie miała zalegalizowanego pobytu. Na początku 2011 roku, decyzją wojewody małopolskiego, została umieszczona w ośrodku dla uchodźców w Przemyślu;groziła jej deportacja do Mongolii . Ostatecznie do deportacji nie doszło dzięki interwencji rzeczniczki praw obywatelskich prof. Ireny Lipowicz. Pięcioosobowa rodzina Batdavaa dostała kartę stałego pobytu.

- Sprawa krakowska zakończyła się szczęśliwie, dzięki wsparciu mediów - przyznał członek Komisji Spraw Zagranicznych. - Polska należy do krajów, które coraz bardziej są atrakcyjne dla ludzi po wschodniej stronie granicy. Dla nich staliśmy się Zachodem. Mamy programy stypendialne, które jednak nie są adresowane do osób, które mają tu zostać na stałe. Do tego potrzebna jest instytucjonalna pomoc państwa - mówił Andrzej Halicki.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM